Daisy – mój pierwszy w życiu i jedyny piesek. Samiczka pudla miniaturowego.
Urodziła się 19 marca 2011 roku, czyli w dniu Patrona Świętego Józefa. Trafiła do mnie jednak siedem tygodni później. Gdybym znała datę urodzin wcześniej, zapewne nosiłaby imię… Josefina! Ale wabi się Daisy i jest najukochańszym psem na świecie. Dzisiaj kończy swoje 10 lat życia. Napisałam o niej i dla nie tyle wierszy, że starczyłoby na mały tomik. Tutaj zamieściłam te najpierwsze.

Aby mieć coś do kochania…

Oczekiwałam Małego Księcia,
lecz najwidoczniej nie byłam warta!
(Nawet wolałabym wysokiego
lecz mi się jakoś żaden nie trafił)…

Skoro mieć księcia z bajki nie mogłam,
na realnego – nawet nadziei…
oczekujące miejsce w mym domu
od dziś zajęła… księżniczka Daisy!

Wagi z futerkiem półtora kilo
w miękkim, puszystym ecru kolorze
(ten wymarzony miał być apricot,
lecz mama biała, morela – ojciec).

Po białej mamie, ojcu morelu –
córeczki piękno za serce chwyta!
Mój pierwszy w życiu piesek – pudelek
miniaturowy, jak wymarzyłam!

Nie jestem bardzo dyspozycyjna
no i za sprawna całkiem nie jestem
– ucierpi na tym zapewne psina…
Czy spacer zniosę z nią bezboleśnie?

Życie jest krótsze, niż nam się zdaje;
kiedy tę prawdę do serca wzięłam –
spełnić choć jedno ze swoich marzeń
postanowiłam, trafiając w sedno!

Wiedzieć, że ktoś mnie czeka codziennie
i nasłuchuje na schodach kroków…
Może nabroi ta moja Daisy,
lecz miłość będę widzieć w psich oczach.

No i wyciągnie z domu na trochę,
haust powietrza zaczerpnę świeży,
dostrzegę nowy obszar widoku,
zapach skoszonej trawy się wedrze.

Sąsiad zagada, co także z pieskiem
będzie przemierzał tę samą trasę,
a ja się zmuszę, aby podreptać
choć dziś niełatwo, wnet – będzie łatwiej…

Pudelkę sobie za towarzyszkę
sprawiłam, aby było mnie komu
w każdą pogodę – czy chcę, czy nie chcę,
jak psa na smyczy… wyciągnąć z domu!

07.05.2011

Historyjka domowa

Wczoraj strasznie nabroiła moja mała!
A właściwie… cóż takiego się zdarzyło?
Po frędzelkach od narzuty się wskrobała
i na łóżko moje wejść się odważyła.

Wracam z pracy, na jej powitanie czekam,
widzę… smutne oczy i skurczone ciałko.
Siedzi mocno wystraszona i niepewna,
tego, co się tu za chwilę będzie działo…

A ja zamiast wziąć maleńką i pocieszyć,
zdjąć na ziemię (no bo sama nie umiała),
wpadłam w pasję szewską – no bo jak to?
moja sunia postąpiła tak zuchwale?

Najpierw na jej biednych, smutnych, pieskich oczach,
się przebrałam (do spaceru się sposobiąc),
tak szczęśliwa, że uniknę jej „pomocy”,
co mi sporo zaoszczędzi chwil nerwowych.

I choć widzę, że nie jadła i nie piła
(przesiedziała na tym łóżku tyle godzin?),
ja z furiacką złością mocno ją skarciłam,
zamiast szybko psa nakarmić i napoić…

Tak dawałam mojej Daisy do wiwatu,
że ma psina wszczęła głośny, rzewny lament,
ja oślepła prawie – kontynuowałam
karę, aż… dostrzegłam mokrą plamę!

Choć księżniczka się czuliła wieczór cały,
ja wyniośle nie dawałam jej przystępu,
myśląc: wcale nie nadaję się na mamę,
co wybaczyć nie potrafi swemu dziecku…

Dzisiaj Daisy, gdy wróciłam znowu z pracy,
najzwyczajniej w świecie… w łóżku moim spała!
Najwidoczniej zawładnęła moim sercem,
bo już kar i przestróg żadnych nie dostała.

