„Utkane” ze smutku

Jesień życia – to dla wielu z nas – czas smutków. Sprzyja temu częstsze niż w przeszłości doświadczanie strat: ubywa wzroku, słuchu, sprawności ruchowej, umysłowej i innych możliwości. Odchodzą nasi znajomi, bliscy i nierzadko – najbliżsi. Ogranicza się życiowa przestrzeń. Kurczą plany i marzenia….

W starszym wieku też coraz trudniej o odzyskanie równowagi psychicznej po stratach. Bo i straty większe i psychologiczne zdolności regeneracyjne już nie te same. Dlatego nawet zwykły smutek, jeśli przerodzi się w stan przewlekły, może znacząco przyspieszać proces psychofizycznej degradacji i rozwój chorób. W dodatku uruchamia się tzw. mechanizm „błędnego koła”: nastrój smutku zwiększa dolegliwości psychosomatyczne, a ich wzrost – pogłębia smutek. Sytuacja staje się groźna nie tylko dla zdrowia, ale i życia., także jako pora roku jest, według mnie, smutniejsza niż inne. Krótszy dzień i poranne mgły zmniejszają ilość słonecznego światła, mającego moc rozjaśniania i ogrzewania. Zawodzi wiatr i „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny….” No i te, zbliżające się, smutne święta!

Na przetrwanie podwójnej dawki smutków i czasu, który dzieli nas od nowej, o wiele radośniejszej pory roku – wiosny – proponuję parę sposobów. Wiadomo, że stan smutku daje poczucie zmęczenia i braku sił. Lekarstwem na smutki nie mogą być więc zajęcia, absorbujące energię fizyczną, czy obciążające organizm formy ruchu. Dobrą na nie metodą mogą być natomiast różne rodzaje zajęć manualnych. Do moich ulubionych należały zawsze robótki szydełkowo – hafciarskie. W czwartej klasie podstawówki nauczyła mnie ich babcia. Przez wiele lat nie miałam na nie czasu. Wróciłam do nich dużo później, gdy przechodziłam proces zdrowienia po dużym smutku. Kiedy więc minął największy ból i robienie czegokolwiek stało się w ogóle możliwe – robótki ręczne były w sam raz. Nie absorbują fizycznie i intelektualnie. Siedzisz, koncentrujesz uwagę na liczeniu oczek łańcuszka, odpowiedniej ilości ruchów szydełka przy dwu-, trzy-, czy też wielokrotnie nawijanych słupkach. Dbasz o ładny kształt pikotek i innych ozdobników. Zajęta tym głowa przestaje myśleć o tym, co trudne.

Koledzy psychologowie, z młodszego pokolenia, zachwyceni technikami New – Age, mówią, że na wyciszenie duszy najlepsze są medytacje, czyli stan, w którym siedzisz nieruchomo i powtarzasz stale jeden komunikat, tzw. „mantrę”. Ja jednak zawsze preferowałam moje robótki. Wyciszają nie mniej niż medytacja, a przy okazji – jakie piękne powstają produkty uboczne!

Odpowiednikami damskich robótek szydełkowych, drutowych,  hafciarskich, mogą być męskie zajęcia konstrukcyjne, np. sklejanie modeli samolotów z wnukiem, wspólne tworzenie innych dzieł, poprzez scalanie w jedną całość drobnych elementów: puzzle, różne rodzaje prostych gier planszowych, prace stolarskie, ślusarskie inne –według zainteresowań.

Dobrą dziedziną działalności jest też pisanie wierszy. Stan smutku sprzyja refleksjom, a koncentracja na doborze słów potrzebnych, by zachować rym i rytm (choć to niekonieczne) również, nie mniej niż mantra, oczyszcza umysł. A jakie powstają, utkane smutkiem, dzieła! Bliskie mi są zwłaszcza te, stworzone przez Asnyka, Wierzyńskiego, Staffa, a także poetów rosyjskich: Lermontowa czy Jesienina! Utkane ze smutku mogą być także „cegiełki” naszej, wciąż podlegającej rozwojowi – „inteligencji skrystalizowanej”, czyli nowe słowa, wiadomości, umiejętności.

Spośród różnych dostępnych, polecam zwłaszcza dwie, z wielu powodów cenne, co osobiście sprawdziłam!

Pierwszą – jest korzystanie z komputera, choćby tylko dla celów zaglądania do Internetu. Naprawdę, wystarczy opanować parę kliknięć myszą w odpowiedniej kolejności, aby tam dotrzeć. Wnuk pomoże i będzie mu miło, że okazał się użyteczny w tak ważnej dla nas sprawie.

Drugą – jest powrót do przypomnienia sobie języka, którego kiedyś wszyscy musieliśmy się uczyć. To język rosyjski. Jego ślady, głęboko schowane w zakurzonym magazynie naszej pamięci, wciąż tam są! Warto je wydobyć, odświeżyć, dołożyć nowe. Nauka języka – to doskonałe ćwiczenie pamięci i inteligencji! Powtórne uczenie się materiału daje znacznie lepsze efekty niż nauka nowego! Zamiast siedzieć w ławce i wkuwać nudnymi, szkolnymi metodami bardziej obcy naszej kulturze język angielski, hiszpański, czy chiński, proponuję skorzystać ze starych, bliższych nam „zasobów”.

Umiejętność korzystania z Internetu, przy minimalnej znajomości języka rosyjskiego, daje nam możliwość rozwoju wszechstronnego. Zabawne teksty na tle muzyki, same wpadają do głowy. Uczą, bawią, śmieszą. Nigdy dotąd nauka, odbywająca się mimo woli, nie sprawiała mi takiej przyjemności! I przy okazji – pozwala tak skutecznie odpędzać smutki. Na dobry początek – proponuję Wierkę Sierdiuczkę w duecie z Filipem Kirkorowem. W rolę kobiety, od wielu lat, wciela się ukraiński, bardzo utalentowany aktor – Andriej Daniłko. Nie słyszałam wcześniej, by ktoś w jednym, prostym zdaniu: „Życzę, byście miały w co się ubrać i przed kim rozebrać” – wykazał tak świetną znajomość psychologii kobiety. Niestety – z młodszej fazy rozwojowej! Zresztą, co tu mówić!

Posłuchajcie i oceńcie sami.

Skecz 1

Skecz 2

(foto: pixabay)

Lucyna Śniecińska
Podlaska Redakcja Seniora Suwałki

 

Post Author: Redakcja Suwałki

2 thoughts on “„Utkane” ze smutku

    senior51

    (27 października 2017 - 17:54)

    Pani Lucyno ! Zrobiło mi się bardziej smutno, niż było, po przeczytaniu Pani tekstu. A może …
    … uśmiechnij się
    do każdej chwili uśmiechaj się
    tej najsmutniejszej nie czekaj …
    … bo dopóki nasza ziemia kręci się
    musimy się z nią kręcić
    i pestkę na zboczu położyć … namieszać szczęściarzom …
    a nieszczęśnikom dołożyć …
    jeśli nie masz powodu
    do uśmiechu z poważnego powodu
    to wyjdż do ogrodu …
    … zza płotu sąsiad się uśmiecha
    więc uśmiechnij się ….
    bo kiedy pójdziemy i gdzie
    ja nie wiem; może ktoś wie …

      Lucyna Śniecińska

      (28 października 2017 - 13:48)

      Dziękuję za ciekawy, zabawny i poetycki komentarz. „Kiedy pójdziemy i gdzie..” – dociekać nie warto. Uśmiechać się do każdej chwili byłoby i trudno i nudno… W pełni zgadzam się natomiast, że uśmiech sąsiada zza płotu, mógłby mieć znacznie większą moc „smutkobójczą”,niż najlepsze teksty samej Wierki Sierdiuczki. Oby nam tylko płotów /ogrodowych – oczywiście!/ nie brakowało! Pozdrawiam Seniora 51 i Wszystkich Czytelników.
      Lucyna Śniecińska

Komentarze są wyłączone.