Wybieram życie

 

Stres powoduje choroby, często bardzo ciężkie. Niszczy nas, nakręca w nas spiralę lęku, a tym samym staje się pożywką dla bardzo ciężkich chorób. Wielu młodych ludzi odchodzi zbyt wcześnie. Dlaczego? Myślę, że można było ich uratować. Być może wystarczyło zapytać. Bo czasem bardzo potrzebny jest ktoś, kto wesprze dobrym słowem, kto da siłę do walki o życie, pozwoli pokonać chorobę.

Tego dnia słoneczko majowe tak ładnie przygrzewało. Wszystko tętniło życiem. Młodziutkie zielone trawki prężyły się ku słońcu. Wybrałam się więc na wiosenny spacer do parku. Tam najlepiej mi się odpoczywa, tam też mogę uspokoić rozbiegane myśli. Przecież tak pięknie wokół, a ja co? A ja martwię się kranem przeciekającym, spalonym czajnikiem i tysiącem innych drobiazgów. Myśli spychają mnie ku ziemi.

O, jest  ławeczka, a na niej przycupnęła jakaś młoda kobieta. Myślę, usiądę i ja. Spróbuję się odstresować. Grzecznie przeprosiłam i spytałam, czy mogę usiąść obok. A proszę bardzo, odpowiedziała. Spojrzałam na nią i westchnęłam. Pewnie i ona ma jakieś niewesołe myśli. Jej wymizerowaną, szczupłą twarz otaczała burza wijących się miedzianych włosów. Nieskora była do rozmowy. Spojrzała na mnie raz, a potem drugi i nagle z jej oczu potoczyły się łzy.

 

 

Wiem, że być może nie powinnam się odzywać, ale spytałam:
– Mogę pani jakoś pomóc?
– Mnie już nic i nikt nie pomoże.  Ale,  co tam! – Machnęła ręką i podała mi jakiś papier. Spojrzałam. W nagłówku zobaczyłam pieczątkę Centrum Onkologii. Dalej suche lakoniczne powiadomienie o tym, że stwierdzono u niej nowotwór złośliwy i powinna się stawić u onkologa w celu podjęcia leczenia. Spojrzałam jeszcze na datę i zdumiałam się. To przecież już po terminie. Zapytałam cicho:

– I co, była pani?
Pokręciła głową.
– Nie, nie byłam.
– Dlaczego?
– Boję się!  – Odparła. – Mam rodzinę, dwoje dzieci i męża.
– A czy pani mąż wie?
– Nie, nie wie. Jego i tak to nie obchodzi.
Zrobiło mi się jej żal. Spytałam:
– Czy mogę panią przytulić?

Kobieta przysunęła się, przytuliłam ją, a ona rozpłakała się na dobre.
– Niech pani płacze, musi pani wypłakać ten ból i żal. Później coś postanowimy. We dwie będzie łatwiej.
Kiedy przestała płakać, powiedziałam:
– Musi pani pojechać jak najprędzej do lekarza i sprawdzić, jak daleko posunęła się choroba. Musi pani się leczyć. Jest pani potrzebna dzieciom. Nie wolno pani wpadać w rozpacz. Znajdzie się jakieś wyjście. Pani musi być silna, bo inaczej nie będzie pani mogła walczyć z chorobą.
Wiedziałam, że przy takiej chorobie ludzie nie mogą być pozostawieni sami sobie. Pomyślałam, taka młoda, musi być przecież dla niej jakiś ratunek.
– Ile ma pani lat?
– Trzydzieści trzy –  odpowiedziała.
– A dzieci? W jakim są wieku?
– 12 lat i 10 lat.
– Czy ma pani jeszcze jakąś rodzinę?
– Tak. Mam mamę i młodszą siostrę, jeszcze jest panienką.
Od słowa do słowa wypytałam ją,  gdzie mieszka i w duchu postanowiłam sobie, że będę ją wspierać.
Po paru dniach znów ją spotkałam. Tym razem była jakaś inna. Nawet nieśmiało się uśmiechała. Była taka jakaś odmieniona.
– Dzień dobry,  a cóż tam u pani słychać nowego?
Chwilę siedziała milcząc, a potem:
– Wie pani, zrobiłam kolejne badanie. Pogodziłam się z tym, że jestem chora. Będę walczyć!            Wybrałam życie, mam dla kogo żyć!

Posiedziałyśmy, pomilczałyśmy i rozeszłyśmy się. Później długi czas jej nie widziałam, ale często chodziłam w to miejsce, gdzie razem siadywałyśmy na ławce.
Aż tu kiedyś znów ja spotykam. Okazało się, już po leczeniu. Spytałam, jak się czuje? Odparła, że lepiej, ale jeszcze długo potrwa, zanim dojdzie do siebie. Mąż ją zostawił, odszedł do innej, zdrowej.

Skwitowała:
–  On nie był mnie wart, niech idzie i niech będzie szczęśliwy.
Minęło wiele miesięcy. Moją nową znajomą z parkowej ławki czekała długa rekonwalescencja i wreszcie pewnego dnia usłyszałam w telefonie radosny głos:
– Uśpili go! Nie ma choroby! Wyzdrowiałam!
I tak została moja przyjaciółką Z. Dziś akurat minęło dziesięć lat od tamtego czasu. Dziewczyna ma 43 lata. Jest wesoła, wcale nie widać, że chorowała na chorobę, która jest podstępna i pozostawia głębokie rany nie tylko na ciele, ale i na psychice. Tak ważne jest, aby w chwili, kiedy zostanie zdiagnozowana, jak najszybciej podjąć leczenie. Bo bywa czasami, że lekarz mówi, że już za późno… o miesiąc lub dwa,  że trzeba było przyjść wcześniej. Tak bardzo jest potrzebny wtedy ktoś, kto wesprze, pocieszy i pomoże przejść przez te wszystkie straszne dni.

Mam nadzieję, że to choróbsko nigdy do niej już nie wróci. Świat jest taki cudowny, tyle może zaoferować, tyle dać ludziom. Starajmy się więc widzieć w ludziach to, co najlepsze, nie pozostawajmy obojętni. Czasem kilka słów w odpowiednim momencie może skłonić człowieka do walki o życie.

fot. pixaby.com

Irena Piwowar (Orynka)
Podlaska Redakcja Seniora 

Post Author: Redakcja Białystok