Cóż, poczekam, niech podrośnie trochę szczenię,
ja do zabaw jej i figlów – przyzwyczaję.
Gdy rozumku wnet nabierze doświadczeniem,
równej nam nie będzie takiej mądrej pary!

06.07.2011

Na pierwszą rocznicę urodzin Daisy

Trafiłaś do mnie nie przypadkiem,
a wręcz – z wyrachowania;
„terapeutycznego pieska”
określam ciebie mianem.

Że cię traktuję pragmatycznie,
to wcale nie oznacza,
bym nie kochała bezgranicznie
i o ciebie nie dbała!

Dziś swoje pierwsze urodziny
obchodzisz, Daisy droga.
Czy wie ktoś może, czego życzyć
puchatym czworonogom?

Ja swojej – po złych doświadczeniach
jednak zdrowia najbardziej,
bo także pieskom – najważniejsze,
by wszystko było sprawne…

A nóżki – cóż! – podstawa prawie,
gdyż służą do biegania,
które sprowadza samą radość
i cieszy również panią!

Życzę ci, moja czirliderko
z frędzelkowatym włosem,
by pani z tobą jednak częściej
chodziła… spacerować.

Byś poznawała nowe trasy
i różnych piesków wielu,
buszować mogła pośród trawy,
bawiąc się i weseląc.

By pani, miast przy komputerze,
czas spędzać z tobą chciała…
Jako autorka – życzę szczerze!
Czy będę jednak w stanie?

19.03.2012

Piesek terapeutyczny

Mój piesek… terapeutyczny
– tak od początku ją nazywam,
gdy powód – jako przymus wyjścia…
Bo to dlatego ją kupiłam!

Terapię tę i dniem, i nocą
odczuć mi każe, daję słowo!
Kiedy się jej umyśli wyjście,
to nie ma mowy o… odmowie!

Ubieram się więc, chciał czy nie chciał
(trudno o chęci w zawieruchę),
a ona już ogonkiem merda,
ja zaś… powoli się rozruszam!

Gdy nazbyt szybko ruszy, błagam
(ona rozumie bardzo dużo),
więc węszy wlekąc opieszale,
ja zmniejszam dystans swój za sunią.

Dzisiaj wywiodła mnie na siłę,
w momencie, że… ach, nie daj Boże!
Kiedy się w kłębek z bólu wiłam,
ale… rozeszłam się na dworze!

Tak więc pośrodku tej zawiei
myśl mi olśniła z nagła czaszkę,
że bez kudłatej zołzy Daisy
już bym przyrosła do kanapy!

08.12.2012

Daisy w… przedszkolu!

Dzisiaj Daisy odwiedziła przedszkolaki,
a wizytę rozpoczęła od najmłodszych.
Na jej widok oszalały wprost dzieciaki,
oddalając nieco… porę podwieczorku!

Panie wnet komórki swoje wyciągnęły,
by skorzystać z dobrodziejstwa aparatów,
i dalejże zdjęcia robić mojej Daisy,
obstąpiły ją jak gwiazdę… paparazzi!

Lecz pozować moja mała nie potrafi,
bo dotknięta zwykłą nadpobudliwością.
Za nogawki pociągnęła więc chłopaków,
a dziewczynkom potargała włoski, loczki.

Powęszyła, popędziła i przylgnęła
do dzieciarni, bo jest bardzo towarzyska.
Więc pożegnać się czym prędzej było trzeba,
by kanapka nie przylgnęła jej do pyska…

Potem ją zabrałam jednak do lekarza,
bo przedszkole – to przystanek na tej trasie.
Lecz szczęśliwie – jak się wkrótce okazało –
nie potrzeba jej leczenia już, i basta!

02.03.2012

Daisy po wizycie w Salonie Psiej Piękności

To nie moda, nie maniera
– Daisy była u fryzjera!
Nie dla szpanu ni urody,
ale prosto – dla wygody!

To nie próżność, a potrzeba
pilna! Mogłaby… oślepnąć!
Takie kudły jej urosły,
że zgarniała nimi rosę…

Włosy swoje ta pudelka
(co w lusterko czasem zerka)
dziś – jak o tym dobrze wiecie –
zostawiła w „gabinecie”…

Utraciła puch szczenięcy,
ale oczu już nie męczy.
Patrzy na mnie bez tych kłaków,
a ja… kocham ją i taką!

22.10.2011

Moja Daisy i Światowy Dzień Zwierząt

Miałyśmy niedawno swoje ciche dni…
Nie wiem, kto zawinił bardziej – ja czy ty?
Przyznam wprost: obrazić się potrafię,
kiedy strzelasz gafę tuż po gafie!

Nie zostajesz dłużna, gdy się gniewam!
Najzwyczajniej robisz na złość, moja piękna!
Nawet w szał potrafię wpadać, gdy coś zbroisz…
Ty – odpłacasz wtedy… pięknym za nadobne!

Oj, nie jesteś słodką psinką kanapową!
A najchętniej weszłabyś mi wprost na głowę!
Charakterek i pazurki ostre masz
– oto cała twoja psia kudłata twarz…

Ale jesteś moją ukochaną sunią
więc w to święto twoje, właśnie w tym dniu
nie smakołyk ci i nie karesy
lecz zafundowałam czas i siebie!

To jesienny długi pobyt na powietrzu,
co dla ciebie (a i dla mnie!) stokroć lepsze.
A do tego pełny luz i szał bez smyczy!
Teraz – leżysz ze zmęczenia ledwo dysząc.

Czytam szczęście w twoich ślepkach, moja miła
– wiem, na twoją wdzięczność dzisiaj zasłużyłam…
Tak zakończył się Światowy Dzień Zwierząt,
który urządziłam swojej suni Daisy.

04.10.2012

Wigilijna gadka mojego psa

W noc wigilijną
wysłuchałam zwierzeń
mojego zwierzęcia
– psa płci żeńskiej
i oto co mi powiedziała
moja Daisy
po znajomości trwającej
pół roku z kawałkiem

– że nie jestem… stała!
zmienna w swoim
stosunku do niej
raz czulę się i rozpieszczam
złoszczę się zaś innym razem
a najgorzej
gdy jestem obojętna
i nie zwracam wcale uwagi
na jej błagalne spojrzenia
i zachęty
do wspólnej zabawy

za krótko bywam z nią na dworze
za krótko trzymam smycz przy sobie
a czasem nazbyt pozwalam
na swawole
czym ją narażam
na ataki większych
na kolejnego stawu zwichnięcie
na zaczajone kleszcze
i wiele innych jeszcze…

wytykała mi moje błędy
z pół nocy
by na końcu przyznać przecie
że i tak nie wymieniłaby mnie
na żadną inną na świecie
że kocha bardzo
i bezwarunkowo
a tęskni gdy zbyt długo
do domu nie przychodzę
ale jeśli nawet
najpóźniej wrócę z pracy
– i tak mi wybaczy
i nie ma mi też za złe
tej operacji
choć kuśtyka
cierpi
wygląda cudacznie
bo rozumie – wierzy mi i ufa
i jest przekonana
że wszystko się uda!

25.12.2011

Mojej suni w Dniu Psa

najwierniejsza z wiernych
właśnie u stóp mych leży
wiernie czeka każdego dnia
na mój powrót – a ja?
zapomniałam o jej święcie
przez te swoje ostatnie przejścia…

o, ja – samolubna!
o, niewdzięczna!
powinnam jej łapki
całować na klęczkach
to ona jedna
zawsze wierna

jestem dla niej wszystkim
zlizuje moje łzy
dziś powiedziałam na wyjście
że mam ciężki dzień
patrzyła mi mądrze w oczy
rozumiała – wiem!

kiedy wróciłam
– poinformowałam
że już po wszystkim
że jest okej
ale musiałam dalej lecieć
ech!

kochana Daisy
już smakołyk wykładam
potem… idziemy do łóżka razem
a niebawem…
wakacje na wsi!
wyjątkowo długie
przyrzekam – nadrobimy zaległości!

01.07.2014

Daisy wraca wigor

moja mała sobie przypomniała
jak przed rokiem tu dokazywała
prawdę mówiąc – to już czas najwyższy
aby Daisy wróciła do życia

stare kąty winna poodwiedzać
koleżanki i pieski-koledzy
oraz tropić kryjówki kocurów
i białego i tego co bury

ale nade wszystko – młoda krowa
znów zaczęła Daisy intrygować
duży stwór a jednak to nie człowiek
zaciekawia budząc szereg obaw

moja mała od samego rana
robi dziwne ale zwinne salta
i podchody uskutecznia sprytne
to przybliża to czyni uniki

tam właściwie są dwie jałowice
trawę gryzą nie myśląc o niczym
ale widząc kłak białego puchu
w róg zapędzić chciałyby intruza

lecz nic z tego – moje żywe srebro
co ma szybkość niemalże jak pershing
i czym prędzej umykając krowom
odpoczywa z językiem na brodzie

09.08.2013

temat trochę wstydliwy?

ja wiem – o tym nie pisze się wierszy
(może więc akurat będzie… pierwszy?)
bo wstydliwa niepubliczna to rzecz
moja Daisy przechodzi trud cieczki…

och biedactwo jakże ona cierpi
że swobodnie nie może pobiegać
bo na smyczy tylko uwięziona
a spogląda wciąż w stronę… ogona!

więc zebrało się adoratorów
stałych stadko co to od wieczora
naprzemiennie – duży z małym całkiem
wciąż warują i nocą i rankiem

a ja także kłopot mam nie lada
bo pilnować muszę tego stada
aby suni mej skarb najcenniejszy
nie zbrukany był z byle kundelkiem!

brak pewności czy… upilnowałam?
to dopiero ci byłby ambaras
gdyby już potomstwo potencjalne
żywot swój zaczęło… niewidzialnie…

tak się skończy najpewniej ta akcja
przykro – niestety!… sterylizacja
lepiej nie dopuścić sytuacji
do powiększeń puli psów bezpańskich!

01.07.2013

mój pies smutny jest!

a mój pies jest smutny
smutek mój podziela
mój pies mi współczuje
kocha właściciela

moja mądra sunia
zagląda mi w oczy
lecz wyczuć nie umie
czym jeszcze zaskoczę

smak łez zapamięta
potok ten co długo
spływał na futerko
mimowolną strugą

zna mój płacz lecz nie wie
co jest łez przyczyną
chociaż jej… wyjawiam
wszystkie tajemnice!

bo rozkoszna Daisy
to z pozoru trzpiotka
rozumna bestyjka
że drugiej – nie spotkasz

pojętnej i równie
współczującej psiny
jak człowiek rozumnej
bo smutnej – bez winy…

20.05.2013

Wielkie kłopoty małej hołoty
czyli… pilnując psiej cnoty!

Moja sunia ma przypadłość co pół roku,
więc trafiło się znów na wsi, jak zwyczajem,
że podwórko rojne od adoratorów,
którzy nam (a i sąsiadom!) spać nie dają…

Łomot, piski, ujadanie i gonitwa,
warkot, ostre pojedynki do krwi żywej;
sześciu samców – ona jedna w kłębowisku!
Takich hecy jeszcze nigdy tu nie było.

Stąd nietrudno zgadnąć, że moja kudłata
dokonywać ciągłych wyborów musiała,
choć ten tumult wciąż przesłaniał jej pół świata,
swą uwagę jednak skupiała na… małym!

Takim niepozornym, niskim i mieszańcem,
który stado całe szybko zdominował,
stając się wybrańcem, panem sytuacji;
czasem nawet… coś skapnęło mu ze stołu.

Czym wyróżnił się ten ważniak? A – odwagą!
bo bojowy, że aż śmiesznie to wygląda,
kiedy szczerzy zęby i czeka pod drzwiami
czy dwudziesta trzecia, czy godzina piąta!

Inni wprawdzie nigdy nie zrezygnowali,
tak więc nadal wrze za oknem ostra walka.
Ja mam stróżów, bo nadzwyczaj są przyjaźni,
rozumiejąc chyba, żem… księżniczki Panią?!

Myłam dzisiaj moją Daisy zakrwawioną,
lecz to nie jej krew, lecz tego kawalera,
który znalazł się pod spodem między dwoma,
gdy ci kłami ze wściekłością go kłapnęli!

Mam już dość tej wielkiej hecy i zalotów,
a i ona coś przestaje reagować…
Feromony raz rozsiane, stąd hołota;
z lęku – my ustąpić musiałyśmy pola!

22.08.2015

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok