POWIEŚĆ DWUDZIESTA PIĄTA – EMERYT I FOKA

Emeryt Protazy wracał czasami w myślach do okresu dzieciństwa i różnych wydarzeń, które mu jeszcze pozostały w pamięci. Jednym z nich była wizyta w cyrku. Po latach postanowił odnowić te wspomnienia i, już nie jako dziecko, ale emeryt, ponowić tę wizytę.
Szczęśliwym trafem Protazy natknął się na plakat informujący o przyjeździe znanego cyrku
i pobycie w mieście przez następny tydzień. Fakt ten był niewątpliwie okolicznością sprzyjającą realizacji planu emeryta. z plakatu Protazy odczytał informacje o lokalizacji cyrku, zakupie biletów i godzinach występów.

Niezwłocznie podjął działania zmierzające do sfinalizowania swego zamiaru. Udał się do kasy cyrku i kupił bilet, a już nazajutrz rozpoczął przygotowania do wzięcia udziału (oczywiście jako widz) w cyrkowym przedstawieniu.
Jak zawsze przygotował swój reprezentacyjny strój: trzydziestoletni garnitur, który po gruntownym wietrzeniu nie wydzielał już woni naftaliny, różową koszulę i niebieski krawat w zielone grochy po odświeżeniu go w pralni.
Włożył bilet do kieszeni marynarki i wyszedł z domu w kierunku miejsca, w którym rozłożył się cyrk. z daleka zobaczył ogromny namiot cyrkowy, którego widok ożywił w Protazym wspomnienia z dzieciństwa.

Emeryt pokazał bilet przy wejściu i wszedł na widownię. Przyszedł dość wcześnie, więc trybuny były prawie puste. Zajął swoje miejsce i cierpliwie czekał na rozpoczęcie spektaklu. Żeby lepiej obserwować przedstawienie, poprosił o miejsce w pierwszym rzędzie tuż przy arenie. Po upływie pół godziny zaczęli masowo napływać widzowie. Większość z nich stanowili rodzice z dziećmi ubrani w swobodne, nie krępujące ruchów stroje. Tym większe więc zdziwienie wywołał wśród nich wygląd emeryta w wiekowym garniturze i różowej koszuli, na tle której wyróżniał się niebieski krawat w zielone grochy. Barwność stroju Protazego skłoniła nawet siedzącego obok pewnego ośmiolatka do zadania pytania, czy emeryt będzie może występował jako klaun. Protazy był zaskoczony tym pytaniem, ale nie zdążył nawet powiedzieć słowa, bo siedzący obok ojciec zbeształ swą zbyt śmiałą latorośl za zadawanie głupich pytań poważnym osobom. Trzeba przyznać jednak, że ojciec ten z trudem ukrywał swoje rozbawienie spowodowane barwnym ubiorem Protazego.

Po paru minutach światła przygasły, orkiestra zaczęła grać, a na środku areny ukazał się dyrektor cyrku, który przywitał widownię i przedstawił krótko program występów.
Zaczęło się od zabawnych scenek granych przez dwóch klaunów.
Niesforny ośmiolatek znów zapytał Protazego, czy to przypadkiem nie są jego koledzy, ale ojciec jego ponownie wykazał czujność, karcąc syna i wybawiając w ten sposób Protazego od kłopotliwej rozmowy.
Następnym punktem programu były popisy gimnastyczne na trapezie. Ośmiolatek znów nie dawał Protazemu spokoju:
– Pan to by pewnie tak wysoko nie wszedł, a już na huśtanie się pod dachem to na pewno pan by się nie odważył.
Protazy milczał nadal, coraz bardziej nerwowo zagryzając wargi. Ojciec ponownie przerwał te zaczepki:
– Jeśli nie przestaniesz zaczepiać tego pana, to natychmiast wracamy do domu.
Ośmiolatek w obliczu zagrożenia przerwaniem udziału w spektaklu uspokoił się nieco i już nie zadawał dalszych pytań. Nie na długo jednak.

Kolejnym punktem programu była tresura słoni. Ośmiolatek znów nie mógł powstrzymać się od zaczepek pod adresem Protazego:
– Pan to pewnie by się nie wdrapał na takiego wielkiego słonia. Gdyby ten krawat zaczepił się o jego kły, to mógłby się pan jeszcze udusić.
– Jasiu – zamruczał groźnie ojciec – co ja ci mówiłem ? Czy naprawdę chcesz, żebyśmy zaraz wyszli ?
Chłopiec zmieszał się trochę, bo przypomniał sobie, że ojciec groził mu wyjściem z cyrku. Znów więc zamilkł, nie czekając na komentarz Protazego, który zresztą nie był wcale skłonny do nawiązywania dialogu z ośmiolatkiem. Przyszedł przecież po to, by podziwiać wyczyny artystów cyrkowych, a nie prowadzić dyskusje z dziećmi.

Po występie słoni nastąpił kolejny punkt programu.
Na arenie pojawił się treser, a za nim wypełzły wdzięcznie cztery dorodne foki z błyszczącymi czarnymi ciałami. Na początek zaczęły podbijać nosami duże kolorowe, plażowe piłki.
W pewnym momencie jedna z fok podrzuciła piłkę nieco wyżej niż inne foki. Piłka zatoczyła długi łuk i zaczęła spadać tuż przy brzegu areny. Foka podążała za nią, chcąc ją odbić po raz kolejny.
W tej samej chwili jej małe czarne oczka dostrzegły na widowni Protazego. Nikt z tam obecnych z pewnością nie znał przyczyny, która sprawiła, że foka momentalnie znieruchomiała. Nie zważała już na piłkę, która spadła na piaszczystą powierzchnię areny, Utkwiła swój wzrok w Protazym, po czym energicznie zaczęła pełzać ku niemu. Pokonała niewielką barierką oddzielającą arenę od widowni i wylądowała na kolanach Protazego. Podniosła swą łysą głowę do góry i zbliżyła nos do twarzy emeryta, jakby chciała go pocałować. Protazy, czując niemałe obciążenie ciałem foki, zesztywniał cały z wrażenia. Foka przygniotła mu ręce, więc nawet nie mógł ochraniać twarzy przed prowokującym zachowaniem zwierzęcia. Poczuł tylko jej szybki oddech i muskanie foczych wąsów po nosie powodujące narastającą potrzebę kichnięcia, Nie wiedział, co popchnęło fokę do tak nieoczekiwanych pieszczot. Zarówno on, jak i foka nigdy przedtem się nie widzieli. a może barwność stroju emeryta zachęciła fokę do bliższej znajomości ?

Przerażony treser zaczął wykrzykiwać różne tajemne polecenia, ale foka ani myślała go słuchać. Zawisła na ciele zaskoczonego Protazego i tak tkwiła, obwąchując intensywnie zwilgotniałą ze strachu twarz emeryta.
Ten incydent nie uszedł oczywiście uwagi widowni. Wszyscy skierowali wzrok w jeden punkt, w którym miała miejsce scena zbratania człowieka z foką. Jedni uśmiechali się rozbawieni tą sytuacją. Inni z przerażeniem patrzyli na biednego emeryta przyduszonego okazałym foczym ciałem. Jeszcze inni w panicznym odruchu zaczęli krzyczeć.

Wobec tej nieplanowanej sytuacji przedstawienie wstrzymano. Zza kotary wybiegło kilku pomocników, którzy próbowali odciągnąć fokę zafascynowaną Protazym. Nie było to łatwe, bo po śliskim ciele foki ręce ich co chwila się ześlizgiwały. Foka też nie bardzo mogła sama się wycofać z tej nietypowej pozycji, bo zakleszczyła się pomiędzy Protazym a barierką.
Akcja trwała dobre piętnaście minut ku uciesze i przerażeniu widowni. Niektórzy byli nawet gotowi twierdzić, że to był z góry ustalony punkt programu.
Ośmiolatek, który zachowywał zimną krew, powiedział do Protazego:
– A jednak od razu wiedziałem, że pracuje pan w cyrku.

Protazy nie słyszał jednak tych słów, gdyż miał przed sobą czarny wąsaty pysk foki przysłaniający mu jakikolwiek widok, nie mówiąc już o reagowaniu na jakiekolwiek rozmowy.
Po około dwudziestu minutach z udziałem dodatkowych posiłków udało się wreszcie usunąć fokę z kolan emeryta i odciągnąć ja z powrotem na arenę. Zwierzę nie wykazywało jednak zadowolenia z tego powodu, bo wydawało z siebie groźne pomruki.

Po całym zamieszaniu przedstawienie zakończono. Widzowie gromadnie opuszczali trybuny, a Protazy sponiewierany przez fokę długo jeszcze tkwił na swym siedzeniu, usiłując wyrównać oddech. Oczywiście, przyszedł od niego dyrektor cyrku i treser.
Przepraszali za zachowanie foki, ale Protazy z wrażenia prawie nie słyszał ich słów.
Wyszeptał tylko:
– W porządku, nic się nie stało,
Jako człowiek ugodowy, który nie chciał się narażać innym i unikający zgłaszania jakichkolwiek roszczeń powrócił wolnym krokiem do domu, czując jeszcze w kolanach skutki nieoczekiwanego spotkania z foką.

Andrzej Wróblewski