Bukiecik z jesiennych liści, fot. _Bernadyna_Łuczaj

 

na drzewach obok
– w kilku barwach liście
wiszą sobie
gęsto jeszcze utkane
choć niebawem
płożyć się będą dywanem
najurokliwiej zdobiąc


Już dziecko wie, że jesienią drzewa zrzucają liście. Oczywistość zmian w naturze nie musi być jednoznaczna z niezwracaniem na nie uwagi. Przeciwnie, każde zjawisko ma jakieś znaczenie. Dla większości ten przejaw jesieni kojarzy się nostalgią i przemijaniem. Czym innym kierował się pomysłodawca jesiennego święta, Jerzy Szewczuk. Podróżnik ten uznał, że jesienią brakuje wesołych, optymistycznych świąt. Dlatego 23 września ustanowiono Dniem Spadającego Liścia. Święto zainaugurowano w 2008 roku. Jego nazwa nawiązuje do nieuchronnych zmian w przyrodzie, kiedy drzewa zaczynają gubić liście.

Żegnamy lato, witamy jesień. W tym roku natura nas nie rozpieszcza i nie było jeszcze złotej polskiej jesieni – ze słońcem, wielobarwnym kobiercem liści i babim latem. Miejmy nadzieję, że to wszystko przed nami. Nie należy więc użalać się nad odchodzącym latem, ale podziękować mu na pożegnanie i radośnie powitać nową porę roku. A jest ona tak piękna, że powinna wzbudzać optymizm. Kunsztowny koloryt jesień zawdzięcza kolorowym liściom. Zanim spadną, większość z nich zażółci się, zaróżowi, zrudzieje, zbrunatnieje. Paleta zmieniających się barw jest często natchnieniem dla artystów – malarzy, fotografików, ale też poetów i muzyków.

Kolorowe liście na drzewach, Foto_Jadwiga Zgliszewska



[…] zielenią tła poprzetykany
kobierzec na mistrzowski sposób 
z jesiennych liści poskładany
łaską barw i szczodrobliwością […]

Zmianę barw liści oraz ich opadanie obserwowałam od dziecka. Chętnie wykorzystywaliśmy je w zabawach. Na wsi zawsze było ich pełno. Oczywiście, pierwsze wykorzystanie w pracach plastycznych miało miejsce pod okiem nauczycielki w szkole. Ale więcej inwencji wykazywaliśmy sami. Oto podczas powrotu ze szkoły ustawialiśmy się na mostku za wsią. Każdy z pękatym bukietem liści, aby rzucać je w nurt niemrawego strumyczka. Długo potrafiliśmy się gapić, jak odpływają. Ważne było, aby któryś nie zahaczył o badylek czy inną przeszkodę, bo wtedy przegrywał. Wykrzykiwaliśmy: Patrz, to mój! A to twój! – zabawa trwała w najlepsze. 

W pobliskim lasku lubiliśmy toczyć duże zwały opadłego listowia. Zostawialiśmy je, żeby pójść wreszcie do domu na obiad. Dopiero w niedzielę schodziliśmy się tam ponownie, no i zaczynały się harce. Chętne (a czasem i wcale niechętne) osoby zasypywaliśmy liśćmi i zakopywaliśmy w pryzmach. Czasem ogarniał nas niepokój, jeśli schowana osoba zbyt długo nie wynurzała się na powierzchnię. Wtedy w lekkiej panice rozgrzebywaliśmy usypany kopiec. Innym, dość nieprzyjemnym rodzajem zabawy, było ciąganie upatrzonej „ofiary” po podłożu usłanym liśćmi. Najczęściej dwoje silniejszych wybrańców chwytało leżącego za ręce i nogi, powłócząc nieszczęśnikiem po ziemi. Zawsze się bałam, że zostanę ofiarą takiej rozrywki. A mimo to chciało się być w towarzystwie i uczestniczyć we wszystkim. 

Jesienne listki bywają różne – Foto-Bernadyna Łuczaj

Poza opisywanymi, były jeszcze zabawy w odrywanie listków jarzębiny i skandowanie wyliczanek, połączone z dziecinnym wróżeniem. Czymś oczywistym było wyszukiwanie najpiękniejszych i najbardziej okazałych liści na bukiety, które jesienią zdobiły i nasze domy, i klasy szkolne.

Na wsi poznałam też inną rolę liści. Jako nastolatka grabiłam je każdej jesieni i denerwowałam się, że nazajutrz… nie było już widać efektu sprzątania. Wtedy zrozumiałam, że mogą być one przykrą uciążliwością. Ale przedwieczorne ognisko niwelowało trud włożony w ich uprzątnięcie. Zwłaszcza wtedy, gdy do ognia rodzice pozwolili wrzucić parę kartofli. 

Jeszcze jeden sposób na wykorzystanie liści, to użycie ich w gospodarstwie na ściółkę dla zwierząt. Jesienią stosowali to ci rolnicy, którzy mieli mało słomy. Niewiele już zapewne osób pamięta wiejskie ogacone chaty. W naszej wsi stosowano ogacenie przy budynkach drewnianych. Na wysokość okien chatę otaczano płotkiem z żerdek i palików, odstającym od ścian. W tę przestrzeń sypano igliwie oraz liście opadłe z drzew. Był to rodzaj ocieplenia domu na zimę.

Najwięcej radości z jesiennych liści dostarczyła mi praca zawodowa. Trzydzieści pięć lat w przedszkolu mówi samo za siebie. Chodziło się z dziatwą na spacery do jesiennego parku, aby i obserwować przyrodę, i zbierać jej dary – liście, kasztany, szyszki, żołędzie. A potem? Wyklejanki, wydzieranki i wycinanki. Stemplowanie liściem zamoczonym w farbie, malowanie na liściach, malowanie liści, skręcanie, rulowanie. Dzieciaki wykonywały przepiękne kompozycje. Także plastyczne prace przestrzenne z liści, figlarne bukieciki, fantastyczne postacie z bajek i nie tylko, można było przebierać w pomysłach. Nauczycielki prześcigały się w inwencji, a wystawki prac prezentowane rodzicom w żadnej porze roku nie były tak zachwycające. Zaś tak zwane kąciki przyrody w każdej sali to prawdziwe dzieła sztuki! Czasem nawet tęsknię do tamtych widoków…

Pożegnanie 

Z przyczyn dość oczywistych święto jest dziś obchodzone głównie w przedszkolach i szkołach. Niestety, ja nie miałam okazji go organizować. Po prostu, dopiero w tym roku dowiedziałam się o jego istnieniu.

Jak widać, jesień jest piękna i bogata głównie za sprawą barwy liści. Ta pora roku jest również symbolem seniorów. Dlatego w Dniu Spadającego Liścia życzmy sobie, aby była to tylko jesień złota.

[…] żółte liście
ukazują przemijanie
bo pora życia
nieuchronnie wskazuje na nie
ale że złotem promienieją
– światło jest przecież
oznaką nadziei…

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

Źródło: Dzień Spadającego Liścia 2021 – kalendarz bimKal.pl