Czy to sen?

Słyszę jak po szybach dzwoni deszcz.
Śnię jak na jawie.
Widzę cię, jak biegniesz przez ulewę
I osłaniasz czymś głowę.

Wiatr targa twe włosy złociste,
Jak kłosy zbóż…
Na twój widok sen znika.
Trzęsę się cały jak młoda osika.

Serce mi wali jak młotem…
Boże! Jak cię nie będzie, co potem?
Nieśmiało wyglądam przez okno.

Deszcz leje… wiatr wieje…

Jest ciemno i mokro.
W blasku błyskawicy
Jak przy płomieniu świecy,
Widzę postać.

Przecieram oczy,
Wyciągam ręce,
Już chcę cię dotknąć i objąć.
Wiatr zawiał mocniej!

Zaczynasz znikać…
Teraz już nie wiem…
Czy to sen jest… czy jawa…
Czy to mój wymysł, czy zjawa?

Dotykam twarzy.
Oczy zamknięte,
A moje ręce wciąż wyciągnięte,

Szukają ciebie…

Świadomość wraca,
Już wszystko wiem.
Jest mi dobrze jak w niebie.
Jesteś… tu… ze mną.

Bądź taka

Lubię kiedy się śmiejesz
i jesteś radosna.
Taka piękna i szczęśliwa,
Jak przyroda wiosną.

Czoło rozchmurzone…
Oczy zachwycone…
Policzki rumiane…

Usta roześmiane.

– Nienawidzę kiedy się martwisz.
– Gdy cię coś boli i płaczesz.
Nie krępuj się, mów jak ci pomóc,
W tej twojej niedoli.

Licz na współczucie…
Na pomoc… Na zgodę.
Na dobre słowo w dni smutne.
Wierz mi, że cię nie zawiodę!

Bądź zawsze zdrowa.
Na moją pomoc gotowa…
Miej w sobie tyle radości…
By dożyć późnej starości.

I kiedyś sobie siedząc na tarasie,
Patrząc w górę westchniesz…
I wyszepczesz…
Ach ty mój głuptasie…

Czy napiszę?

Dzisiaj coś napisać muszę
Ale jeszcze nie wiem o czym….
Może o miłości wielkiej,
Która śni mi się po nocy?

Nie! Nie będę o niej pisał.
Dziś po prostu będę marzył.
O podróży gdzieś w obłokach…
Może o nadmorskiej plaży?

A jak nie to będę myślał
O tym co mnie jeszcze czeka.
Co przeżyłem… co mam teraz…
Przy okazji ponarzekam!

Bo bez planów żyć nie umiem.
I planować bardzo lubię!
Prosta droga to rzecz święta,
Choć się na niej czasem gubię…

Wiesław Lickiewicz