Wyniki konkursu „Moja książka życia” cześć II

W drugiej cześci publikacji zwyciężców konkursu Klubu Czytelniczego Ex Libris „Moja książka życia”,  przedstawiamy kolejną laureatkę  Agnieszkę Pirutę za tekst „Klasyczne myślenie jest potrzebne, czy to już zbędna ekstrawagancja”

Klasyczne myślenie jest potrzebne, czy to już zbędna ekstrawagancja

XXI wiek jest czasem postępu, na który czekano, myślano, że wydarzy się wiele przełomowych rzeczy. W końcu w poprzednim stuleciu, tyle osiągnięto, odkryto, to co będzie dalej? Maria Skłodowska – Curie – polon i rad, bracia Wright – pierwszy samolot, a czterech polskich twórców literackich otrzymało Nobla i można by tak wymieniać w nieskończoność. Właśnie to wszystko co udało się osiągnąć naszym przodkom powinno sprawić, że winniśmy być ludźmi oczytanymi, inteligentnymi, podróżującymi, jednym słowem szczęśliwszymi. Czy tacy właśnie jesteśmy? Nie, absolutnie nie! Zupełnie jakbyśmy się cofnęli wstecz. W takim wypadku, trzeba sobie koniecznie zadać pytanie: z czego to wynika, skoro wszystko mamy na wyciągnięcie ręki? Otóż odpowiedź jest prosta, nie mamy ochoty używać tego, co znajduje się pod naszymi „czuprynami”, nieważne czy złotymi, tycjanowskimi, czy czarnymi. A przyczyna takiego stanu rzeczy jest oczywista, a mianowicie taka, że nie czytamy książek.

Ktoś w tym miejscu może oburzyć się na moje słowa i powiedzieć: „Halo, halo, jak to nie czytamy? Jestem przecież na bieżąco z przeróżnymi informacjami, bo np. czytam artykuły w Internecie.” Pozostaje tylko pogratulować, takiej ambitnej literatury. Owszem, wieczorem po szkole, pracy, jeśli ktoś ma potrzebę się „odmóżdżyć”, proszę bardzo, ale codziennie – przerażające. Mnie również  może coś umykało i nie dostrzegałam faktów oczywistych, namacalnych, aż krzyczących. Chodzi oczywiście o wsiąknięcie wielu ludzi w media społecznościowe, telewizję, Internet. To problem dostrzegany przez coraz więcej osób, jednak ja w swoich rozważaniach posunęłabym się krok, może dwa dalej. O tym więcej za momencik.

Powieść, która zasługuje na miano książki mojego życia to „451 stopni Fahrenheita”. Antyutopia, której autorem jest Ray Bradbury. To książka  fenomenalna. Cudna. Świetna. Jednak tylko wtedy, gdy zrozumie się jej przenośne znaczenie, a nie tylko stwierdzi „fajowe” science- fiction i już finito. Tak jak już wcześniej wspomniałam, sam problem, że ludzie są „wgapieni” w ekran telefonu, że nawet na przejściu się nie rozejrzą, albo oglądają cały sezon jakiegoś serialu w jedną noc, to już dostrzegamy. Widzimy, że coś jest „nie halo”. Jednak jest coś jeszcze straszniejszego niż grube okulary na oczach trzylatki, bo za dużo i zbyt blisko siedzi telewizora. Największym problemem współczesnych czasów jest „zezwierzęcenie ludzi”, odarcie z jakichkolwiek głębszych uczuć, czy nawet z minimum empatii.

„451 stopni Fahrenheita” opowiada o świecie z przyszłości, w którym czytanie książek jest zakazane. Istnieje specjalny zawód tzw. strażacy, jednak proszę ich nie mylić z naszymi dzielnymi strażakami w rzeczywistym życiu. Znamy strażaków, którzy gaszą pożary i ratują nasze domostwa i dobytek, a ci z powieści je wzniecają. Palą książki, a dzieci w szkole uczą się z filmów. Pewnie, gdyby w dzisiejszej szkole rzucić taką propozycję, że na zajęciach z języka polskiego obowiązują filmy zamiast książek uczniowie zaaprobowaliby ten pomysł z entuzjazmem. Tylko co by z tego wynikło? Na pewno nic dobrego, tylko byłoby tak jak w wyżej wymienionej powieści. Główny bohater antyutopii, to Guy Montag. Jest on zagorzałym strażakiem z powołania. Nienawidzi książek i jego misją jest odnalezienie tych ukrytych i spalenie ich wraz z domem i dobytkiem, w którym je znaleziono. Zresztą sam tytuł powieści nie jest przypadkowy, bo oznacza temperaturę, w której według fabuły zaczyna palić się papier. Akcja toczy się w Stanach Zjednoczonych. W tym kraju przyszłości zakazane jest czytanie, a nawet posiadanie książek, są one palone. Od razu na myśl przychodzą mi słowa Heinricha Heine: „Gdzie pali się książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi”. Nie są to tylko puste słowa, bo były prorocze, w końcu w III Rzeszy i Austrii książki były publicznie palone, a później w trakcie II wojny światowej masowo zabijano ludzi.

Wobec tego doszłam do wniosku, że jeśli nie czytamy, to nie jesteśmy jedynie, przepraszam za zwrot, „nieszkodliwymi głupkami”, ale stajemy się zwierzętami, bo właśnie intelekt nas od nich odróżnia. Zobojętnienie i znieczulica są odzwierciedlone w zachowaniu bohaterów powieści. Nie czują więzów rodzinnych, nie troszczą się o siebie nawzajem. Los bliskich jest im obojętny, nie martwią się o nich. Skupieni są wyłącznie, jak na przykład żona Montaga – Mildred, na oglądaniu programu, w którym nadawca przysyła scenariusz filmu, a jego bohaterowie patrzą na widza i oczekują na jego wypowiedź w odpowiednim momencie (taka fikcyjna „rodzinka”). Dzieci również są ciężarem dla rodziców, na szczęście, jak stwierdza jedna z bohaterek :„Kiedy są w domu trzy dni na miesiąc, wcale mi nie przeszkadzają”, ponieważ dzieci tam chodzą przez dziewięć dni na dziesięć do szkoły, czyli w miesiącu mają trzy dni wolne. A co z nimi zrobić, gdy wrócą do domu? Na to też jest sposób. Wsadzić do salonu, w którym na ścianach jest telewizor i po problemie.

Kolejny wątek, który warto poruszyć to fakt, że w powieści ludzie są indoktrynowani przez media. Informacje przez nie podawane są zmanipulowane, a odbiorcy przyjmują je w sposób bezkrytyczny. Mało tego, nawet fakty, które są negatywne, potrafią przedstawić w sposób pozytywny. Ludzie jednak tego nie widzą, bo jak zresztą mogą to dostrzec, skoro nie zostali nauczeni myślenia, nawet w szkołach. Metoda nauczania dzieci polega na tym, by dać im do przyswojenia same suche fakty, tak aby czuły się mądre: „Wtedy będzie im się zdawało, że myślą […].Nie dawaj im żadnego śliskiego materiału w rodzaju filozofii i socjologii, by wiązała te fakty. W ten sposób osiąga się tylko melancholię„. Świetny sposób, nie ma co! Wszyscy wolą to wygodne życie, w którym fakty „podsuwa się pod nos”, nie trzeba się nad niczym zastanawiać, bo to trudne.

Nawet śmierć drugiego człowieka nie robi na nikim wrażenia. Gdy Klarysa ginie w wypadku w Mildred, nawet przez moment nie pojawia się współczucie.  Jednak w głównym bohaterze dochodzi w końcu do zmiany pod wpływem pewnej kobiety, u której znaleziono książki. Sama podpala się w domu wraz z tymi książkami. Widok ten tak wstrząsnął Guyem Montagiem, że wyniósł „Biblię” i ją ukrył. Zaczął gromadzić i czytać książki, a potem próbował przekonać do tego żonę i jej koleżanki. Jednak efekt był taki, że na niego doniosły. Uciekł z miasta, jednak jego życie zaczęło się odmieniać i spotkał ludzi, którzy, aby nie zostać ukarani za posiadanie książek, znają całe lub fragmenty na pamięć. Za początek tych zmian w głównym bohaterze można uznać moment, w którym Klarysa pyta go:

Czy jest pan szczęśliwy?

To pytanie postawiłam już na początku naszych rozważań.

Wobec tego zastanówmy się. Czy my również żyjemy w takiej epoce, jak ta przedstawiona w powieści? Takiej, którą można spuentować cytatem z książki:

Właściwie żyjemy w epoce sloganu „po użyciu – wyrzucić”. Wysmarkaj się w innego człowieka jak w chusteczkę, wrzuć do klozetu i spuść wodę.

Uważam optymistycznie, że jeszcze nie, jednak niestety obawiam się i widzę tego symptomy, że do podobnej sytuacji zmierzamy.

Gdy wieczorem ktoś wybierze się do restauracji coś przekąsić, to co widzi?  Jeden mężczyzna z laptopem, jakieś dziewczyny spotkały się, ale zamiast rozmawiać gapią się w telefon i jedna pani, która siedzi, pije herbatę i najzwyczajniej w świecie coś czyta. Jakaś dziwaczka, no nie? Skoro taki widok nas zadziwia, to już należy zacząć się martwić. Ktoś powie, a ja mam piękną i bogatą biblioteczkę w salonie. Wspaniale, a na pytanie, którą najbardziej lubi książkę, usłyszymy odpowiedź w stylu: „yyy ,właściwie żadnej jeszcze nie przeczytałam/łem”. Do tego media, które nami manipulują. Jeżeli jakąś informację, chcemy przyjąć za fakt, to warto by podawano źródło tych wiadomości, wtedy tylko jesteśmy w stanie ocenić, czy to prawda. Często sugerujemy się tym, że skoro jest o tym mem, to na pewno tak było. Czytanie sprawia, że wzbogacamy swoją wiedzę, możemy coś ze sobą porównać i skonfrontować, wtedy mamy wątpliwości, dalej zaczynamy się zastanawiać, a w konsekwencji krytycznie myśleć i o to właśnie chodzi! Chcąc być sprawiedliwą, myślę, że jeszcze nie jest aż tak źle i są pośród nas mole książkowe.

Jednak, czy ci, dla których przeczytanie książki to „masakra”, zdają sobie sprawę z konsekwencji? Wątpię. Idealnie są one przedstawione w „451 stopni Fahrenheita”. Nie chodzi o to, że będziemy tylko nieoczytani, bezmyślni, ale że staniemy się zobojętniali i nieczuli. Ostro mówiąc – będziemy zwierzętami. Byłam wstrząśnięta, gdy doszłam do takiego wniosku po lekturze tej książki, ale tak jest. Jeśli nie czytamy, to cierpi na tym nie tylko intelekt, ale i nasza dusza, która staje się odarta z wszelkich wzniosłych i przyjaznych uczuć. Zostaje tylko szyderstwo i obojętność. „451 stopni Fahrenheita” pokazuje ten fakt dobitnie, ale i historia uczy nas na przykładzie III Rzeszy. Zaczęło się od książek, a skończyło na masowym mordowaniu ludzi. Przesadzam? Jestem pewna, że nie. Ta antyutopia odmieniła moje postrzeganie rzeczywistości. Myślę, że nie są to daleko posunięte wnioski, a literatura i historia to niezbity dowód. Gdy chodziło tylko o to, że na skutek zaprzestania czytania, ktoś stoi w miejscu z poziomem inteligencji, nic wielkiego, jego wybór. Tylko niestety, konsekwencje sa znacznie gorsze. Bez literatury, poezji tracimy te cechy, które odróżniają nas od np. psa. Wtedy już tylko jemy, śpimy i „odwalamy” nasze codzienne życie.

Dzięki tej lekturze teraz wiem, jak bardzo istotne jest czytanie. Ubogaca nas wewnętrznie, a to jest najpiękniejszy dar i najcenniejszy skarb, o który trzeba dbać i którym trzeba się dzielić.

Książki są jak okręty myśli żeglujące po oceanach czasu, troskliwie niosące swój drogocenny ładunek z pokolenia w pokolenie.

– Francis Bacon.

Dlatego w życiu najważniejsze jest krytycznie myśleć (co nie znaczy wszystkich krytykować, a poddawać pewne fakty pod wątpliwość), czuć empatię i mieć  uczucia, a osiągnąć to można za sprawą książek. Mnie już oczy się otworzyły, dzięki „451 stopni Fahrenheita”, bo

dobra książka… to chleb żywiący umysł i duszę

(J. Wantuła). Także myślmy, czujmy, czytajmy!

Agieszka Piruta

fot: Maria Beręsewicz

Podlaska Redakcja Seniora

Post Author: Redakcja Białystok