OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA DRUGA – EMERYT I KRĘGLE

Wydawało się, że emeryt Protazy, jako osoba konserwatywna, przyzwyczajona do tych samych codziennych czynności, z niechęcią odnosił się do wydarzeń, które mogłyby zakłócić jego ustabilizowany tryb życia. W istocie tak było, choć czasem w niewytłumaczalny sposób Protazy ulegał pokusom dokonania jakichś zmian w jego życiowej monotonii.

Właśnie taka okazja niebawem się nadarzyła. W pobliżu bloku, w którym mieszkał emeryt otwarto dużą kręgielnię. Uczęszczali tam liczni miłośnicy obcowania z okazałą kulą, którą wprawiali w posuwisty ruch po torze w celu strącenia stojących na jego końcu kręgli.
Głównie przebywała tam młodzież. Mimo to Protazy chciał się pokazać w tym środowisku.
Nie wiadomo, czy kierowała nim ciekawość, czy może chęć pokazania młodszemu pokoleniu, że to starsze jeszcze się dobrze trzyma i nie zamierza tak łatwo zejść ze sportowych aren.

Tradycyjnie wyciągnął z szafy swój reprezentacyjny strój składający się z trzydziestoletniego garnituru, różowej koszuli i zielonego krawatu w duże niebieskie grochy.
Musiał przecież wyglądać tak, aby nie wypaść źle w oczach innych. Wyszedł z domu, jak zawsze, dość niepewnym krokiem, pełen kompleksów i poczucia niższości, ale z jednoczesną nadzieją, że zaszokuje otoczenie swymi umiejętnościami.

Istotnie, jego oczekiwania się spełniły. Tyle tylko, że w nieco odmiennej formie.
Pojawienie się osobnika w tak nietypowym stroju wywołało wśród reszty bywalców pogardliwe reakcje. Wszyscy, którzy przebywali w kręgielni to właściwie ludzie młodzi ubrani w sportowe stroje nie krępujące ruchów. Widok starszego pana w garniturze i szokującym krawacie wywołał u nich niepohamowaną wesołość. Oczywiście nie dali tego poznać Protazemu. Posyłali sobie drwiące uśmieszki, wskazując porozumiewawczo oczami na obiekt z minionej epoki.

Protazy, nie przyglądając się otoczeniu, podszedł do pierwszego z brzegu toru, przy którym leżały ogromne kule. Nie bardzo wiedział, jak się do nich zabrać. Jego życiowe doświadczenie nakazywało mu zastosować niezawodną metodę, jaką były obserwacje innych, Zerkał więc dyskretnie w bok na grających, aby posiąść tajniki tej nieznanej mu dotąd rozrywki.

W pewnej chwili podeszła do niego pani z obsługi:
– Przepraszam pana, pan chyba pierwszy raz u nas. Musi pan wiedzieć, że za skorzystanie z możliwości grania należy uiścić opłatę 5 złotych za każde użycie kuli.
– Ach, tak – odpowiedział nieco zamieszany Protazy.
Stan jego podenerwowania znacznie się wzmógł, bo swym zachowaniem sprawił, że uznano go za nowicjusza. a przecież zawsze się starał, by uchodzić za rutyniarza, starego wygę, którego nic już nie może zaskoczyć.
– Proszę bardzo – kontynuował wypowiedź emeryt i wyjąwszy z kieszeni pięciozłotową monetę wręczył ją pani z obsługi.

Teraz poczuł się jako w pełni uprawniony gracz do zademonstrowania swych umiejętności.
Zdobywszy niezbędne doświadczenia na podstawie dokonanych wcześniej obserwacji innych graczy, chwycił pierwszą z brzegu kulę. Kontakt z tym przedmiotem nie należał do najprzyjemniejszych. Jego oczekiwania co do wagi tego przedmiotu znacznie odbiegały od rzeczywistości. Kula ważyła co najmniej pięć kilo, co dla wątłego emeryta stanowiło poważne wyzwanie. Ani na moment nie myślał jednak o tym, aby wycofać się z tej gry.
Skoro już tak daleko zabrnął, to nie wypadało teraz rezygnować z takiego przedsięwzięcia.
A poza tym zainwestował przecież pięć złotych, więc szkoda byłoby to wszystko zmarnować.

Kula była ciężka, ale Protazy chwycił ją w obie ręce i przymierzał się do wykonania rzutu, po którym puszczona w ruch kula miała się przetoczyć po gładkim torze i uderzyć w grupę kręgli stojących nieruchomo na jego końcu. Emeryt wykonał mały rozbieg w formie kilku drobnych kroków, wykonał zamach kulą i….w ostatniej chwili się zawahał. Przyszła mu bowiem do głowy nagła myśl, że może wypuścić kulę z ręki w niewłaściwy sposób i w efekcie nie strącić wszystkich kręgli. Taki rezultat mógłby spotkać się z ośmieszeniem wobec innych graczy. Na to ambitny, choć zakompleksiony emeryt nie mógł sobie za żadną cenę pozwolić.
Tu jednak pojawił się niemały kłopot. Protazy swym zamachem nadał kuli sporą energię, co spowodowało, że wtoczyła się ona na tor, pociągając za sobą trzymającego ją kurczowo emeryta. Kula sunęła po gładkim torze, ciągnąc nieszczęsnego Protazego, który za nic w świecie nie chciał jej puścić.

Scena ta od razu wywołała ogromne zainteresowanie innych grających, którzy momentalnie przerwali swoje gry i zgromadzili się przy torze Protazego, z zainteresowaniem oczekując finału tego niecodziennego zdarzenia.
Protazy tymczasem z kulą pokonywał kolejne metry toru. Jego słynny zielony krawat w niebieskie grochy wykonywał nieskoordynowane ruchy, pokazując się spod ciała emeryta raz z jednej, raz z drugiej strony.
Po chwili ta sunąca po torze jedność człowieka z kulą uległa totalnej destrukcji w momencie zderzenia się z grupą kręgli. Nieszczęsny emeryt wpadł razem z kulą w ich gąszcze, doświadczając bolesnego zderzenia z twardymi, drewnianymi przedmiotami.
Co więcej, Protazy wpadł razem z kulą do zagłębienia znajdującego się na końcu toru za kręglami. Nastrój wesołości wśród obserwujących zaczął zmieniać się w stan milczenia, a nawet niepokoju wraz ze zniknięciem emeryta z pola widzenia. Parę osób wskoczyło na tor i pobiegło w kierunku jego końca, aby wydobyć zakleszczonego Protazego ze zdradliwej pułapki.

Po chwili oczom wszystkich ukazała się postać emeryta z mocno pogniecionym garniturem, roztrzepanymi włosami i krawatem, który przekręcony o 180 stopni zwisał teraz z karku Protazego wprost na plecy.
Mocno zmieszany emeryt podziękował tylko za pomoc i, chcąc uniknąć dalszego blamażu, wyszedł szybkim krokiem z kręgielni.

Był w takim szoku, że dopiero po przyjściu do domu mógł już spokojnie oszacować straty.
A były one znaczące. Poza licznymi stłuczeniami ciała jego wizytowy garnitur został gruntownie pognieciony. Poza tym gdzieś znikły dwa guziki oderwane w czasie zmagań na torze kręglarskim. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jego słynny krawat musiał wkręcić się między kręgle, które naderwały wrażliwą jego tkaninę. Różowa koszula też nie zachowała się w całości, tracąc dwa guziki.

Przed Protazym powstało więc trudne zadanie do wykonania: zakup guzików i długie obcowanie z igłą i nitką w celu doprowadzenia jego wizytowego stroju do stanu normalności.
Po tym wszystkim mruknął tylko sam do siebie:
– Widzisz, stary jesteś, a głupi. Zachciało ci się rozrywki, no to masz za swoje.

Słowo „kręgielnia” chyba będzie odtąd budzić u Protazego niemiłe skojarzenia.

Andrzej Wróblewski