Wiele legend o duchach, diabłach, strzygach związanych z Podlasiem zostało opisanych w książkach, opowiadaniach albo krążą wśród ludzi jako ustne opowieści. Diabeł nie tylko z Podlasia, ale też z Głubczyc w województwie opolskim, stał się też dla naszej redakcji inspiracją do poszukiwań historii lokalnych. A dla niektórych autorek był też inspiracją literacką.

Bożenna Krzesak – Mucha

Dawno, dawno temu …
głowa diabła z rogami, fot.pixabay.com

Podlasie, jak każdy region ma swoje legendy. Już krótki przegląd materiałów źródłowych wskazuje, że częstym bohaterem ludowych opowieści jest diabeł.

Szczególne położenie Podlasia, wiekowe puszcze, bory, bagna i mokradła pobudzały ludową wyobraźnię i sprzyjały powstawaniu niesamowitych opowieści o miejscach mocy, czartach czyhających na skrzyżowaniach dróg, utopcach wciągających do wody.

W podlaskich legendach występują diabły znane w innych regionach Polski, jak Boruta, Rokita, ale także charakterystyczne tylko dla naszego regionu. Wiele miejscowości miało bowiem swego lokalnego „złego”. Na terenie Suraża spotkać można było diabła Mikutę, koło Choroszczy diabła Horodlaka, a w Tykocinie diabła Joca. W okolicach Doktorc w starym wiatraku mieszkał diablik Kłobuk, który bardzo utrudniał życie młynarzowi. A nad Biebrzą spotkać można było demony zwane „bagiennikami”. Ich znakiem rozpoznawczym była brunatna skóra i tworzenie bąbli gazu wypływających na powierzchnię wody. Oddech bagiennika mógł zabić, a błoto wystrzelane z nozdrzy – leczyć. Miejscowi, nie chcąc ryzykować, po ujrzeniu bulgoczącej wody, uciekali ile sił w nogach. Podobno gorąca maż bagiennika jednak leczyła różne dolegliwości. A może to były pierwsze kąpiele borowinowe!

Kruszewo – zerwany most*

Diabły przeszkadzają, psocą, sprowadzają ludzi na złą drogę. Czasami można je przechytrzyć i oszukać. A czasami takie próby kończą się źle. Potwierdza to historia zerwanego mostu w Kruszewie. Na początku XX wieku postanowiono odbudować trasę łączącą Białystok z Jeżewem. Największe problemy napotkano przy budowie mostu. Robotnicy wyczerpani uciążliwą pracą przyjęli propozycję pomocy ze strony czarta. Postawił on jednak swój warunek: pierwszy człowiek, który przejdzie mostem, odda mu swoją duszę. Most, zgodnie z umową, stanął w ekspresowym tempie. Wówczas budowniczowie wpadli na pomysł, by zamiast człowieka puścić mostem starego, ślepego i kulawego konia. Diabeł okrutnie zezłościł się i zapowiedział, że każdy wybudowany w tym miejscu most będzie stał jedenaście lat, po czym zniszczy go wielka wojna. Tak też się stało. Dokładnie po 11 latach wybuchła I wojna światowa. Po raz drugi most postawiono w 1928 roku, ale po kolejnych 11 latach wybuchła II wojna światowa i most ponownie został zniszczony. Od tamtego czasu nigdy nie został odbudowany. Podobno są plany, by kolejny raz przechytrzyć diabła i wybudować kładkę …
* O zerwanym moście w Kruszewie czytaj więcej w następnym tekście Marii Heller

Diabelska sprawiedliwość

Ale było i tak, że to diabły przywoływały ludzi do porządku i wymierzały sprawiedliwość. Zdarzyło się to w okolicach Ciechanowca, mojego rodzinnego miasta. Nad rzeką Nurzec pewien gospodarz miał rozległe łąki, na których biedny chłopak wypasał jego krowy. Chytry bogacz nie płacił mu za wykonaną pracę. Pewnego razu bosy pastuszek na skraju lasu spotkał dwa kosmate diabły, które pozwoliły mu się ogrzać przy ognisku, a na odchodne podarowały buty i skrzypce. W siedmiomilowych butach pastuszek raz dwa wrócił do gospodarstwa i zaczął grać skoczną melodię swojemu pracodawcy. Nieuczciwy gospodarz, wyczerpany szalonymi pląsami, wypłacił w końcu chłopakowi jego pieniądze, a ten, zadowolony poszedł szukać lepszej pracy.

