Jestem Kopciuszkiem – wiersze Wiesława Lickiewicza

foto: Jan Tomżyński


_
Miłość, to sieć


Miłość jest jak sieć rybacka,
Lub jak studnia głębinowa.
Wpadasz bracie w nią znienacka
I już sprawa załatwiona.

Później to już dom i praca,
A czas leci, włos siwieje.
Gdera żona, dzieci płaczą,
A młyn czasu życie miele.

Jest na szczęście jeden dzień,
Najpiękniejszy dzień tygodnia,
W wieczór ten masz wszystko gdzieś,
Wolny wieczór, to nie zbrodnia.

Bo z pewnością byś oszalał,
Gdyby nie kochany piątek.
W dni powszednie pracy nawał,
Ale w piątek… jest wyjątek.

Wieczór super, rankiem gorzej,
A sobota iście męska.
Pijesz soki, wody morze
I cichego szukasz miejsca.

Już w niedzielę, tradycyjnie.
Kościół, obiad, spacer, dzieci,
I głos żony od lat wielu:
Jak wychodzisz, wynieś śmieci!

Jesteś wreszcie po kolacji,
Na balkonie z papierosem.
Wydmuchując dym ukradkiem,
Zastanawiasz się nad losem.

I rozmyślasz o miłości,
O swym życiu nieciekawym.
O radości w każdy piątek
I wycierasz łzę rękawem.

Łzy radości
(satyra na teściową)

Dziś z radości a nie z żalu,
Łzy ocieram rogiem chustki
I rozmyślam… co się stało?
Że dom jakiś dziwnie pusty.

Cisza, jakby makiem zasiał.
Drzwi otwarte, brak w nich klucza.
Nikt nie gdera, nikt nie szlocha.
Nikt nikogo nie poucza.

Szczypię siebie po policzkach
I uwierzyć wprost nie mogę,
W to, że życie jest tak śliczne,
Gdy nie widzisz, swej teściowej.

Jestem Kopciuszkiem

Ciągle czuję się Kopciuszkiem,
Bardzo biednym i niechcianym.
Chociaż zwą mnie dobrym duszkiem,
Ale takim mniej kochanym.

Taka jest już moja dola,
Taki mój nieszczęsny los.
Moje życie, to niewola,
To prawdziwie wdowi grosz.

Popłakuję w kącie często,
Nie mam dokąd pójść na skargę.
Kiedy jest mi bardzo ciężko,
To zagryzam z żalu wargę.

Lecz ja wierzę w przeznaczenie.
Miałem bowiem kiedyś sen,
Że ktoś spełnił me życzenie!
Może dzisiaj jest ten dzień?

A na koniec, posłuchajcie!
Człowiek, który bardzo chce,
Choć to brzmi jak w starej bajce,
Szczęściem swym… marzenie zwie!

Wiesław Lickiewicz

_

Post Author: Redakcja Białystok