Wspomnienie o moim ojcu

W tym roku obchodzimy stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. W walce o wolność naszego kraju w czasie II wojny światowej brał czynny udział mój ojciec. Kiedy byłam nastolatką opowiadał mi o swojej konspiracyjnej walce z wrogiem.

Tata pracował od lat trzydziestych ubiegłego wieku w służbie drogowej.  Kiedy w 1939 roku wybuchła wojna wstąpił do tajnej organizacji partyzanckiej. Był łącznikiem.  Praca zawodowa umożliwiała mu swobodne poruszanie się rowerem. W ramie przewoził tajne dokumenty, a w kieszeni arszenik. Miał to zażyć w przypadku wpadki. Wolał połknąć truciznę, niż być w  okrutny sposób przesłuchiwany.

                     ( na zdjęciach: mój ojciec – pierwszy z lewej)
Kiedy 17 września 1939 roku podpisano Pakt Ribbentrop-Mołotow tereny wschodnie Polski były pod panowaniem ZSRR. Zaczęły się masowe represje wobec ludności cywilnej, aresztowania, grabiono majątki, zabierano rolnikom  inwentarz żywy, maszyny rolnicze. Sowieci zamykali kościoły i zamieniali je na magazyny. W sklepach były pustki, brakowało jedzenia i odzieży, zwłaszcza zimowej.

Mieszkańcy Podlasia zaczęli stawiać czynny opór przeciwko sowietom, ale byli także i tacy, co z nimi współpracowali i donosili o działaniach konspiracyjnych swoich sąsiadów.  Zaczęły się masowe aresztowania działaczy politycznych. Za działalność antysowiecką mój ojciec i inni partyzanci zostali aresztowani. Wywieziono ich do więzienia w Brześciu w czerwcu 1941 roku. Mama nie pracowała, opiekowała się dwójką małych dzieci. Bała się, że w każdej chwili mogą ich wywieść na Syberię. Cały czas miała spakowane najbardziej potrzebne rzeczy. bo okupant nie dawał dużo czasu na tę czynność. Bliskich sąsiadów zabrali, więc strach nie opuszczał rodziny. Bali się palić lampę naftową i zmuszeni byli siedzieć cicho w ciemnościach. W nocy mama czuwała, a każdy najmniejszy szmer stawiał ją na nogi.

Po miesięcznym pobycie ojca w więzieniu, mama postanowiła go odwiedzić. Wzięła trochę żywności i przez kilka dni szła, jechała furmankami a dobrzy ludzie dawali jej nocleg. Tata miał prawo do widzeń najbliższych, dlatego pojechała. W trakcie widzenia obecny był strażnik i tata nie mógł z mamą nawet  się przywitać. Rozmawiali o dzieciach i o tym jak sobie radzi w domu. Ojciec w trakcie godzinnej rozmowy starał się uśmiechać i pocieszać mamę. Wierzył, że na pewno niedługo wróci do domu.

Po dwóch miesiącach znowu mama pojechała do Brześcia. Wzięła nawet żywność dla osadzonego sąsiada, bo jego żona nie miała z kim zostawić swoich dzieci. Kiedy weszła do więzienia, powiedziała, że chciałaby dać paczkę żywnościową dla sąsiada a potem spotkać się z mężem. Była strasznie zaskoczona, że w sali czekał na nią nie mąż tylko sąsiad.

Porozmawiała z nim, przekazała mu pakunek i poprosiła o widzenie z mężem. Strażnik na nią nakrzyczał i powiedział,że już miała widzenie. Płakała, prosiła, ale sowiet był nieugięty. Wróciła do domu z tym, czego nie oddała mężowi. Nie przyznała się dzieciom, że nie widziała ich ojca.

Kiedy mi o tym opowiadała, była bardzo wzruszona. Mówiła, że cały czas ma przed oczami mury więzienia, a widoku białych chusteczek machanych zza krat przez więźniów, nigdy nie zapomni.