Szukając historii o podlaskich diabłach trafiłam na wiele ciekawych opracowań, m.in. na Legendy Podlasia Tomasza Lippomana i Pogaduszki przy piecu, cz.II. Janusza Koronkiewicza. Autorem tej ostatniej jest mieszkaniec Choroszczy. Jego opowieści osadzone są w konkretnej przestrzeni historycznej, powiązane z prawdziwymi wydarzeniami i osobami. Tu spotkamy Kmicica i diabła Białysia, diablicę Sabinę, diabła Jurdyka, co miał ludzkie serce i rozpustnego Dybuka, który przybierał postać czarnego koguta i uwodził kobiety.

Polecam obie książki, bo oprócz diabelskich historii, znajdziemy wiele ciekawych opowieści o różnych podlaskich miejscach. 

Źródła:

Wiktoryn Grąbczewski, Diabeł polski w rzeźbie i legendzie. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1990.
Janusz Koronkiewicz, Pogaduszki przy piecu, cz. II. Podlaskie legendy, baśnie i opowiadania. Miejsko-Gminne Centrum Kultury w Choroszczy, 2007.
Tomasz Lippoman, Legendy Podlasia, Instytut Wydawniczy KREATOR, Białystok 2008

https://licho-za-piecem.blogspot.com/2014/06/diabe-podlaski.html

https://rzucokiemnaswiat.pl/2021/03/zerwany-most-nad-narwia/

Maria Heller

Most w Kruszewie i pakt z diabłem
Zerwany most w Kruszewie

Na przełomie XIX i XX wieku władze carskie postanowiły wybudować „carską drogę” na terenie Podlasia, łączącą Białystok z Jeżewem, położonym po drugiej stronie rzeki Narew. Aby zrealizować tak ambitny plan, trzeba było zbudować drewniany most na rzece w pobliżu Kruszewa. Teren był podmokły i nierówny, więc prace budowlane okazały się niezwykle trudne. Budowa trwała bardzo długo i nie było szans na jej ukończenie. Podobno wtedy do pomocy włączył się miejscowy diabeł. Obiecał, że dokończy budowę w kilka dni, jeśli robotnicy zgodzą się na to, żeby ten, który jako pierwszy przejdzie przez most należał do niego.

Budowniczowie chętnie podpisali pakt z diabłem. Most został ukończony bardzo szybko. Chcąc przechytrzyć kusego, sprytni robotnicy postanowili, że jako pierwszy przejdzie przez most stary, kulawy koń. Diabeł się wściekł i oznajmił, że ten most jak i każdy następny odbudowany w tym miejscu będzie stał 11 lat, po czym wybuchnie wojna. Tak też się stało. Budowę mostu ukończono w 1903 roku, a 11 lat później wybuchła I wojna światowa. Most został spalony. Odbudowano go dopiero w 1928 roku, a za 11 lat rozpoczęła się II wojna światowa.

Od tego czasu nikt już nie ośmielił się odbudowywać mostu. Pozostałe szczątki ostatniego mostu stały się turystyczną atrakcją Narwiańskiego Parku Narodowego.

Źródło: https://rzucokiemnaswiat.pl/2021/03/zerwany-most-nad-narwia/
zdjęcie: www.choroszcz.pl

Janina Żarnowska

Legenda o diabelskim słudze 
Obraz z wizerunkiem diabła zbliżającego się do mężczyzny na tronie_pixabay.com

Inspiracją do przypomnienia tej historii jest zbiór czterech legend opisanych przez Zofię Kondraciuk na portalu bialystokonline.pl. Autorka zaczyna swój tekst tak:
„Podlasie to bez wątpienia niezwykła kraina. Na rozwój kulturalny tego miejsca miały wpływ aż cztery kultury. Pozostało wiele magicznych legend, o których często nie wiedzą sami Podlasianie”. Do legendy o diable wybrała opowieść tatarską.

Rzecz działa się dawno, dawno temu w Studziankach koło Augustowa. Mieszkał tu pewien mężczyzna bardzo biedny, który marzył o bogactwie i dostatku. Pewnego dnia wybrał się do łaźni na samotną kąpiel. Nagle zobaczył diabła. Przestraszył się i w emocjach zaczął wykrzykiwać muzułmańskie wezwania do modlitwy. Wtedy budynek zaczął trząść się w posadach. Przeraził się też tymi modlitwami diabeł, który ze strachu obiecał mężczyźnie spełnić każde życzenie. Oby tylko zamilkł i przestał się modlić. Mężczyzna przystał na tę umowę i odtąd przez trzy lata diabeł miał mu służyć

Przez te trzy lata mężczyzna gromadził majątek, a jednocześnie hulał i trwonił pieniądze. Z biedaka stał się bogaczem, ale nie na długo. Jak się nietrudno domyślić umowa miała haczyk. Diabeł zażyczył sobie za nią zapłaty, czyli rekompensaty za pełnioną służbę. Ta zapłatą miała być dusza mężczyzny po jego śmierci. 

