Byłam nauczycielką

Nauczyciel. Zawód przez nielicznych gloryfikowany, przez część społeczeństwa ignorowany, a przez wielu poddawany krytyce. Ci ostatni robią to najczęściej z niewiedzy, czym jest istota owej profesji oraz ilu wyrzeczeń wymaga. Obchodzony w połowie października Dzień Edukacji Narodowej sprawia, że o nauczycielach mówi się wtedy dużo i głośno. Mówi i pisze w różnym tonie. Ja też pragnę dorzucić swój mały kamyczek do tego ogródka.

 


Cały mój 35-letni życiorys zawodowy to praca w zawodzie pedagoga. Byłam nauczycielką w przedszkolu. Nie miałam poczucia niższości, choć i dziś ludzie czasem lokują przedszkolanki nieco niżej w edukacyjnej hierarchii, najczęściej nie zdając sobie sprawy z faktu, że praca z najmłodszymi wymaga największego zaangażowania. Ale skąd mają to wiedzieć? Dlatego warto może przez chwilę przyjrzeć się tej profesji nieco wnikliwiej z perspektywy pedagoga. Proponuję skróconą wędrówkę po ścieżce, na której każdemu wychowankowi towarzyszą nauczyciele. Będzie to rodzaj wspinaczki od wczesnego dzieciństwa po dojrzałość. Kręta dróżka nie zawsze prosta, a zdarza się, że i trudna jak labirynt.

Pierwszy szczebel edukacji – przedszkole. Nie ukrywam, placówka najbliższa mojemu nauczycielskiemu sercu. Codzienne wielogodzinne zastępstwo za mamę. Czuła opieka, ocieranie łez (i nosów, a jakże!), opatrywanie rozbitego kolana, tulenie do snu po obiedzie. I uczenie podstaw życia. Pokazywanie i tłumaczenie jak się ubierać, jeść, myć rączki, bawić, trzymać kredkę, współżyć z kolegami. Wreszcie elementy wiedzy, jej fundamenty niemalże we wszystkich dziedzinach. Kilka lat mija jak z bicza strzelił i nasze maluchy dorośleją, by niebawem wyfrunąć do szkoły. Po wakacjach pustkę po nich zapełniają następne zapłakane buzie. I znowu ocieranie łez…

Szkoła podstawowa. Dzwonek radośnie wezwał dzieci do pełnienia – początkowo upragnionej, niecierpliwie oczekiwanej – roli ucznia. Wkrótce wkręcą je bezlitosne tryby szkolnej machiny. Coraz więcej nauki i coraz więcej nauczycieli. Oddanych, cierpliwych, zatroskanych – o oceny, o zachowanie, o bezpieczeństwo i samopoczucie podopiecznych. A prawie wszyscy pełni pasji. Tak, pasji, bo któż inaczej ośmieliłby się określić owo „hobby”, jak ironicznie określają ten zawód złośliwi? Zgoda, istnieją niechlubne wyjątki nauczycieli bez powołania. Ale przecież nie będę się rozwodzić nad niedoskonałościami nielicznych przedstawicieli zawodu w przededniu święta tak licznej rzeszy wspaniałych pedagogów.

Tymczasem dzieci rosną niepostrzeżenie i nagle okazuje się, że to już nie dzieci lecz młodzież. I szkoła ponadpodstawowa, wcześniej nazywana średnią. Młody człowiek to istota niezwykle chłonna i wrażliwa. Ciągle jeszcze trochę bezradna, choć już poszukująca własnych dróg i odrębnych ścieżek myślowych. To trudny okres buntu, odrzuceń, kontestacji. Z jednej strony więc trzeba im przekazać ogrom wiedzy z różnych dyscyplin, z drugiej zaś – ustrzec przed wieloma zagrożeniami. Zagrożeniami, które czyhają na młodzież w tym szczególnym okresie życia podatnym na wypaczenia osobowości oraz ulegania patologiom społecznym. Na tym etapie rola nauczyciela-wychowawcy jest wyjątkowa. I to wtedy zazwyczaj zapracowuje się na autorytet.

Nauczyciela cieszą najmniejsze nawet sukcesy podopiecznych, ale nie ma co ukrywać, że dumą napawają go zwłaszcza te zewnętrzne. Dlatego nie żałowałam nigdy wysiłku, by przygotować dzieci do konkursów, przeglądów, prezentacji. Bo sukcesy wychowanków to największa radość nauczyciela. Ich nagrody, dyplomy, wyróżnienia zawsze cieszyły bardziej niż własne sukcesy. Jestem przekonana, że tak to odbiera każdy pedagog.

Być nauczycielem – to zadanie tyle zaszczytne, co trudne. Ja staram się pamiętać zwłaszcza te dobre chwile. Poza każdym pojedynczym uśmiechem oraz widocznym zadowoleniem całej gromadki w trakcie sprawowania pieczy nad nimi, najbardziej miła jest późniejsza pamięć wychowanków. W przypadku gdy pracowało się z kilkulatkami, jest to cenne szczególnie. One nie muszą swoich pierwszych pań zapamiętać i tak też często bywa. Jednak czasem jestem tą ich pamięcią zdumiona. W dobie licznych portali społecznościowych o kontakt nietrudno. Oto pisze jakiś czterdziestolatek z zagranicy i pyta: „Czy pani mnie pamięta? Ależ oczywiście! Jakże mogłabym zapomnieć tego sympatycznego urwisa? Albo przypomina się młoda kobieta o nieznanym mi nazwisku, przedstawiając swoją rodzinę, męża i dzieci. I natychmiast przywołuje nazwisko, które nosiła w przedszkolu jako mała dziewczynka. Takie sytuacje są bardzo wzruszające, ale przede wszystkim radosne, bo zawierają bardzo ciepłe wspomnienia, wdzięczność i szacunek.

W pracy pedagoga równie ważny jest kontakt z rodzicami wychowanków. To oni są rzeczywistymi partnerami nauczycieli na każdym szczeblu edukacji dzieci. Ich stosunek i ocena pracy były dla mnie zawsze niezwykle ważne. Poza częstymi kontaktami, wyrazami wdzięczności, każdą formą współpracy w tamtym okresie, bardzo sobie cenię ich obecną kontynuację poprzez internet. Oni nawet częściej niż dzieci bardzo te interakcje pielęgnują. Kiedyś oczywiście miłe były i kwiaty, i akademie, i spotkania z okazji branżowego święta. Jednak największą chyba niespodziankę sprawili, kiedy w 2011 roku na pierwszym tak zwanym zebraniu ogólnym z rodzicami całej placówki wręczyli naszej kadrze pedagogicznej… medale! Zwykłe, powszechnie dostępne, tandetne gadżety na biało-czerwonej wstążeczce. Ale liczy się przecież intencja i pomysł. My potraktowałyśmy je z niezwykłą radością, dumą i szacunkiem. Za gest i za ten znaczący, doniosły napis: „Wzorowy Pedagog”! Ja swój medal z dumą eksponuję do dziś na honorowym miejscu. Choć wytarła się już jego połyskująca powłoka, to i tak wciąż pozostaje jednym z najważniejszych wyróżnień. Właśnie i dla takich wspomnień warto było wykonywać tę zaszczytną profesję. Czego z okazji zbliżającego się Dnia Edukacji Narodowej życzę wszystkim pedagogom, którzy aktualnie pełnią swoją codzienną, mozolną służbę.

foto: Jadwiga Zgliszewska


Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

Post Author: Redakcja Białystok