Przebywając gościnnie w parafii swojego dzieciństwa, odwiedzam tutejszą świątynię. Wychodząc z kościoła kątem oka dostrzegam w gablotce fotografie w sepii. Zbliżam się i dostrzegam znajome twarze, tylko… młodsze o całe lata świetlne! Ale oto kościelny podchodzi, by pozamykać drzwi. Wyciągam komórkę i prawie na oślep pstrykam zdjęcia. Czas na dokładne przyjrzenie się im przyjdzie później.

zboże, pole – fot. pixabay

Goszczę akurat na wsi, gdzie jest już w zasadzie po żniwach, które obecnie wyglądają całkiem inaczej. Postęp sprawił, że trwają dziś one niewiele dni. Na polach już pustka, pozostały tylko kukurydza i okopowe. Zboża zżęte. Choć nie trafiają one teraz do stodół, to koniec zbiórki akcentuje się wciąż jeszcze uroczystością święta plonów. W parafiach i większości gmin wiejskich organizowane są dożynki. Tutaj też będą one niebawem. Święto dziś wygląda trochę inaczej, ale wciąż jest poświęceniem wieńców wykonanych ze zbóż, kwiatów i ziół. Stare fotki z kościelnej gabloty przedstawiają dożynki parafialne sprzed blisko sześciu dziesięcioleci. Wybieram tę, która przedstawia gospodarzy z mojej wsi. Z wieńcem i obecnymi na tej mszy mieszkańcami, od dzieci aż po staruszków.

Razem z siostrą i braćmi przez kilka dni analizujemy fotografię. Ustalamy rok wykonania, rozpoznajemy ludzi. Doskonała okazja do wspomnień, odświeżenia pamięci oraz integracji wokół wydarzenia, które jest nam bliskie. Trochę się przekrzykujemy i strofujemy, bo nie zawsze się ze sobą zgadzamy. Jednak po jakimś czasie dochodzimy do konsensusu.

Fotografia jest najprawdopodobniej z 1964 roku. Proboszczem naszej parafii w Łubinie Kościelnym był wówczas ks. Władysław Wierzbicki. Nazywaliśmy go „starym księdzem” w odróżnieniu od „młodego”, którym był wikariusz Kazimierz Olszewski. Nasz wioskowy wieniec niosły w tym roku młode mężatki, ubrane w białe bluzki i ciemne (zapewne czarne) spódnice. Z przodu od lewej nasza ciocia Marysia, po prawej – jej bratowa, pani Józefa, która żyje do dziś, a jest już po dziewięćdziesiątce. Z tyłu za nią, też żyjąca jeszcze, osiemdziesięciopięciolatka Halina, nasza sąsiadka. Niestety, czwarta pani od wieńca nie jest widoczna na fotografii. 

Najpierw, co oczywiste, oczy wychwytują najbliższych. Tak się składa, że dobrze widoczna jest postać babci Olesi, która stoi pierwsza od prawej strony, a tuż dalej – po jej prawicy – pierworodny Czesław, nasz tata. Tatuś jest na zdjęciu w garniturze wyraźnie jaśniejszym od pozostałych mężczyzn, co wyróżnia go z tłumu. Zawdzięczać to trzeba paczkom od kuzynki z Ameryki, która przysyłała rzeczy, jakich nie miał naówczas nikt w całej parafii. 

Kolejny fragment zdjęcia, frapujący nas w sposób szczególny, to pierwszy plan, na którym znajdują się wszystkie obecne na tej uroczystości dzieci. Oczywiście, zacznę od braciszka Andrzeja, naówczas czterolatka, który czarną czuprynką wyróżnia się na tle gromadki. Klęczy w pierwszym rzędzie wraz z innymi chłopaczkami. Domyślamy się, że to jego rówieśnicy i koledzy z sąsiednich roczników – Zbyszek, Heniek i Krzysiek. Tuż za nimi są dziewczynki, nasze najlepsze wtedy koleżanki – Anka i Irka, siostry sąsiadki z naprzeciwka oraz Danusia, wiodąca we wsi prym w ładnych ubiorach. Nieco dalej, po prawej, kilka lat starsi od nas: Teresa, Jadzia, Edek, Antek i Ziutek. Aż trudno uwierzyć, że wszystkie te, najmłodsze nawet, dzieci są dzisiaj seniorami, a kilkoro już nie żyje…

Mnie i siostry nie ma na zdjęciu. Snujemy domysły, dlaczego. Przecież skoro pojechali furmanką, na co wskazuje obecność babci, taty i brata, to miejsce dla nas było. Najprawdopodobniej zostałyśmy w domu, by jako dwie siedmiolatki pomagać mamie. Jej obowiązkiem było zrobić południowy obrządek, przeczepić i napoić krowę oraz ugotować obiad dla sporej gromadki. A w kołysce był niespełna półroczny braciszek Jasio oraz dwulatek Józek. To ich musiałyśmy dopilnować, kołysać i bawić.

Pośrodku, nad głowami zebranych, góruje dożynkowy wieniec. Jego kształt zapamiętałam, gdyż jako dzieci pałętałyśmy się przy wyplatających wianek gospodyniach. Bo druciana kanwa od lat była ta sama, tylko każdego roku okręcana nowym zbożem i zdobiona takimi kwiatkami, jakie zakwitły w miejscowych ogródkach. Były to głównie georginie i astry. Pośrodku umieszczono gipsową figurkę Matki Boskiej. Całość w kłosach zbóż i kwiatów. Szczególnie zapamiętałam ten rok, kiedy odbywały się akurat igrzyska olimpijskie. Wtedy my, dzieci, biegałyśmy pomiędzy miejscem, w którym wyplatano wieniec a pokojem telewizyjnym gospodarzy, gdzie trwała transmisja z meczu drużynowego we florecie, a polska ekipa wywalczyła złoty medal. Silne emocje splotły ze sobą i utrwaliły na zawsze w dziecięcej pamięci te dwa jednocześnie odbywające się wydarzenia.

Rozpoznaliśmy wszystkie osoby z fotografii. Spośród starszych dziś żyją tylko bardzo nieliczne. Większość odeszła w ciągu minionych lat. A my mamy wspaniałą okazję do wspomnień i wzruszeń. Zwłaszcza, że to akurat pora dożynek. Zawsze przypominać będą rodzinną wieś, prace w polu, żniwa oraz radość ze święta plonów.

zdjęcie archiwalne z parafii Łubin Kościelny

Jadwiga Zgliszewska

Podlaska Redakcja Seniora Białystok