OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA DRUGA – EMERYT I KATEDRA

Emeryt Protazy, jako człowiek konserwatywny, nie lubił nowoczesnej muzyki. Używał nawet takiego powiedzenia: „popy, rapy, rock’i i inne wywłoki”, które było wyrazem jego oceny lżejszych gatunków muzyki. Gdy tylko usłyszał nowoczesne utwory w telewizji, natychmiast przełączał na inny kanał. Zdecydowanie wolał formy klasyczne.

Niebawem nadarzyła się okazja dla Protazego, aby posmakować ulubionej muzyki na żywo. Pewnego dnia, idąc ulicą, zobaczył plakat reklamowy informujący, że w miejscowej katedrze za dwa dni odbędzie się koncert muzyki barokowej. Protazy, mimo że niechętnie opuszczał swoje mieszkanie, uznał, że z takiej okazji warto jednak zrobić wyjątek. Jak zawsze, przywdział swój tradycyjny strój wyjściowy, czyli trzydziestoletni garnitur, różową koszulę i niebieski krawat w zielone grochy.

Dodatkową atrakcję stanowił fakt, iż tego samego dnia przy katedrze sprzedawano okolicznościowe pamiątki związane z koncertem.

Protazy przybył już na pół godziny przed ustaloną godziną. Okazało się, że przed nim przyszło tu wiele osób, które uszczupliły znacznie zasoby pamiątek. Protazemu pozostały tylko dwa artykuły: słoik dżemu morelowego z okazyjną etykietką i małe baloniki zakończone ustnikiem, w którym znajdowała się piszczałka. Protazy chciał mieć jakieś wspomnienie z tego wydarzenia, wysupłał więc ze swej emerytalnej kieszeni trochę grosza na zakup obydwu artykułów. Zresztą dżem morelowy był jedną z jego ulubionych potraw. Mógł więc połączyć przyjemne z pożytecznym. Zaopatrzony w gadżety upamiętniające koncert Protazy wszedł do katedry, niosąc w ręku plastikową torebkę reklamową ze słoikiem dżemu i z balonikiem. Jako człowiek skromny i nie lubiący rzucać się w oczy, zajął miejsce w bocznej nawie, w zacienionym miejscu tuż przy kolumnie.

Do koncertu pozostawało około piętnastu minut. Protazego zżerała jednak ciekawość. Nie dawał mu zwłaszcza spokoju tajemniczy balonik. Protazy postawił reklamówkę na ławce i wyjął z niej przedmiot swojego zainteresowania. Obejrzał dokładnie balonik i zobaczył na nim nadruk upamiętniający koncert. Przeczytał go dokładnie, ale potem dostrzegł ustnik, który go bardzo zaciekawił. Chciał spróbować, jak ten ustnik pasuje mu do ust.
W pewnym momencie odruchowo dmuchnął nieco mocniej i nagle z balonika wydostał się piskliwy dźwięk piszczałki. Ponieważ w katedrze panowała absolutna cisza, wszyscy gwałtownie odwrócili się w stronę Protazego. W pierwszej chwili myśleli, że rozpoczął się już koncert, ale dźwięk piszczałki Protazego raczej nie przypominał dźwięku organów.

Protazy wpadł w panikę. Na twarzy zrobił się czerwony i nerwowo się poruszył. Pech chciał, że jednocześnie potrącił reklamówkę, która z hukiem wylądowała na kamiennej posadzce katedry. Protazy oczami wyobraźni widział roztrzaskany słoik z morelowym dżemem zmieszanym z kawałkami szkła. Chwycił czym prędzej reklamówkę w rękę i w pośpiechu wyszedł z katedry. Na szczęście, jako mimowolny sprawca katedralnego skandalu, wyszedł z opresji bez szwanku. Poza tym dżem nie wylał się na posadzkę, co stanowiło swoiste szczęście w nieszczęściu.

Po powrocie do domu zaczął oceniać wyniki swojej wyprawy do katedry. Niestety, po stronie strat musiał zapisać nieszczęsną reklamówkę z pechowym słoikiem, a raczej jego szklanymi okruchami zmieszanymi z ulubionym dżemem morelowym. Tym razem emeryt musiał obejść się smakiem. Na szczęście pozostał mu okolicznościowy balonik z ustnikiem uzbrojonym w piszczałkę, z której mocy biedny Protazy nie zdawał sobie sprawy.

Na następną okazję posłuchania muzyki barokowej będzie musiał, niestety, trochę poczekać.

Andrzej Wróblewski