Po debacie – wiersze Eugeniusza Wojno


_

Debata

Dziś w Klubie Seniora, jak w Chinach przed laty,
Do Oksfordzkiej wspólnie siedliśmy debaty.
Wybrano Marszałka oraz Sekretarza,
Więc prawie jak w Sejmie, bo to się powtarza.

Marszałkiem została przepiękna kobieta
A tak bardziej dokładnie, to Urban Elżbieta.
Sekretarzem została inna piękna Pani,
Nie znam Jej imienia, wybaczcie Kochani.

Wybrano też dwie ławy, czyli koalicję
Oraz ławę przeciwną, zwaną opozycją,
Które podczas dysputy, mają różne zdanie
Na tę samą  tezę, niech już tak zostanie.

Cały przebieg debaty nadzoruje Jury,
Co punktów za wypowiedź nie przyznaje z góry.
Występują też mówcy, którzy głosy mają,
Więc za tezą, lub przeciw, zdanie wygłaszają.

Kto zakłóca przebieg, lub źle się odnosi,
Wówczas  go z Sali Obrad Marszałek wyprosi.
Inaczej jak w Sejmie, bo gdyby tak było,
To ławy posłów w Sali wtedy by nie było.

Zostawmy formalności, weźmy się za tezy,
Bo na dobrych obradach nam teraz zależy.
A zgłoszonych dzisiaj aż sześć tez zostało,
Z jednej strony dużo, z drugiej – ciut za mało.

Pierwsza teza krótka, czyli „sport to zdrowie”.
Jak sportem wyleczyć, niech mi ktoś odpowie.
Weźmy dla przykładu jakiegoś boksera,
Którego po nokaucie karetka zabiera.

Z podpitymi oczami, głową opuchniętą,
Wygląda jak Marsjanin, albo jakiś święty.
Lub weźmy piłkarza, co ścięgno ma zerwane,
Prócz wielkiego bólu ma też przerąbane!

Był też taki, co biegał swą ścieżką po zdrowie.
Czemu nadal nie biega, niech mi ktoś odpowie.
Twierdzenie, że ćwiczenia tylko zdrowie dają,
To zdanie subiektywne, choć tak uważają.

Druga teza – Białystok miastem tolerancji,
Można by tak twierdzić, ale brak gwarancji.
Dla przykładu weźmy Polaka i Żyda,
Wszystko jest w porządku, nim się nacja wyda!

A jak się wszystko wyda, to mleko rozlane,
Bo Żydzi wśród Polaków mają przechlapane.
Muszą więc wyjechać, lub gdzieś się przenosić,
Bowiem nie mają siły „tolerancji” znosić.

Trzecia teza – Białystok miłosierne miasto.
To tak, jak z zakalcem, gdy ugniatasz ciasto.
Niby wyrobione, bo od ręki odstaje,
Ale to jest pozór, tak się nam wydaje.

Bo człowiek człowieka tak mocno miłuje,
Że jak tylko potrafi, tak go oszukuje.
I przysłowie mówi – kocha tak bliźniego,
Aż ostatnia koszulę ściągnie z grzbietu jego.

Po czwarte – uczciwością i pracą ludzie się bogacą.
Więc to jest fałszywe, bo za uczciwość nie płacą,
Nikt się nie dorobił swoją uczciwością
Tylko oszustwami i wielką chciwością.

Swoje wielkie bogactwo oraz swe fortuny
Zdobyli oni fałszem po krachu komuny.
A uczciwą pracą, to po którejś wiośnie
Robolowi najwyżej tylko garb wyrośnie.

Piąta teza, to piękna aktywność seniora.
To coś jakby o mnie, dyskusji przyszła pora.
Bo choć jestem stary, to na razie aktywny,
Wszystko mam na swym miejscu, lecz kręgosłup sztywny.

Czasami gdzieś zatańczę, albo coś wypiję,
Ale tylko z radości, tej, że jeszcze żyję.
Więc dopóki żyć będę, to będzie tak samo,
Bo tak mnie nauczyli, tata kiedyś z mamą.

A mając moją przyszłość na tak zwanym względzie,
Uczyli być uprzejmym, zawsze oraz wszędzie.
Z tej rodziców nauki trochę mi zostało,
Lecz przyznam się szczerze, że już bardzo mało.

Szósta teza  – senior ma dużo wolnego czasu
Lecz z tym czasem związane wiele ambarasu.
Nie pójdzie więc do lasu, bo w tym lesie kleszcze,
A senior przecież chciałby trochę pożyć jeszcze!

Nie pojedzie w góry, ani też nad morze,
Bo walczy z nadciśnieniem, więc jechać nie może.
Nie poleci do Soczi, ani też na Bali,
Gdyż nie chce, żeby kości jego  tam zbierali.

Co najwyżej może, póki jeszcze jest zdrowy,
Z pieszą pielgrzymką iść do Częstochowy.
A po Częstochowie, według racji stanu,
Wybrać się z pielgrzymką też do Watykanu.

W wierszu tym spostrzeżenia tylko opisałem,
Nikogo z zdanie żadne nie pytałem.
Proszę więc nie robić z tego ambarasu,
Bo jestem seniorem, co ma dużo czasu.

Wiersz ten dedykuję Oksfordzkiej Debacie
Powiedziałem w nim tyle, ile tutaj macie.
Bo wszystko, co czułem i na serce leżało,
W  tym, co napisałem, ujęte zostało!

***

Warsztaty Seniora

Idzie Senior na warsztaty
Równym krokiem, jak przed laty,
Gdyż przed laty takim chodził,
Czując, że się znów odmłodził.

A po tych latach przeżytych
Ma też kilka wad nabytych,
Bo samotność, to też wada,
Której pozbyć się wypada.

Więc warsztaty i wykłady
Pomagają ukryć wady,
Jakie przyszły razem z wiekiem,
Ale nadal jest człowiekiem.

Który serce też posiada,
A to jest następna wada.
Serce, które mu niestety,
Mocniej bije do kobiety.

Bo wystarczy, że kobieta,
Już nieważne, ta, czy nie ta,
Popatrzyła w jego oczy,
To już nie śpi on tej nocy.

Myśląc tylko o kobiecie,
Że jedyną jest na świecie
Więc planuje związek sobie,
A pomyślałby o grobie.

Bo nie jemu już kobieta
Choćby była i podnieta,
I nie czas kleić wariata,
Kiedy ma się jego lata.

W jego wieku już się liczy
Iść pomodlić się w kaplicy,
Lub w kościele prosić Boga,
By mu prostą była droga.

Gdyż nikt nie zna dnia, godziny,
Kiedy sprawdzą jego czyny.
I do diabła, lub do Boga
Będzie wieść ostatnia droga.

Eugeniusz Wojno

 

Post Author: Redakcja Białystok