Niebawem Międzynarodowy Dzień Dziecka. Milusińscy czekają na prezenty. Od kogo? Przede wszystkim od rodziców i dziadków. Od mądrości dorosłych zależy, czy obdarujemy je właściwym prezentem.

Chłopczyk układa kompozycję z kolorowych klocków. Za nim – półka z książkami.

Ta okazja jest dla mnie impulsem, aby zaapelować do rodziców i dziadków o rozsądek. O to, by zwracali baczną uwagę na prezenty, które kupują swoim dzieciom i wnukom. Zabawki to jeden z najważniejszych elementów dziecięcego świata. Ich liczba, jakość i wartości, które przekazują, mogą być wielką pomocą lub przeszkodą w wychowaniu młodego umysłu i serca.

Zabawki to podstawowe narzędzie dziecka w poznawaniu i rozumieniu świata. Choć pozornie tylko cieszą i bawią, to tak naprawdę przede wszystkim uczą. Bo dzieci poznają otaczającą je rzeczywistość poprzez zabawę. Od tego jak się ukształtują we wczesnym dzieciństwie, zależeć będzie całe ich życie. Dlatego bardzo istotne jest, jakie zabawki dostarczamy naszym maluchom. Kiedyś były to lalki, misie, autka, klocki i niewiele poza tym. Dzisiaj jest inaczej.

Często wychodzimy naprzeciw dziecięcym marzeniom i pragniemy sprezentować swoim wnukom obiekt ich dziecięcego pożądania, który niekoniecznie jest podarunkiem właściwym. Błędów w tym zakresie popełnia się sporo. Bombardowanie zewsząd reklamami należy już do porządku dziennego. Producenci i sprzedawcy łożą olbrzymie kwoty na reklamę. Pośród nich dostrzegam wiele ofert prezentów wręcz niedorzecznych. Oto z jednego z hipermarketów otrzymałam do swojej skrzynki pocztowej ofertę zakupu prezentu na Dzień Dziecka. Jaką? Hulajnogę „przecenioną” z około dwóch i pół tysiąca złotych do „zaledwie”… półtora! Czy to szaleństwo ma w ogóle jakieś granice?

Inna, jeszcze poważniejsza sprawa, to wartość dydaktyczna i wychowawcza zabawek. Producenci prześcigają się w coraz to bardziej ekstrawaganckich pomysłach. Nie przekonują mnie różnej maści superbohaterowie i straszydełka rodem ze współczesnych telewizyjnych bajek i gier komputerowych, opartych na fantastycznych wizjach autorów. Kiedyś ukuto slogan mówiący, że zabawka uczy i wychowuje. Dzisiaj coraz częściej budzi lęk i… deprawuje!

Na ławce usadzone rzędem cztery współczesne lalki w nieco wyzywających pozach, w modnych, skąpych ubiorach, z fryzurami i makijażem charakterystycznym dla dorosłych ekstrawaganckich kobiet.

Kiedy zaczynałam pracę zawodową w przedszkolu przed ponad czterdziestoma laty, „zakazane” były tak zwane zabawki militarne. Na półkach nie mogły stać żadne czołgi, wozy opancerzone na gąsienicach, samoloty. Niedopuszczalne były karabiny, pistolety, strzały, szpady czy miecze. Te co najwyżej kupowano na odpustowym straganie, a gdy jakiś chłopak chciał się nim w przedszkolu pochwalić, natychmiast rekwirowałyśmy zabawkę. Dzisiaj, mam wrażenie, takich nieodpowiednich zabawek jest dużo więcej. Jeszcze niedawno lalka miała lalczyną buzię i była lalką. Obecnie coraz częściej anorektyczna lalka Barbie posiada inne zatrważające atrybuty. Zauważmy ten makijaż nienaturalnie wyolbrzymionych oczu oraz sztucznie napompowane i jaskrawo pomalowane usta. Czy to wzór kobiecego piękna dla dziewczynek? Cóż dziwnego zatem, że już kilkulatki z ochotą się pomalują, a nastolatki chodzą z ostrym makijażem do szkoły? Zaś niejedna ciuła pieniążki na… zabieg z botoksu. Osobiście nie znoszę tych „rybich” warg, ale to kwestia gustu. Dzieci zaś są bezkrytyczne i chłoną wszystko jak przysłowiowa gąbka. A przecież „czym skorupka za młodu nasiąknie…” – znamy to, nieprawdaż?

Dwie lale tradycyjne, kilkulatka pyzata blondynka trzyma laleczkę bobasa

Kiedyś lalka to była sympatyczna miniaturka dziewczynki. Potem była moda na laleczki bobasy. Były przemiłe, bo przypominały niemowlęta. Wyzwalały uczucia opiekuńcze. Sama, już jako dorosła, uwielbiałam je, bo jako pracownica przedszkola miałam z zabawkami stały kontakt. Dużo, dużo później pojawiły się lalczyne postacie chłopczyków, zresztą rzadko spotykane. Zdarzyły się pewnego razu i w naszej placówce komplety takich dzidziusiów obojga płci, posiadające wyraźnie zaznaczone narządy płciowe chłopców i dziewczynek. Przyznaję, że zabawki te wśród przedszkolaków nie wywołały sensacji ani niezdrowego zainteresowania. Może troszkę chichotu na początku, ale potem dzieci przestały w ogóle zwracać uwagę na tę odmienność. Lalka to lalka i tyle. Postacie posłużyły do zabaw tematycznych, gdzie przydzielano im odpowiednie role kobiece i męskie. I tak należałoby do tego podchodzić. Naturalnie i bez histerii. Ale i bez przedwczesnego narzucania wzorców dorosłości. A tym bardziej określonej ideologii. Zabawki służące dzieciom powinny być od tego wolne.

Duże markety od dawna proponują serię różnych „gangów”, co ma zachęcać do robienia u nich coraz to nowych zakupów, aby zdobyć brakujące „świeżaki” do kolekcji swoich pociech. Mamy gimnastykują się, jak tylko potrafią, by jej dziecko zgromadziło komplet modnych aktualnie stworzonek. Widywałam w internecie oferty wymiany, a nawet zakupu jakichś naklejek-kuponów. I tak oto wśród dzieci nakręca się rywalizację, kto wyprzedzi innych w wielkości kolekcji. Wywołując tym stan nieustannego nienasycenia. A to już prosta droga do konsumpcjonizmu i wyścigu szczurów.

Wielka gromada przypadkowo zrzuconych różnobarwnych pluszaków

Współczesny sklep zabawkowy posiada działy, które nazwałabym targowiskiem próżności. My – dorośli, w tym dziadkowie, wobec wysypu kontrowersyjnych atrakcji nie możemy stanąć bezradnie. Nie możemy schlebiać chwilowym gustom i kaprysom wnucząt. Musimy pamiętać, że ich radość trwa tylko tę magiczną chwilę otrzymywania wymarzonego prezentu. A i naszą radość wzbudza dokładnie ten sam moment. Móc zobaczyć ogromne oczy dziecka i jego przeogromną radość na widok wymarzonego prezentu! Ale one już niedługo potem chcą następnej atrakcji. A nowa zabawka zbyt szybko wędruje w kąt. Choćby popularne pluszaki, których sterty zalegają w domach i zbierają kurz. 

Dłużej zajmie je układanka, puzzle, rozmaite klocki, piramidki, składanki czy książeczki. Ale zawsze z największą ochotą przyjmą propozycję wspólnej zabawy, spaceru, wyjścia do parku, zoo, na karuzelę, czy gdziekolwiek indziej. Czas i uwaga poświęcone dziecku to jest prawdziwa troska o jego zdrowie i rozwój. To wreszcie mądra miłość, okazywana wnukom. A moje rady są wskazówkami pedagoga z kilkudziesięcioletnią praktyką w pracy z małymi dziećmi. Obdarowujmy więc mądrze naszych milusińskich.

zdjęcia: pixabay.com

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok