Tytuł znanej od 1988 roku piosenki, wykonywanej przez Bobbiego McFerrina stał się popularnym powiedzeniem używanym, kiedy chcemy kogoś pocieszyć, wesprzeć na duchu. Nie zawsze jednak, potrafimy zapanować nad swoimi zmartwieniami. Kiedy powiemy, że jesteśmy szczęśliwi?

Zachodzące słońce, fot.Teresa Rafałowska

Wiemy, że trzeba pozytywnie myśleć, bo złe myśli przyciągają przykre wydarzenia. Nasze zdrowie nie tylko psychiczne, zależy w dużej mierze od naszego nastawienia do świata, osób, które spotykamy na swojej życiowej drodze. Jeszcze inni uważają, że złe myśli kodują się szybciej w naszej podświadomości i dlatego musimy je kontrolować. Uważam, że w tych rozważaniach jest wiele prawdy. Mówi się „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, ale to zło musimy przegonić jak najdalej od siebie. Na pewno nie możemy się pogrążać w smutku, kiedy dopadają nas tylko złe zdarzenia. Zawsze mój tata do mnie mówił „Myśl pozytywnie a będzie dobrze”. Tą wskazówką kierowałam się i nadal to robię w swoim życiu. 

Teraz muszę odpowiedzieć na pytanie zawarte na początku moich rozmyślań dotyczących szczęścia, które nie zależy tylko od nas. Na to pojęcie wpływa środowisko, w którym żyjemy, a przede wszystkim ludzie, którzy nas otaczają, czyli rodzina, znajomi, przyjaciele. 

Tak się stało w moim życiu, że zostałam sama. Mąż zmarł a córka mieszka bardzo daleko ode mnie. Widzimy się rzadko. Mamy domy a w nich zwierzęta, których nie możemy zostawić. Mam nadzieję, że kiedy wnuki będą starsze, to będą do mnie przyjeżdżać. 

Kiedy mieszkałam w centrum Białegostoku, chodziłam na różne uroczystości, imprezy organizowane dla mieszkańców. Mąż mi nie towarzyszył, bo tkwił przed telewizorem i oglądał programy sportowe. Często sama więc wracałam nocą do domu. Teraz kiedy mieszkam na obrzeżach miasta, nikt mnie „nie wygoni” wieczorem z domu. Musiałabym jechać samochodem, ale jest problem z parkowaniem. Nie stronię jednak od ludzi. Biorę udział w spotkaniach, uroczystościach. 

Zaprzyjaźniłam się – przynajmniej tak mi się wydawało – z miłą osobą. Z jednej i drugiej strony były osobiste zwierzenia o problemach, radościach. Można było do siebie napisać czy porozmawiać. Po smutnych sprawach były żarty, wygłupy. 

Były i się skończyły. Trzykrotnie w ciągu miesiąca osoba ta „znikała”. Twierdziła, że jej telefon miał problem z zasięgiem, co oczywiście było kłamstwem. Nie wnikałam w to jakie były tego powody. Osoba ta nie zdawała sobie sprawy, że podczas tych milczących dni bardzo się martwiłam. Oczywiście brałam pod uwagę najgorsze scenariusze. 

Pod koniec sierpnia przydarzyła mi się przykra niespodzianka – nagły brak wody w kranie. Na moim osiedlu tylko niewielka ilość mieszkańców korzysta z dobrodziejstw kanalizacji, ma doprowadzony gaz, asfaltową ulicę z chodnikami. Większość cieszyć się może tylko oświetleniem ulicznym, które zafundowało nam miasto. Brak wody to dla mnie katastrofa. Trzęsłam się nie mogąc powstrzymać swoich emocji. Zaczęłam od sprawdzenia pompy w studni głębinowej. Jeśli pracuje, to usłyszę jakiś dźwięk. Podniosłam ciężką metalową klapę, ale niestety było cicho. Zadzwoniłam do hydraulika, który poinformował mnie, że wymieni pompę za osiem dni. I tak zrobił. Wodę kupowałam w sklepie. Zamykając klapę przycięłam palec prawej dłoni. Ból niesamowity. Pojechałam do lekarza pierwszego kontaktu i dostałam skierowanie do ortopedy. Niestety wizyta mimo bolącego palca, byłaby dopiero w listopadzie. Otrzymałam drugie skierowanie „na pilne” i zostałam zarejestrowana na 14 września. Ból i przykurcz palca były przygnębiające. RTG wykazało, że mam zerwane ścięgno prostownika. Dostałam a właściwie kupiłam ortezę, którą muszę nosić przez trzy miesiące. Teraz byłam na kontrolnym badaniu u ortopedy. Jest poprawa, ale do 15 grudnia aparacik zostanie na palcu. 

Kiedy ten wypadek zdarzył mi się 30 sierpnia, usiłowałam się dodzwonić do bliskiej mi osoby. Niestety telefon znów był wyciszony i nie było dostępu. Wzburzona – co zdarza mi się bardzo rzadko – następnego dnia napisałam, że zrywam z tą osobą wszystkie kontakty. Potem żałowałam, ale wtedy, kiedy to zrobiłam cierpiałam z powodu bólu i braku wody w kranie. 

Od tej pory nasze telefony są głuche. Przyjaźń się skończyła. Zastanawiam się jak zachowamy się, kiedy dojdzie do przypadkowego spotkania, czy uśmiechniemy się do siebie, czy odwrócimy głowy w przeciwną stronę. 

Te smutne wydarzenia i zerwanie przyjaźni negatywnie wpłynęły na moją psychikę. Mogłam o sobie pomyśleć, że jestem osobą nieszczęśliwą. Staram się jednak zapomnieć o tym co było i mówić „Wszystko będzie dobrze”. Próbuję być szczęśliwa, bo spotykam się z życzliwymi dla mnie ludźmi.
Moje emocje są też odzwierciedleniem typu muzyki, jaką słucham. Ostatnio w samochodzie nie rozstaję się płytą CD z piosenkami Edyty Geppert. Jest tam piękny utwór „Zamiast”.

Przytoczę fragment tekstu tej piosenki:

Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję że
Że chyba wiesz co robisz Boże 

To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę westchnę cóż
To wszystko było chyba zamiast. 

zdjęcia: Teresa Rafałowska i pixabay.com

Teresa Rafałowska
Podlaska Redakcja seniora Białystok