Przez rozrzutny tryb życia mężczyzna zyskał sławę, ale bogactwo mężczyzny kurczyło się coraz bardziej. Po trzech latach zapisanych w umowie diabeł oznajmił, że jego służba dobiegła końca. Mężczyzna, który roztrwonił majątek przez swoją głupotę, stracił sławę i honor. Zmarł jako nikomu nieznany biedak. Diabeł natychmiast zgłosił się po jego duszę, by zabrać ją do piekła.

Tak się kończy legenda i tak się kończą umowy, podpisane z niewłaściwymi partnerami. Można stracić nie tylko pieniądze, ale też duszę. 

Polecam przeczytanie wszystkich legend przypomnianych przez Zofię Kondraciuk na bialystokonline.pl:
https://www.bialystokonline.pl/poznaj-cztery-niesamowite-legendy-i-magiczne-stwory-podlasianie-tez-maja-swojego-smoka,artykul,139023,17,1.html

Inspiracja: Zofia Kondraciuk, „Poznaj cztery niesamowite legendy i magiczne stwory. Podlasianie też mają swojego smoka!” bialystokonline.pl

Anna Anchimowicz

O tym, co mieszkał w starej wierzbie
twarz na pniu drzewa, wizerunek oczu, nosa i ust z zębami_pixabay.com

Kultura ludowa Podlasia jest pełna wiary w zjawiska nadprzyrodzone, klątwy i siły nieczyste. To właśnie na ludowych wierzeniach demonicznych oparty był w minionych czasach świat zasad moralnych. 

Wierzenia te tłumaczyły również zjawiska zachodzące w przyrodzie oraz pełniły funkcję magiczno-religijną. Według ludowego przekonania siły nieczyste najczęściej można było spotkać na bezdrożach dróg, w opuszczonych domach, na cmentarzach i w zapadłych świątyniach. Często zamieszkiwały stare strychy i młyny. Znaleźć je można było w starych wierzbach, na mokradłach i w lasach. 

Diabeł w swych licznych wcieleniach pozostaje wciąż nieodłącznym elementem polskiej kultury ludowej. Nasze rodzime diabły były różne. Grube, chude, niskie, wysokie. Bywały zarośnięte lub łyse, zezowate lub garbate. Obowiązkowo musiały mieć rogi, ogon i zamiast stóp kopyta, a w ręku często widły. Wyglądały też przeróżnie. Przybierały postać zwierząt takie jak: czarne barany, psy, cielaki, konie, koguty lub postać eleganckiego młodzieńca, karczmarza, chłopa lub dworzanina. Diabły mogły też pozostawać niewidzialne.

Po przyjęciu chrześcijaństwa na Podlasiu, podobnie jak w pozostałych regionach Polski stworzono społeczność diabłów związanych z określonymi miejscowościami, miejscami lub obszarami. W legendach, bajkach i przekazach i przesądach podlaskich występują diabły o imieniu Brytan, Kłobuk, Wasyl, Kurejko, Wściekły, Kosiński, Tatar, Corter, Jaryniec, Kacper Barani Łeb, Kuba Kusy, Boruta Podlaski, Merdasiński, Miglanc oraz Miła, jedyna pani w tym towarzystwie.

Podlaski diabeł nazywany był czortem, biesem, złojem lub did’kiem. Wierzono, że w każdej okolicy Podlasia mieszka miejscowy diabeł. I tak np. na terenie Suraża spotkać można było diabła Mikutę, koło Choroszczy diabła Horodlaka, a w Tykocinie diabła Joca, a w okolicach Wigier mieszkał diabeł wigierski. Diabły podlaskie zajmowały się głównie psoceniem i straszeniem ludzi. Lubiły też sprowadzać ludzi na manowce, wciągać na bagna, gubić im drogę. Dobrze się czuły w ludzkim towarzystwie, toteż płatane przez nie figle były niegroźne takie jak: kwaśnienie mleka, rozsypane pierze po podwórzu, brak mleka u krowy. 

Znane są również diabły, które dawały się przechytrzyć, najczęściej przez cwanego, sprytnego chłopa. Z diabłami podlaskimi związane są również legendy humorystyczne związane np. z zaprzedaniem duszy:

„W Masiach jest taki gospodarz, co duszę zaprzedał; nieraz widziano, jak w nocy szedł w powietrzu słup jak pęk słomy, a „naprzećko” chaty jego rozsypały się iskry, bo to djabeł wszedł do izby przez komin. Gospodarz taki dobrze się zna ze „złym” i nieraz mu poczęstunek z jajecznicy szykuje; kiedy pewnego razu poczęstunek „złemu” się nie spodobał, ten spalił gospodarzowi chatę. Winien był temu parobek, który jajecznicę zjadł, a co innego położył na misę i w chlewku postawił (T 1103 „Diabeł i jajecznica”; Rumelówna 1902, s. 62-63).”*

Szukając informacji do niniejszego tekstu przeczytałam kilka legend, opowieści i podań o naszych lokalnych diabłach. Lektura ta dostarczyła mi kilka przemyśleń: „Czy wiara w istnienie diabła jest w XX wieku już tylko przeżytkiem”? oraz „Czy rzeczywiście lepiej jest dmuchać na zimne?”

Najbardziej spodobała mi się legenda „O siei i braciszku Barnabie – klasztornym kucharczyku”.

Braciszek Barnaba żył w czasach, kiedy to pustelnią wigierską zarządzał opat pochodzący z Włoch. Przeor bardzo lubił ryby. Jednak ryby pochodzące z jeziora Wigierskiego nie smakowały mu. Miał wielka ochotę na sieję z rodzinnych, włoskich jezior. Przez większość czasu oddawał się marzeniom o potrawach, jakie można wyczarować z siei. Fantazjami kulinarnymi zanudzał Barnabę, który miał w końcu już dość tych fantazyjnych mrzonek przeora. Pewnego dnia wykrzyknął: „Już bym diabłu duszę zaprzedał, żeby tylko sieję dla przeora zdobyć!” W tym momencie do klasztornej kuchni wleciał przez otwarte okno diabeł wigierski. Poprzysiągł Barnabie, że w zamian za jego duszę, w ciągu jednej nocy dostarczy mu sieję. Barnaba zgodził się na propozycję diabła. Zastrzegł przy tym, że ryba ma być dostarczona przed świtem. Miał bowiem nadzieję, że diabeł nie zdąży dostarczyć mu ryby zanim kur zapieje. Moc czartowska traciła swoją siłę właśnie przed porannym pianiem koguta. Z drugiej strony, pomyślał, że może być i tak, że diabeł zdąży przed czasem. Co wtedy zrobi? Jak będzie żył bez duszy? Wielce zmartwiony poszedł do przeora i wyznał mu swój grzech. Przeor bardzo się zasmucił wyznaniem Barnaby. Zaczął zastanawiać się, jak uratować duszę nieszczęsnego braciszka. Rozmyślając chodził po klasztornych korytarzach. W końcu wyszedł na wieżę klasztoru. Zobaczył, że prześwit już różowi niebo. Przez okienko wieży zauważył, że od Rosochatego Rodu nadlatuje wielkie, czarne straszydło. Zamarł z przerażenia. W pewnym momencie usłyszał szept: „W dzwony bij, przeorze”. Usłyszawszy to, złapał szybko za sznury i zaczął dzwonić. Diabeł usłyszał bicie dzwonów i pomyślał, że już dzwonią na jutrznię. Zaklął siarczyście, bowiem pomyślał, że utracił właśnie swoją moc. „Nie mam duszy Barnaby, niech on nie ma siei!” – zawołał i cisnął rybę w jezioro. Dusza Barnaby została uratowana. Wrzucona przez diabła do jeziora sieja rozmnożyła się w Wigrach i odtąd jest smakołykiem nie tylko zakonników.

Źródło:

*https://bajka.umk.pl/slownik/lista-hasel/haslo/?id=271

https://etnografiapolska.wordpress.com/2016/02/01/magia-podlasia/

http://licho-za-piecem.blogspot.com/p/blog-page_7137.html

http://encyklopediadziecinstwa.pl/index.php/Legendy_regionu_Podlasia

http://www.archiwumpowiat.suwalski.pl/legendy-106.htm#:~:text=O%20siei%20i,nie%20tylko%20zakonnik%C3%B3w.

Elżbieta Wierzbicka

Diabeł z odmętów Bugu
żółte oko diabła_pixabay.com

Juda, Postyj to podlaski diabeł co mieszka w odmętach Bugu. We wsiach Kodeń, Lebiedziew, Kukuryki i Gnojno ludzie opowiadają o osobliwym diabliku z ogonem pokrytym łuską, jak u ryby. Ogon ten pomaga chochlikowi pływać po Bugu i chować się w łozach, trzcinach, rosnących w wodzie.

Czasem też mówią na niego Łoziński, Trzciński, Rokicki. Stwór ukrywa się w roślinności wodnej i z tego bezpiecznego schronienia ludziom płata figle. Tutejsi mieszkańcy ostrzegają, że kiedy Bug ma „puszczać” na wiosnę, to nie wolno nad rzeką przeklinać, bo jak Juda to usłyszy to tak się zacznie śmiać i wtedy lód zacznie za szybko pękać, porobią się zatory i spowodują powódź!

Bies bawi się wtedy, wskakuje na największą krę i psoci. A to wodę wyleje na podwórko, kry nawrzuca na łąkę, jednemu gospodarzowi zabierze, drugiemu podrzuci.

Mówi się też że ten nadbużański czort jest patronem wszystkich grajków, a najbardziej lubi skrzypków. Jak któryś skrzypek mu się spodoba, to wchodzi mu „za ucho” i podpowiada jak on ma grać. Jak taki muzykant zagra, to dziewczynom nogi same rwą się do tańca. Kto chciałby grać z pomocą Judy musi nad Bug iść o północy, stanąć w miejscu gdzie najwięcej łozin i trzcin i krzyknąć: „Bądź łaskawy Judo, naucz grać biednego. Będę ci naganiał dusze do dnia ostatniego!”

Na podstawie: „Opowieści o diabłach podlaskich” W. Grąbczewski, L. Pełka
Wydawca: Muzeum Okręgowe – w 1996 r. Biblioteka Narodowa – Katalog Główny: ,,Opowieści o diabłach podlaskich”

Barbara Górnicka-Naszkiewicz

I po diable…
fioletowe oczy diabła, fot. pixabay.com

Diabły, strzygły i zmory 
Z dawnych podań potwory
Jeszcze i dziś dziadek opowiada
Jak straszna była to maszkarada

Lecz któż się ich lęka?
Któż pod kaplicą przyklęka?
Między bajki włożone historie
Utraciły już dawno trajektorię. 

Dziś nowe wojują duchy
Straszydła – zawieruchy 
Halloween i horror świętują triumfy
A lalki najdroższe włożone w trumny

Strach stał się kasową zabawą
Okrucieństwo okrywa się sławą 
Przez cały rok mamy karnawał 
A z diabła pozostał… nieśmieszny kawał!

Inspiracja: K. Maller, Głubczyckie legendy i podania ludowe, Głubczyce 2023.

Jadwiga Zgliszewska

Czarcie sztuczki w starym lustrze
Lustro Twardowskiego zdjęcie oryginału

Są miejscowości najbardziej znane z legend i przypowieści związanych z jakimś miejscem, wydarzeniem bądź przedmiotem, utrwalonym poprzez przekazywanie z pokolenia na pokolenie. Tak jest i w opisywanym przypadku. A dotyczy sławnego w całej Europie Lustra Mistrza Jana Twardowskiego, które znajduje się w Węgrowie. 

Moja opowieść jest nie tyle o samym diable, ile o jego… narzędziu? Sprzęcie mocy? Przede wszystkim zaś – o jego widomej, materialnej pozostałości, owianej ponurą tajemnicą, budzącą do dziś dreszczyk grozy. Jest to o tyle ciekawe, że obiekt ów sama miałam okazję oglądać co najmniej kilkadziesiąt razy! To słynne w szerokim świecie Lustro Twardowskiego, zawieszone na ścianie zakrystii w Bazylice Mniejszej pw. Wniebowzięcia NPM w Węgrowie – mojej wcześniejszej świątyni parafialnej, do której chodziłam przez 35 lat swego zamieszkiwania w tym miasteczku. I choć obecnie przynależy ono administracyjnie do województwa mazowieckiego, jednak historycznie jest to zachodnie Podlasie. Wszyscy węgrowianie uważają się zresztą za Podlasian. Stąd też domniemanego diabła ukazującego się rzekomo w tym lustrze uznałam za „kusego podlaskiego”. Węgrowianie są dumni ze swego rzadkiego zabytku, szczyciłam się nim tak samo i ja. Byłam kontenta mogąc wtrącić się w dialog jakiejś warszawskiej babci z wnukiem, toczony w autobusie, kiedy mijaliśmy kościół, w którym mieści się czarodziejskie zwierciadło. Pewnego razu napisałam nawet okazjonalny wiersz, którego fragment poniżej:

Tam, gdzie Liwca wody płyną
gród z przeszłości chlubnej słynie,
a wieść o nim w całej Polsce się roznosi.
W herbie trąby Radziwiłłów
obwieszczają, że nie minął
jeszcze miasta tego złoty wiek świetności.

W czele z dumną Bazyliką,
czworobokiem kamieniczek
opasany kontur Rynku Mariackiego.
Tu splatają się z legendą
mit i wróżba, co zaklęte
w czarodziejskim Lustrze Mistrza Twardowskiego.
[…]
Lustro Twardowskiego to renesansowe zwierciadło wykonane z kruchego metalu. Do naszych czasów zachowały się jego dwa okazy związane z legendą o Panu Twardowskim. Oba wykonano prawdopodobnie w Niemczech na początku XVI wieku. Ich przeznaczenie nie jest do końca jasne. Jak chce tradycja, miały być to przedmioty używane przez średniowiecznych i renesansowych alchemików do wykonywania różnych sztuk magicznych. Pierwsze zwierciadło przechowywane jest właśnie w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie. Trafiło tam na początku XVIII wieku za sprawą rodziny Krasińskich, która miała przekazać je jako votum na wyposażenie nowego domu zakonnego księży komunistów. Krasińscy byli właścicielami Węgrowa oraz jego hojnymi mecenasami. Lustro Twardowskiego to unikatowy zabytek, którego płytę odlano ze srebra, cynku, cyny i stopu innych metali. Otacza ją łacińska inskrypcja o treści: „Zabawiał się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuczki ukazując, ale obrócono to na służbę Bożą”. Liczne badania ostatecznie potwierdzają, że zabytek jest autentykiem.

Niejaki Twardowski istniał naprawdę, był Niemcem, a jego nazwisko zostało spolszczone. To chyba najsłynniejszy polski mag i czarnoksiężnik, a jego lustro samo o sobie twierdzi, że egzorcysta korzystał z niego do uprawiania czarów. Ze zwierciadłem związanych jest kilka legend. Jedna z nich mówi, że ksiądz spojrzawszy w lustro zobaczył diabła i rzucił w nie kluczami, stąd charakterystyczne nań pęknięcia. Jednak najbardziej znana i rozpowszechniona opowieść to ta związana z królem Zygmuntem Augustem, dla którego Twardowski miał wywołać ducha jego zmarłej żony Barbary Radziwiłłówny. Znany mag rzekomo doprowadził do zmaterializowania postaci Barbary przed obliczem króla. W specjalnie przygotowanej sieni naprzeciwko lustra postawił krzesło. Nakazał królowi, aby spoczął na nim i pod żadnym pozorem nie wstawał, bo może to przynieść wielkie nieszczęście. Król wzruszony widokiem młodo zmarłej żony, wstał i próbował ją objąć. W tej samej chwili zjawa rozpłynęła się, a lustro pękło. Niedługo po tym wydarzeniu zarówno król, jak i Pan Twardowski zmarli. I to właśnie tę legendę znają wszyscy węgrowianie. A o samej postaci Pana Twardowskiego dowiadują się już węgrowskie przedszkolaki. Z okazji jubileuszu istnienia miasta była wydana specjalna książeczka dla dzieci z opowiastkami o mistrzu Twardowskim i lustrze oraz innych jego przygodach. Warto wspomnieć, że pierwszy miejski z tak zwanych miękkich projektów na pozyskanie środków unijnych nosił nazwę „Pan Twardowski na kogucie” i – uzyskawszy wysoką kwotę dotacji – przyczynił się znacznie do rozwoju kulturalnego miasta. Od tamtej pory organizowane są widowiska wzorowane na legendach o Twardowskim, a nawet okazjonalne uroczyste pochody przebierańców – oczywiście na czele z Panem Twardowskim i Panią Twardowską w charakterystycznych dla epoki strojach. Ponadto ostatni przed moim wyjazdem z Węgrowa, oddany do użytku duży i nowoczesny obiekt handlowy, uzyskał nazwę Galeria Mistrza Jana. To wszystko świadczy o jednym – Lustro Twardowskiego wabi swoją tajemniczością, przyczyniając się do promocji miasta. A jego mieszkańcy nie pozwalają zaniknąć legendzie o czarnoksiężniku współdziałającym z nieczystymi mocami. 

Źródła:
1. Praca zbiorowa pod red. Arkadiusza Kołodziejczyka i Tadeusza Swata, Węgrów. Dzieje miasta i okolic w latach 1441 – 1944, Towarzystwo Miłośników Ziemi Węgrowskiej, Węgrów 1991
2. Mariusz Karpowicz, Cuda Węgrowa, Wydawca Miasto Węgrów 2009
3. Lustro Twardowskiego – Wikipedia, wolna encyklopedia

Eugeniusz Regliński
Droga do piekła

Hybryda człowieka i barana siedzi na wykrzywionym drzewie. Gra na fletni Pana. Obok unoszący się sznur kieliszków_fot.pixabay.com

