Wielowymiarowość „Samobójcy”

O pracy nad najnowszym spektaklem Teatru Dramatycznego – „Samobójca” opowiada Katarzyna Deszcz – reżyserka spektaklu.

 

Spotykamy się w Białymstoku po raz czwarty. Białostocka publiczność miała okazję obejrzeć wyreżyserowane przez Panią spektakle: „Pięć kilo cukru”, „Romeo i Julia” oraz „Balladyna”. Tym razem przed Panią kolejne, ogromne wyzwanie?

Wyzwanie jest trudne, ponieważ „Samobójca” Erdmana jest bardzo wielowymiarowym tekstem. Napisany już blisko 100 lat temu, wciąż jest nieprawdopodobnie aktualny. Powiedziałabym, że w bolesny sposób aktualny. To zresztą jest cechą dobrej literatury – że się nie starzeje. Czasy się zmieniają, kontekst historyczny się zmienia, ale mechanizmy ludzkich zachowań, sposób funkcjonowania wobec systemów, zwłaszcza systemów totalitarnych, są takie same.

Oczywiście, przygotowując się do prób, miałam świadomość aktualności tego tekstu, jego urody, jego wielowymiarowości, ale w pracy nad spektaklem co chwilę uderza mnie coś, czego wcześniej nie odkryłam. Aż czasem się zastanawiam, czy nie zacznie nas publiczność podejrzewać o to, że przerobiliśmy ten tekst trochę pod kątem dzisiejszych czasów. A my go nie ruszamy… Łącznie z elementami, nad którymi zastanawiałam się, czy z nich nie zrezygnować. Przykładem jest scena, w której Siemion mówi do swojej żony: „No zrób coś z sobą! Jak ty wyglądasz? Przypnij sobie jakąś broszkę albo przynajmniej umyj głowę”. Te słowa brzmią jak wymyślony dzisiaj tani żart polityczny. Ale to nie ja wymyśliłam, tylko Erdman w 1930 roku. Autor jest nieprawdopodobnie wnikliwy w analizie wspomnianych mechanizmów, ludzkich ambicji, kompleksów osób niespełnionych, ciągle odwołujących się  do tego, że kiedyś było lepiej, a teraz jest źle.

Co jest w takim razie najtrudniejsze w pracy nad tak wielowymiarowym tekstem?

Całe wyzwanie polega na tym, żeby nie zrobić z tego tekstu komedyjki z dawnych czasów, gdzie możemy się z kogoś pośmiać. Tylko, aby jednak w sposób niebywale mocny, a nawet dotkliwy, czy bolesny sprawdziła się tutaj Gogolowska teza: „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”.

„Romeo i Julia” oraz „Balladyna” to także utwory, których przesłanie jest wciąż niezwykle aktualne? Te spektakle zdecydowała się Pani uwspółcześnić, a jak jest z „Samobójcą”?

W „Samobójcy” nie uciekamy od czasów, w których powstała ta sztuka, a więc międzywojnia i okresu po rewolucji sowieckiej, aczkolwiek w koncepcji inscenizacyjnej i scenografii Andrzeja Sadowskiego dajemy pewien charakterystyczny znak skrzywienia perspektywy. Nie chcemy robić sztuki muzealnej, bo też nie o to chodzi.

Jak się Pani pracuje z tak dużym zespołem?

Na scenie pojawi się cały zespół aktorski, a więc jest to ogromne wyzwanie i z wielu powodów trudne, ale intrygujące. I mam takie wrażenie, że udało się zaszczepić w zespole fascynację i zaangażowanie w ten tekst. Widzę, jak się aktorom świecą oczy, kiedy w kolejnych scenach, czy też w kolejnych kwestiach odkrywamy coś, co obchodzi nas tu i teraz. Nas – aktorów, nas – obywateli, nas – mężów, ojców, synów, kochanków. A bardzo wierzę w to, że jeśli grupa twórców odkryje w materiale teatralnym siebie, swoje przywary, kompleksy, czy tęsknoty, to przerzuci się to przez rampę i to samo odczuje widz.

Poza reżyserią, ponownie odpowiada Pani za opracowanie muzyczne?

Tak, przy „Balladynie” zajęłam się muzyką. Tam bardzo pomógł mi Patryk Ołdziejewski. Natomiast tu, w przygotowaniu wokalnym aktorów i przetworzeniach muzycznych, pomaga mi Piotr Szekowski. Muzyka będzie pełna cytatów, ale też w bardzo specyficznym wydaniu. I bardzo wierzę, że takie potraktowanie muzyki znaczącej, a nie ilustracyjnej, wypełni koncepcję inscenizacyjną. Sporo będzie muzyki „wychodzącej z aktora”, a więc a capella.

Jest Pani częstym gościem w naszym mieście?

Tak, ponieważ pracuje mi się tu bardzo dobrze. Bardzo lubię to miasto i ten zespół. Co nie znaczy, że jest nam łatwo. Aktorów jest bardzo wielu, są niezwykle zajęci, ponieważ równolegle mają mnóstwo wznowień i spektakli. A „Samobójca” to trudny materiał, trudny tekst, którego jest bardzo dużo. Jest to duża inscenizacja, z wieloma scenami zbiorowymi, z dużą ilością ruchu na scenie nad którym pracuje Karolina Garbacik, świetnie znana w Białymstoku. Reasumując: ta praca jest trudna, ale niezwykle fascynująca.

Rozmawiała Martyna Faustyna Zaniewska.

(źródło:Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku)
foto: Ewa Krajewska

opracowanie: Elżbieta Urban
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

 

Post Author: Redakcja Białystok