Czekała na jakąś wiadomość z Brześcia, bo ludzie mówili, że Niemcy idą w stronę ZSRR i pewnie wybuchną walki. Kiedyś stała z dziećmi przy drodzę obok domu. Podeszła do niej sąsiadka, która nazywała się Pawluk, ale mówiono na nią Zaburzaczka, bo pochodziła zza Buga. Pocieszała mamę, że niedługo mąż wróci, ale mama w to nie chciała wierzyć. Zaproponowała , że powróży z kart. Mama odmawiała, ale w końcu dała się przekonać i poszła do niej. Sąsiadka relacjonowała jej, że mąż z kolegą wracają do domu i niosą chorego sąsiada. Jakież  było zdumienie, kiedy po kilku dniach tata powrócił do domu. Nieśli na płaszczu sąsiada, który już był w celi śmierci. Czekał na egzekucję. Nie dostawał jedzenia, a jedynym sprzętem był betonowy stołek.

Tata opowiedział jak  Niemcy napadli na Brześć i otworzyli bramy więzienia. Nie wszyscy jednak powrócili, bo zostali zgładzeni i pochowani w dołach śmierci.

Pobyt w więzieniu nie wpłynął na zmianę życia ojca. Zapisał się do Armii Krajowej i awansował na dowódcę. Działał  pod pseudonimem Kot. Bardzo kochał Ojczyznę i z narażeniem życia swojego i najbliższych walczył o jej wolność.

Pomagał w czasie wojny rodzinie żydowskiej. Kotler, bo tak nazywał się właściciel pobliskiej cegielni,  wyjechał po wojnie z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Zakład produkcji cegieł został zrównany z ziemią, ale pozostał plac. W podzięce za pomoc pan Kotler przepisał to mojemu ojcu, ale szybko ten grunt przejęło państwo polskie. Po wielu latach ziemię tę ojciec odzyskał, dzięki znajomościom w urzędach. Był radnym Powiatowej Rady Narodowej i ławnikiem w sądzie.

Po dwóch latach od wyjazdu rodziny żydowskiej do USA,  tata dostał list od Kotlera, który zapraszał całą rodzinę do siebie. Powiedział, że pomoże finansowo, zanim nie dostanie tata pracy. Zaproponował tymczasowe zamieszkanie w swoim domu i wszelką pomoc. Ojciec podziękował za zaproszenie i napisał: “Nie po to walczyłem o wolną Polskę, żeby teraz z niej wyjeżdżać i żeby moje kości spoczywały w grobie na obcej ziemi”. Nie wiedział wtedy,  że dwie wnuczki za trzydzieści parę lat wyjadą tam na stałe i zostaną obywatelkami Stanów Zjednoczonych. Jaki ten los człowieka staje się przewrotny.

Kiedy byłam w szkole średniej, a taty praca zawodowa dobiegała końca,  zapytałam go dlaczego nie zapisze się do organizacji ZBOWiD. Przynależność do niej gwarantowała wyższą emeryturę. Tata odpowiedział: “ Walczyłem tylko o wolność, a nie o fałszywą demokrację”. Mój ojciec był człowiekiem wstrzemięźliwym w ocenianiu innych ludzi.

Mimo, że były trudne czasy związane z budową domu czy jego postępującą chorobą,   nigdy nie widać było grymasu i smutku na jego twarzy. Był pogodnym i dobrym człowiekiem i taki pozostał w mojej pamięci. Dziękuję Ci tato,  że nauczyłeś mnie miłości do Polski, ludzi i zwierząt. Zawsze będę Cię kochać. .

(zdjęcia – z domowego archiwum autorki)

                                                                       Teresa Rafałowska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

 

Post Author: Redakcja Białystok

1 thought on “Wspomnienie o moim ojcu

    Katarzyna

    (28 maja 2018 - 21:32)

    Niesamowita opowieść, poczułam prawdę, czytałam z zapartm tchem.
    Kasia

Komentarze są wyłączone.