Opowieść o Franku – część czwarta

foto: Dariusz Marek Gierej

_

Polskość

 

Rodzina Tumulków była prześladowana. Niemcy mścili się na nich za polskość. Franek nie zarzucił myśli o tym, że myśli i czuje jak Polak. Ostro przeciwstawiał się germanizacji, aż w końcu został agitatorem i rzucił się w wir polityki. Brał czynny udział w plebiscytach. Pragnął przyłączenia Ziemi Raciborskiej do Polski.

– Mamulko, mamulko, nie je tak źle, ale jo tych gizdów niemieckich nienawidzą, jo bych ich porozrywało jakbych jeno mógł.

 No tak, Frankowi było ciężko, ale był młody i szukał swojego miejsca w życiu. Miał swoje marzenia, tylko mu przeszkadzały, jak on to powiadał „te zatracone szwoby”.

Trzeba przyznać, że Franek miał stale na pieńku z policją. Nosiło go, aż się wreszcie zapisał do Związku Polaków w Niemczech (Strzecha) w Raciborzu. Chodził i śmiał się. Nie podobał się Niemcom, oj nie podobał. Nigdy nie okazywał lęku i zawsze mówił:

-vA cóż one mogom mi zrobić, najwyży zabijom, a Polska je mojo, a Racibórz noleży do Polski, tukej je serce Polski.

To były słowa dumnego i hardego Polaka, stąd też nie lubiły go władze niemieckie. Franek nie należał do pokornych. Drżało więc matczysko, bo pani Karolina zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczne życie wiedzie jej syn, jak balansuje na skraju przepaści. Co i raz wzywano go na policję w Raciborzu. A zdarzyło się nawet, że odśpiewał przed policją powstańczą pieśń.

„Powstańców nie wiążą wersalskie traktaty ni pakta bankierów, tchórzy, niech warczą maszynki, zagrają armaty, lud pęta potarga, kaźń zburzy.

My Gliwic ni Zabrza prusakom nie damy i wioski obronim strzeleckie, za wolość Śląsk Górny swe życie składamy. Zwyciężym zamiary zdradzieckie”.

Zaraz wyskoczyło paru Niemców, dopadli Franka, ciągnęli go i bili, a on darł się wniebogłosy: 

 – Niech żyje Polska, jeszcze nie umarła.

Przyglądał się temu młody chłopak z Brzeźnicy, siadł na rower i popedałował na wioskę. Z oczu kapały mu łzy, które rozcierał po twarzy. Co i raz się odwracał i krzyczał i po niemiecku, i po polsku. Wpadł do wioski i prosto pognał do Tumulków.

– Tumulczyno, Tumulczyno, Francika Niemcy złapali. 

– Co, co ty godosz?!

– Ano, juści prawda, a on im się odgrożoł i spiewoł „ Jeszcze Polska nie umarła”, ale dostał od nich hiby i powlekli go do więzienio. Kiebyście to widzieli, co tam było ludzi, a wszyscy my słyszeli, byli my tacy dumni z naszego Francika, przeca on jest nasz.

– Nasz, nasz –  złościła się pani Karolina. – Przeca oni go kiedy zatłuką. Skaranie Boskie z tym synkiem.

Ależ ona się bała. Tylko myślała, coby mu się nic nie stało.

No to i dochrapał się Franek, dostał trzy miesiące aresztu o zaostrzonym rygorze. Ba, próbowano nawet zmusić go do podpisania Volkslisty, ale wyśmiał ich tylko. Znowu otrzymał bicie. I tak o chlebie i wodzie odsiedział karę. Co oni mu tam zrobili, tego nie wie nikt. Jak wyszedł, to powiedział tylko tyle:

 – Ślązok mo twardy kark i nie tak prędko się go złamie. Byle jaki Szwob  mu nie da rady .

 

Irena Piwowar
Podlaska Redakcja Seniora Bielsk Podlaski