Wydarzyło się to w pewnej podlaskiej mieścinie zwanej Kolno. Nad rzeczką Łabnianką, dokładnie 52 lata, 6 miesięcy i 11 dni wstecz, spotkałem piękne dziewczę. Uczucie wybuchło niczym gwałtowna, letnia burza. Zapatrzeni byliśmy w siebie i nie widzieliśmy świata poza sobą. Sielanka by trwała gdyby nie fakt, że po studiach trzeba było założyć kamasze i wprawiać się w sztuce wojennej. Oboje rozpaczaliśmy. Minął rok, zaczął się kolejny, dziewczyna roni łzy do Łabnianki. W tym momencie pojawia się Rokita. Zamieszkiwał w dziupli pewnej starej, rosochatej wierzby rosnącej nad rzeczką. Diabeł obiecał dziewczynie zwrócić ukochanego pod pewnymi warunkami:

1. Dziewczyna da się dobrowolnie żywcem sprowadzić do piekła.
2. Ja dochowam jej wierności bez względu na wszystko i nie zatrzymam się w drodze do niej ani na chwilę.

Krwią podpisała cyrograf. Wkrótce potem wróciłem z woja i od kumpli dowiedziałem się o wydarzeniach podczas mojej długiej nieobecności. Błyskawicznie udałem się do wspomnianej wcześniej dziupli i pogrążyłem się w jej ciemnościach. Nie ukrywam, że będąc młody i mocno wyposzczony bardzo pragnąłem mojej ukochanej. W piekielnych włościach najpierw spotkałem ponętne i chętne dziewoje. Nie dałem się skusić. W kolejnym pomieszczeniu czekały góry najrozmaitszego bogactwa. Sam biedny jak mysz kościelna nawet kroku nie zwolniłem. Kolejną pokusą była komnata pełna wykwintnego jedzenia. Co prawda kiszki marsza grały, ale nic nie mogło mnie powstrzymać w drodze do celu. Ostatnim sposobem na złamanie mnie była wizyta w sali, gdzie urzędowali hazardziści i kusiły używki – alkohole i papierosy. Mimo wielkiej namiętności do takich przyjemności, nie dałem się złamać. W ostatnim pomieszczeniu był tylko stół i dwa krzesła. Jedno zajęte przez starca z siwą, spływającą do ziemi brodą. Zaimponowałem mu swoją postawą, ale miał jeszcze jedną, niewyobrażalną dla mnie pokusę. Zaproponował mi nieśmiertelność i władzę nad ludźmi. Na pewno domyślacie się mojej reakcji. Dokładnie 2 lata po ujrzeniu ukochanej odbyło się huczne weselisko. Co prawda czasami zabawiałem się z kumplami pykając fajkę i popijając wiadome napoje. Po powrocie do domu strugała mi kołki na głowie, ale nigdy nie zapomnę tych cudownych 50 lat i 9 dni wspólnej egzystencji. Zanim znalazła się po drugiej stronie tęczy.

źródło: „Legendy Podlasia” Tomasz Lippoman, Instytut Wydawniczy Kreator, Białystok 2008.

Elżbieta Urban

haiku 

kto zbuduje most
układ z diabłem trwa
wierzyć, nie wierzyć

Maria Beręsewicz

Wstąpili do piekieł

Na jednej z wypraw zorganizowanych przez PTTK w Białymstoku do Biebrzańskiego Parku Narodowego, usłyszałam legendę o diable Rokicie. Opowiedziała ją nam przewodniczka turystyczna przy wieczornym ognisku na stanicy kajakowej w Strękowej Górze.

Historia zaczyna się tak. Nad brzegiem jeziora Niklerz, powstałego ze starego zarzecza rzeki Narew, w pobliżu wioski Zajki rosła stara, rosochata wierzba, z wielką dziuplą w środku. Była ona tak duża, że mógł się w niej zmieścić nawet potężny chłop.

Według legend przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez mieszkańców okolicznych wiosek pomieszkiwał w niej diabeł Rokita. Dziupla służyła mu nie tylko do chowania zdobytych skarbów, ale było w niej również tajemne wejście do piekła. 

Przekonał się o tym pewien młody mieszkaniec wioski Zajki, o imieniu Mateusz. Pewnej gorącej, czerwcowej nocy, w poświacie pełni księżyca zobaczył kąpiącą się nago w jeziorze piękną dziewczynę. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Wkrótce okazało się, że również z wzajemnością. Kochankowie często spotykali się i spędzali noc nad jeziorem. 

Ich szczęście nie trwało długo gdyż młodzieńca powołano do wojska i wyruszył razem z kompanami na wojnę. Dziewczyna, o imieniu Kasia, bardzo tęskniła za Mateuszem, płakała i łzy do Narwi roniła. Nie było go dwa lata. Zobaczył ją Rokita i zaczął namawiać aby podpisała przygotowany cyrograf. Obiecywał w nim, że zwróci jej kochanka pod trzema warunkami: Kasia żywcem da się do piekła sprowadzić,
Mateusz dochowa jej wierności i w drodze do niej się nie zatrzyma.

Zakochana dziewczyna zgodziła się na wszystko, podpisała cyrograf krwią z palca serdecznego i wstąpiła za diabłem w przerażającą czeluść.

Nie minęły dwie niedziele, gdy rycerz z wojny powrócił. Dowiedziawszy się od swoich braci jak się sprawy mają, do dziupli za Kasią podążył, aby wyrwać ją ze szponów diabła Rokity.

W pierwszej komnacie do której trafił zastał piękne, nagie dziewczyny, okryte tylko woalem. Zobaczywszy pięknego młodzieńca zaczęły go kusić swoimi wdziękami. Ale on mimo, że był wyposzczony po wojnie nawet nie spojrzał na nie.

W drugiej sali ujrzał szkatuły pełne szlachetnych kamieni: rubinów, brylantów, szafirów. Obok stały beczki pełne złotych monet. Bogactwo mieniło się wszystkimi kolorami tęczy i iskrzyło się w świetle świec. Mateusz tu też się nie zatrzymał, chociaż jego trzos był pusty.

W kolejnej komnacie zastał stoły suto zastawione wykwintnym jadłem, jakie podawano tylko na królewskie i magnackie stoły. Chociaż kiszki grały mu marsza, a zapachy nos drażniły nie zwolnił kroku.

W następnej sali zastał rozbawione towarzystwo, grające w karty, popijające rozmaite trunki, palący cygara. I tej pokusie się oparł, choć była w nim wielka namiętność do gry i węgrzyna.

W ostatniej komnacie czekał na niego starzec z długą białą brodą, sięgającą podłogi. Najpierw wyraził swój podziw, że oparł się on wszelkim ludzkim pokusom, a w nagrodę zaproponował mu nieśmiertelność i władzę nad ludźmi.

Jednak i z tej propozycji Mateusz nie skorzystał. Zażądał wydania swojej ukochanej Kasi i razem szybko opuścili przepastne korytarze piekła. Gdy wyszli z dziupli rosochatej wierzby przywitał ich piękny słoneczny dzień. Ptaki cudnie śpiewały, a łąki usłane były kolorowymi kwiatami. Objęci pobiegli do wsi. Wkrótce odbyło się huczne wesele. Żyli długo i szczęśliwie, doczekawszy się licznego potomstwa. 

Inspiracją do tej opowieści była jedna z legend zawarta w książce Tomasza Lippomana – „Legendy Podlasia”, wydanej przez Instytut Wydawniczy Kreator 2008. Regionalne legendy są ulubioną lekturą naszej przewodniczki PTTK i z każdej wyprawy turystycznej przywozi książki o tej tematyce.

Jolanta Maria Dzienis

Diabełek knyszyński
twarz diabełka wyłaniająca się z pnia drzewa, fot. pixabay.com

Na Puszczy Knyszyńskiej skraju
W zakątku od lat zapomnianym
Przy traktów niknących rozstaju
Dojrzysz ślad dziwnej polany

Po brzegach zarosła świerkami
Jałowcem i brzozą srebrzystą
Półkolem, pomiędzy drzewami
Potokiem obmyta przejrzystym

Pośrodku dąb stary uschnięty
Z dziuplą ukrytą przy ziemi
Ukrywa ślad starej legendy
Po której zostało wspomnienie

Diabełek żył tutaj przed laty
Puszczańskie licho przekorne
Psikusy wędrowcom płatał
Gdy zorze nastały wieczorne

To zdmuchnął płomień latarki
To huknął tuż za plecami
Tak że ziąb złego i ciarki
Podróżnik pamiętał latami

Aż przyszła wojna światowa
Ta druga straszna i ciemna
Diabełek w ostępach się schował
Zniknęła z nim wiedza tajemna.

Gdzie dzisiaj jest nikt tego nie wie
Nie wrócił na swe stare śmieci
Ślad dziupli pozostał na  drzewie
I bajdy wieczorne dla dzieci

Na podstawie opowiadania gajowego z leśniczówki Stanek z roku 1980
______________________________________

Cykl „Diabły z Podlasia i nie tylko – w legendach, wierszach i opowiadaniach” opracowała:

Bożena Bednarek
Podlaska Redakcja Seniora Białystok