Zupa gulaszowa – noworoczne danie jednogarnkowe

Ostatnimi czasy propagowane jest jedzenie w wersji light, wega, pozbawione a to tłuszczu, a to mięsa, mleka, cukru bądź innych składników. Ja ze skruchą przyznaję, że jestem miłośniczką kuchni tradycyjnej. Co nie wyklucza możliwości, bym co jakiś czas – uporczywie i mało skutecznie – praktykować miała różne diety. Dziś dzielę się pomysłem na zupę gulaszową – danie jednogarnkowe, świetne na Nowy Rok.

W ubiegłym roku przeprowadziłam półroczną tzw. „dietę zupową”, polegającą na tym, że od rana do wieczora je się wyłącznie zróżnicowane zupy. Dopuszczalne są ponadto pojedyncze przekąski w formie jogurtu i owoców. Co najmniej cztery razy dziennie – zupa! Na szczęście do jednej należało dodawać wkładkę mięsną lub z jajek. Nic smażonego. W tej sytuacji musiałam główkować, żeby jedzenie nie było zbyt monotonne. Tak powstało kilka moich własnych receptur na zupy, które nie całkiem są zupami. Raczej sycącymi daniami obiadowymi jednogarnkowymi. Z chęcią polecę je innym i podzielę „przepisem”-pomysłem.

Ta, którą poniżej przedstawiam, pasuje szczególnie teraz, w okresie zimowym. Gdy jest wyższe zapotrzebowanie energetyczne organizmu, a jednocześnie – mamy na nie zwyczajnie większy apetyt. Normalnie zupa gulaszowa jest zapewne inna, ale ta powstała na potrzeby diety i została oparta jedynie na mojej intuicji oraz upodobaniach smakowych. Niech nikt się jednak nie spodziewa konkretnych ilości i proporcji  użytych składników. W przypadku zup nigdy ich nie przestrzegam, a i innych zachęcam, by zaufali własnemu wyczuciu. Dlatego też podam tylko listę użytych komponentów oraz sposób wykonania. Uważam, że ta zupa jest mało pracochłonna, sycąca, a przede wszystkim – bardzo smaczna. Oczywiście zależy, co kto lubi. Jednak spróbować można, a potem? To już zależy, jak test wypadnie… Do dzieła więc!

Co będziemy potrzebowali? Przypominam swoje zastrzeżenie, że w przypadku zup nie dopełniam wyznaczonych z góry norm ilościowych. Ważne są same składniki, zaś ich proporcje przyjmuję intuicyjnie, na oko, względnie uzależniam od tego, co i w jakiej ilości posiadam. Nie potrzebuję dodawać, że jest to wygodne. A efekt? Im więcej fantazji, tym danie smaczniejsze. Choć… oczywiście bez przesady!

Moje ilości składników posiadają duży rozrzut. Oto one:

20-30 dag dowolnego chudego mięsa
1 mała cukinia (albo kabaczek, ostatecznie kawałek dyni)
1 średnia cebula
1 papryka w jakimkolwiek kolorze
1 puszka czerwonej fasoli
2-3 średniej wielkości marchewki
1 niewielka pietruszka
kilka niewielkich pomidorów (wybrałam koktajlowe)
½ szklanki pęczaku (albo innej grubszej kaszy)
garść posiekanej natki pietruszki
przyprawy – liść laurowy, ziele angielskie, czarny pieprz naturalny, pieprz kajeński, słodka mielona papryka (plus inne, ulubione, np. czosnek).

Wykonanie jest bardzo proste. Wszystko kroimy w mniejszą lub większą kostkę. Uwaga, nic nie smażymy ani nie podsmażamy! To ma być zdrowa, dietetyczna zupa. Zagotowujemy wodę, wrzucamy do garnka pokrojone mięso. Gdy trochę zmięknie, dodajemy warzywa i przyprawy. Ja wolę, by warzywa nie ugotowały się na miazgę. I tak naturalnym zagęszczaczem będzie tu cukinia. Nie zdecydowałam się jednak dodać kaszy do tego wywaru. Ugotowałam ją  oddzielnie, a po odcedzeniu połączyłam z ugotowanymi pozostałymi produktami. Zamiast kaszy można dodać też makaron. Polecam szczególnie makaron sojowy. Duży garnek gęstej i średnio kalorycznej ale sycącej zupy jest już gotowy. Natką posypujemy potrawę na talerzu czy w miseczce.

Smacznego!

fot. Jadwiga Zgliszewska

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

 

                                                                                                            

                                                                                        

 



Post Author: Redakcja Białystok