Czerwone maki…

„Czerwone maki na Monte Cassino
Zamiast rosy piły polską krew.
Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
Lecz od śmierci silniejszy był gniew”

( fragment znanej polskiej pieśni  związanej z bitwą o Monte Cassino. Słowa: Feliks Konarski, muzyka: Alfred Schütz)

18 maja 1944 r. oddziały 2 Korpusu Polskiego zdobyły ruiny klasztoru benedyktynów na Monte Cassino.

Każda kolejna rocznica tej bitwy sprawia, że wspomnieniami wracam do swego taty i teścia, którzy brali udział w tych wydarzeniach. Niestety obaj nie doczekali czasów, kiedy otwarcie można przyznawać się do uczestnictwa w tych walkach, a wspomnienia przekazywać nie tylko najbliższym.

Byłam za mała by słuchać tych relacji. Również moim siostrom kilkanaście lat starszym ode mnie oraz mojej mamie tata nie opowiadał o uczestnictwie w armii Andersa i bitwie pod Monte Cassino, chroniąc nas wszystkich przed ewentualnymi konsekwencjami służb SB.

Więcej informacji zachowało się mojej pamięci ze wspomnień przekazanych przez teścia, który zmarł w marcu 1984r.

Opowiadał o swoim pobycie na Syberii, głodzie, siarczystym mrozie, nędzy i ciężkiej pracy przy wyrębie lasu. O zmarzniętych skórkach chleba, znalezionych na śmietniku, które z czułością głaskał i zastanawiał się czy zjeść je od razu, czy zachować na później.

Informację o amnestii polskich więźniów, po podpisaniu układu Sikorski – Majski i tworzeniu armii polskiej na terytorium ZSRR, podległej rządowi RP w Londynie, więźniowie łagrów przyjęli jak wybawienie. Mówił o długiej i ciężkiej drodze do armii tworzonej na południu Rosji przez Władysława Andersa.

Masyw Cassino, na którym stał klasztor, był kluczowym stanowiskiem w linii Gustawa, systemie połączonych niemieckich linii obronnych, biegnącym przez całą szerokość najwęższej części Włoch, jednocześnie najpotężniejszym system obronnym, z jakim podczas wojny zetknęli się Brytyjczycy i Amerykanie.

Skaliste, pozbawione drzew wzgórze było atakowane przez aliantów trzykrotnie, od stycznia do maja 1944r., jednak nieskutecznie. Polacy przystąpili do walki 11 maja. Wzięły w niej udział wszystkie jednostki 2 Korpusu. Niemcy okupujący opactwo mieli świetną widoczność i do żołnierzy atakujących wzgórze strzelali jak do kaczek. Dlatego nasi żołnierze, jak opowiadał teść, często przemieszczali się po wzgórzu nocą. Ostrzał z góry był tak duży, że nie można było zabrać rannych i oczyścić pola bitwy z leżących trupów żołnierzy. Smród rozkładających ciał był olbrzymi. Czołgając się w nocy ręka często natrafiała na takie zwłoki.

Po pierwszej nieudanej próbie, 17 maja 2 Korpus wznowił natarcie na wzgórze klasztorne. Rankiem 18 maja 3 Dywizja Strzelców Karpackich zdobyła ostatecznie wzgórze 593. Na murach opactwa zawisł biało – czerwony sztandar, a następnie obok niego flaga brytyjska. Po południu na wzgórzu odegrany został Hejnał Mariacki. . Polacy ponieśli ciężkie straty, prawie tysiąc zabitych i niemal 3 tys. rannych. Całkowite straty aliantów szacuje się na 105 tys.

Po ukazaniu się, w Mediolanie w latach 1945-47, trzytomowej książki, korespondenta wojennego, Melchiora Wańkowicza „Bitwa pod Monte Cassino”, teść wspominał, że czytając ją żałowali, że przeganiali tego „pismaka”, pałętającego się wśród żołnierzy i namawiającego do zwierzeń. Książka zdobyła wielkie uznanie wśród krytyków i uczestników bitwy.

Żołnierze polscy znając ustalenia konferencji teherańskiej „Wielkiej Trójki” z grudnia 1943 r., wiedząc o planach przesunięcia polskiej granicy i przejęciu przez ZSRR dawnych wschodnich terenów Polski mieli nadzieję, że zwycięska bitwa, pomoże odzyskać wolność Polsce. Marzyła się im, jak mówił mój tata, „prosta droga z ziemi włoskiej do Polski , zatrzymanie wojsk rosyjskich za wschodnią granicą Polski, uderzenie wraz z aliantami na wojska niemieckie i zdobycie Berlina od wschodu. Wierzyli w pomoc Anglii i Stanów Zjednoczonych.”

Jednak Churchill miał inne plany, wolał, żeby tą robotę wykonali Rosjanie. Po kampanii włoskiej wycofał wojska z Italii i przetransportował do Anglii, żeby uczestniczyć w tworzącym się drugim froncie.

Czarę goryczy dopełniło nie zaproszenie polskich żołnierzy na paradę zwycięstwa w Londynie 8 czerwca 1946 r., chociaż pod dowództwem brytyjskim na Zachodzie walczyło ponad 200 tys. Polskich Sił Zbrojnych. Latem 1945 roku rząd brytyjski zmienił politykę i cofnął uznanie dyplomatyczne dla rządu na uchodźstwie na rzecz zdominowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej i zaprosił go do przysłania przedstawicieli na paradę zwycięstwa.

Z opowiadań teścia wiem, że Churchill dziwił się, że żołnierze polscy przebywający w Anglii nie chcą wracać do Polski, mówiąc naszym dowódcom że „inteligencję człowieka poznaje się po tym, jak się dostosowuje do nowych warunków”. Dlatego jego zdaniem powinni wrócić do kraju i odbudować go ze zniszczeń wojennych, pod okupacją rosyjską.

Zdemobilizowani żołnierze nie kwapili się do powrotu, słysząc relacje tych, którzy jako pierwsi zdecydowali się wrócić. Imali się różnych zajęć, żeby zarobić na bieżące życie i czekali na możliwość wyjazdu do Stanów, Kanady.

Mój tata i teść postanowili wrócić do Polski, ponieważ zostawili tu w 1939 r. żony z małymi dziećmi, starych schorowanych rodziców i innych krewnych. Często tego żałowali, ponieważ systematycznie byli przesłuchiwani i pytani o motywy powrotu. Nie mogli znaleźć pracy, musieli jej szukać w małych miasteczkach lub na wsiach. W pracy byli szykanowani i inwigilowani. Teść żartował, że na ironiczne pytania typu: „Co pan tam robił na tej Syberii?”. Niezmiennie odpowiadał: ”budowałem socjalizm, rąbiąc tajgę”.

Bardzo, żałuję, że nie zainteresowałam się bardziej losami wojennymi teścia, że ich nie spisałam lub nie nagrałam. Mój tata zmarł, gdy miałam 11 lat. Po wielu doświadczeniach wojennych w ludziach nadal tkwił brak zaufania do władzy i lęk, że ich relacje mogą kiedyś być użyte przeciwko nim lub ich rodzinom. Dlatego sami nie odważyli się napisać swoich wojennych wspomnień. Zostały mi po nich albumy ze zdjęciami, odznaczenia, naszywki z mundurów i inne drobne, ale cenne pamiątki.

W mojej rodzinie, przechowywana jest pocztówka wydobyta spod gruzów klasztoru Monte Cassino, którą przesłał mojemu tacie kolega wraz z adnotacją: „Przesyłam na pamiątkę, jako relikwie, którą wydobyłem z pod gruzów Klasztoru Monte Cassino, zdobycie którego, po wieczne czasy pozostanie okryte chwałą bohaterskiego wyczynu Polskiego żołnierza. Strzelec 5 KDP” . Podpis nieczytelny.  Włochy 26.VI 44r.” (pisownia oryginalna).

Zauważam, że co raz mniej wiemy o bitwie pod Monte Cassino. Co raz mniej się o niej wspomina, chociaż była wielką zwycięską bitwą  II Wojny Światowej. Szukałam w Internecie, czy w najbliższych dniach odbędzie się w Białymstoku jakieś spotkanie poświęcone tej bitwie, niestety nie znalazłam żadnej informacji.

Główne obchody 74 rocznicy bitwy pod Monte Cassino odbędą się w Białymstoku, 18 maja, o godz. 12:30, pod pomnikiem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, który znajduje się na skwerze przy ul. Skłodowskiej,  vis a vis Książnicy Podlaskiej. Organizatorem uroczystości jest Krajowy Związek Byłych Żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie Oddział w Białymstoku.

Przedstawiciele tego Związku oraz Urzędu Miejskiego i Prezydenta Miasta Białegostoku złożą kwiaty. Organizatorzy zapraszają mieszkańców miasta do oddania hołdu żołnierzom biorącym udział w bitwie pod Monte Cassino.

 

Maria Beręsewicz
Podlaska Redakcja Seniora  Białystok

(Zdjęcia z  archiwum domowego autorki)

Post Author: Redakcja Białystok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *