Targi Książki za nami

VII Targi Książki w Białymstoku za nami. Obfitowały w wiele ciekawych spotkań z pisarzami, którzy promowali swoje najnowsze książki. Najciekawsze z nich odbyły się drugiego dnia targów, w sobotę. Przyciągnęły wielu miłośników i czytelników książek.

Na wielu z nich byłam i z przyjemnością relacjonuję je Państwu.

Spotkanie z Zygmuntem Miłoszewskim prowadziła Dorota Sokołowska.

Pisarz promował swoją najnowszą książkę „Jak zawsze”, historię romansową i komediową, w której para 80 letnich seniorów zamierza uczcić nie 50 rocznicę poznania, czy ślubu, ale rocznicę pierwszej wspólnej nocy. Oboje dokonują również podsumowań, co się stało z ich życiem, co zmieniliby, a co nie.

Autor daje im możliwość przeniesienia się w czasie, w lata 60 XX wieku. Po namiętnej nocy budzą się młodsi o 50 lat, ale też w innych realiach politycznych. Prezydentem Warszawy jest Eugeniusz Kwiatkowski, budowniczy przedwojennej Gdyni.

Inspiracją do napisania tej książki byli rodzice pisarza, jednocześnie wspaniałe źródło informacji o życiu codziennym lat 60-tych.

Odpowiadając na pytania słuchaczy z sali stwierdził, że książka bardzo się rodzicom podobała, bo opowiada o historii z czasów ich młodości. Stwierdzili, że czytając ją dawno tak dobrze się nie bawili.

Nie planuje również, na razie, powrotu do prokuratora Szackiego i pisania kryminałów. Formuła kryminału, według niego, się zużywa, nie da się wszystkiego opowiedzieć za jej pomocą.

Kolejne spotkanie z Martinem Pollackiem prowadził Michał Nogaś

Austriacki intelektualista nawiązując do wywiadu rzeki udzielonego Katarzynie Bielas, w książce „Tropiciel złych historii. Rozmowa z Martinem Pollackiem”, opowiadał o swoim życiu, doświadczeniu i poglądach. Pochodzi z rodziny o poglądach skrajnie nacjonalistycznych. Jego dziadek, z zawodu adwokat i jego ojciec zapisali się przed wojną do partii faszystowskiej NSDAP, chociaż nikt ich do tego nie zmuszał. Wierzyli w tę ideę do końca swego życia. Historię o holokauście uważali za kłamstwo. Ojciec był członkiem gestapo i zbrodniarzem wojennym. W domu został wychowany w duchu wielkiego niemieckiego narodu, dlatego rodzina nie mogła pogodzić się z jego planami o studiowaniu slawistyki zamiast germanistyki i zamieszkaniu w Polsce. Wtedy to zerwał kontakty ze swoją babcią oraz z ojczymem, którzy nigdy nie zaakceptowali jego decyzji.

W Polsce znalazł wielu kolegów i przyjaciół, którzy go zaakceptowali. Spodobała mu się Polska. Zaczął tłumaczyć na język niemiecki naszą literaturę. Bardzo ją ceni i uważa, że w chwili obecnej jest najlepsza w Europie, obok literatury węgierskiej. Opisywał dzieje dawnych polskich miasteczek w Galicji Wschodniej i Bukowinie. Przeprowadzał wywiady z polskimi opozycjonistami.

Jednocześnie bardzo go przeraża odradzanie się nacjonalizmu i faszyzmu w Europie, a szczególnie w krajach boleśnie doświadczonych w czasie wojny. Wie jak to może groźne, ponieważ sam został wychowany przez nacjonalistów. W jego rodzinie doprowadziło to do katastrofy. Zastanawia się skąd się to bierze, przecież Austria i Niemcy to kraje bogate, ludziom dobrze się żyje. Uważa, że w Europie nastąpił upadek wartości, autorytetów. Kraje demokratyczne, a wzrasta wpływ nacjonalistów. Następuje powrót do lat 30 XX wieku. To bardzo groźne i przerażające zjawisko.

Sądził, że wymierające pokolenie jego dziadków i rodziców zabierze te poglądy do grobu. Niestety one się odradzają. Czas abyśmy otrzeźwieli.

Odpowiadając na pytania z sali opowiadał o swoich tłumaczeniach książek Ryszarda Kapuścińskiego, z którym się przyjaźnił. O współczesnych, cenionych autorach takich, jak: Stasiuk, Bator, Tokarczuk. O swojej dziennikarskiej pracy dla tygodnika „Der Spiegiel”.

Zapytany o stosunek młodych Niemców do wydarzeń z czasów II Wojny Światowej powiedział, że dla młodych ludzi są to coraz bardziej odległe czasy. Chcą żyć swoim życiem, cieszyć się wolnością i korzystać z bogactwa kraju, ale ciągle ciąży na nich piętno ich dziadków i ojców.

Następne spotkanie z Hanną Krall – prowadził Michał Nogaś

Spotkanie to pobiło rekord popularności. Przyszło bardzo dużo ludzi, którzy owacjami na stojąco powitali mistrzynię polskiego reportażu. Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się niezwykła ponad tysiącstronicowa publikacja wszystkich słynnych reportaży pisarki – „Fantom bólu”.

Na spotkaniu przeczytała kilka swoich reportaży napisanych na podstawie wspomnień wojennych Żydów i Polaków. Były to bardzo bolesne relacje o ukrywaniu Żydów przez Polaków, o wydawaniu Niemcom Żydów przez Polaków i Żydów, o mordowaniu i rozstrzeliwaniu Żydów, o wzajemnej pomocy w czasie okupacji i w sowieckich łagrach. To wszystko się zdarzyło naprawdę, bo w życiu wszystko się zdarza.

Komentując relacje świadków tych wydarzeń, Hanna Krall wysnuła wniosek, że „zawsze obok dobra jest zło. Im większe jest dobro, tym większe jest zło. Zło nie jest banalne. Zło się puszy, lubi teatr, lubi się popisywać. To dobro jest banalne, ciche skromne. Istnieją ludzie, którzy potrafią z prawdy wydłubywać samo dobro lub samo zło. Nikt nie ma monopolu na dobro i zło. Zło jest po to, aby dobro mogło zajaśnieć”. Opowiedziała o żydowskim strażniku w lubelskim Getcie, który wskazywał Niemcom, ludzi, których należy zastrzelić. Bił ich kijem, mówiąc „Ty już się tu nażyłeś”. W wielkim skupieniu słuchaliśmy tych tragicznych reportaży.

Spotkanie z Vincentem V. Severskim – prowadził Marcin Tomkiel.

Na spotkanie to przyszli głównie miłośnicy powieści szpiegowskich. Autor ”Zamętu” jest emerytowanym pułkownikiem polskiego wywiadu. Przez wiele lat pracował poza granicami kraju pod przybraną tożsamością. Bardzo ciekawie opowiadał o swojej pracy i dzielił się refleksjami.

Dowiedzieliśmy się, że wywiad rosyjski jest najlepszym wywiadem na świecie, już od czasów carskich. Jest to jedyna służba wywiadowcza mająca swego prezydenta. Są dobrze wynagradzani, cenieni i szanowani. Często jest to służba wielopokoleniowa. Realizuje cele mocarstwowe kraju. Każde wydarzenie światowe analizowane jest pod kątem, co z tego może być dobrego i korzystnego dla Rosji. Są świetni medialnie.

Zdaniem pisarza wywiad powinien być ponad partyjny, ponad polityczny. Ważne jest utrzymanie ciągłości, doświadczenia pokoleń i etosu.

Na pytanie słuchaczy z sali dlaczego nie ustrzegliśmy się przed falą uchodźców – odpowiedział, że służby specjalne już wiele lat temu informowały o grożącej fali uchodźców, ale były one przez rządy państw europejskich lekceważone. Dopóki istniały rządy autorytarne w Libii i Egipcie, to powstrzymywały tą emigrację. Po ich upadku tama się przerwała i fala popłynęła. Sami podsycaliśmy konflikty w tamtym rejonie.

Na kolejne pytanie o osoby zatrudnione w wywiadzie, powiedział, że w służbie pracuje dużo kobiet, które często są od nich lepsze. To ludzie młodzi dobrze wykształceni, stale podnoszący swoje kwalifikacje. Plotki o ich romansach z oficerami z innych państw, są mitami rodem z Bonda. Flirty są zabronione, z wyjątkiem starannie zaplanowanych, w ramach zadań operacyjnych.

Na pytanie, jak reagowały rodziny na ich służbę, stwierdził, że często członkowie rodzin, a szczególnie dzieci nic nie wiedzą o ich pracy, ze względu na ich bezpieczeństwo. On sam powiedział o tym swojemu synowi dopiero gdy był on już dorosły i odpowiedzialny. Syn wybaczył mu częste nieobecności w domu. Poklepał go po plecach i powiedział, że jest z niego dumny, co było dla niego większą nagrodą, niż wszystkie odznaczenia.

Na emeryturze zaczął pisać książki wywiadowcze, pod wpływem szwedzkich kryminałów. Na motywach jego książek jest obecnie kręcony serial, który ukaże się w Canal+ jesienią. Spotkanie było bardzo ciekawe. Słuchacze, szczególnie młodzi, zadawali dużo pytań. Mogliśmy poznać kulisy pracy wywiadu.

Trzeciego Dnia Targów w niedzielę odbyło się spotkanie z siostrą Chmielewską prowadziła je Dorota Sokołowska.

Było to najciekawsze spotkanie tego dnia. Przyszło dużo ludzi, którzy chcieli poznać tą odważną, wspaniałą kobietę. Siostra kieruje Katolicką Wspólnotą Chleb Życia i Fundacją Domy Wspólnoty Chleb Życia. Organizacje te utworzyły domy dla ludzi bezdomnych. Większość z nich to osoby starsze, chore i niepełnosprawne. Ludzie ci są często w swoim środowisku odrzuceni, nie akceptowani. Poszukują miłości, chcą być kochani. Jest to wspólnota ludzi, którzy są totalnie różni, nie wyznają tych samych wartości, często są innego wyznania. Stworzyć taki dom, to dopiero wyzwanie i przygoda, opowiadała Siostra.

Spośród dzieci, które do niej trafiały adoptowała kilkoro z nich. Były to dzieci chore, po przejściach. Była samotna matką, której w wychowywaniu dzieci pomagali bezdomni, mieszkający w domu. Teraz są już dorosłe, założyły własne rodziny, często ją odwiedzają. Dlatego doskonale rozumie samotne matki zgłaszające się do jej fundacji.

Na pytanie jak pomóc takim kobietom, skoro kościół stoi na straży małżeństwa, stwierdziła, że kościół jednocześnie nie zgadza się na poniżanie i bicie kobiet. Nauka kościoła nie zmusza ich do bycia ofiarami mężów pijaków, czy łajdaków. Ważniejsze jest bezpieczeństwo ich i ich dzieci, dlatego dopuszcza separację.

Fundacja przekazuje naukę Chrystusa i pokazuje drogę wyjścia z kryzysowych sytuacji. Nie wszyscy potrafią z niej skorzystać, nie są w stanie porzucić dotychczasowego życia. Pozostaje chociaż chwilowa ulga w ich cierpieniu.

Siostra opowiadała o pomocy udzielanej tym ludziom. Organizacja prowadzi 8 domów, przez które w 2017 roku przewinęło się 1085 osób, w tym 47 dzieci.

Na pytanie czy nie ma tego już czasem dość i jak odpoczywa – odpowiedziała, że ma jeszcze dużo siły, żeby tą pomoc kontynuować, a odpoczywa czytając kryminały lub idąc wcześniej spać.

Na kolejne pytanie, jak sobie radzi z ludźmi innych wyznań powiedziała, że w domu obowiązuje zasada, że wszyscy są zapraszani do kaplicy. Jednocześnie osoby nie wierzące lub innych wyznań proszone są o pewną refleksję w tym czasie i uszanowanie modlitwy innych. Okazało się, że zawsze, jako pierwsi przychodzą, do kaplicy muzułmanie.

Opowiedziała również o wiosce w woj. Świętokrzyskim, gdzie ludzie żyją gorzej , niż psy w schronisku. Pomaga tam ludziom, już od kilku lat, remontując ich chaty.

Pytana o to z czego musiała zrezygnować decydując się na takie życie – stwierdziła, że z niczego. Z wykształcenia jest biologiem, zawsze lubiła pływać i może to kontynuować bo w domu jest basen. Na studiach szukała prawdy w buddyzmie, hinduizmie i ewangelii. Znalazła ją w Biblii.

Na pytanie skąd czerpie siłę na prowadzenie tej pomocy, powiedziała, że Bóg daję jej tę siłę, chociaż z wiekiem jest jej coraz mniej. Największym problemem jest brak środków finansowych, ponieważ nie otrzymuje dotacji, ale wierzy w dobroć ludzi, którzy często przychodzą jej z pomocą.

Słuchacze byli zbulwersowani, brakiem pomocy finansowej ze strony państwa i służb socjalnych. Zastanawiali się głośno jak należałoby fundacji pomóc.

Prowadząca spotkanie stwierdziła, że politycy boją się siostry Chmielewskiej nazywając ją „generałem w spódnicy”. Siostra trochę zdziwiona powiedział, że może tak być ponieważ wytyka im, że dużo pieniędzy budżetowych się marnuje i należy nimi lepiej gospodarować. Na zakończenie stwierdziła, że nie stosujemy się do nauk Jana Pawła II, zatrzymaliśmy się na etapie „kremówek”. Nie słuchamy również Papieża Franciszka. Słuchacze pożegnali ją gorącymi brawami, na stojąco.

Energia i praca Siostry Chmielewskiej w wielu osobach wskrzesiła chęć niesienia pomocy

Dwie młode dziewczyny, stojąc w kolejce, po autograf Siostry, postanowiły poznać bliżej mieszkańców swojego bloku, bo może jest ktoś blisko, w sąsiedztwie, kto potrzebuje pomocy. Mówiły, że Siostra pokazała im, że nie należy się zniechęcać tylko działać i pomagać potrzebującym, a służby państwowe dokładniej rozliczać z wykonywanej pracy.

 

Maria Beręsewicz
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

Post Author: Redakcja Białystok