OPOWIEŚĆ SZÓSTA – EMERYT W TATRACH

Emeryt Protazy był domatorem. Nie lubił wychylać nosa poza granice swojego miasta. Gdy musiał je opuszczać, zawsze mocno to przeżywał, potęgując w sobie napięcie nerwowe.
Teraz, gdy czas spędzany na emeryturze pozwalał mu na bardziej śmiałe plany, postanowił zrobić coś innego, wbrew własnej osobowości i dotychczasowym upodobaniom.

Pewnego dnia Protazy podjął szaloną dla niego decyzję. Postanowił pojechać w góry. Nigdy w życiu ich nie widział na żywo, więc teraz chciał nadrobić braki, jakie w jego życiorysie powstały wskutek kurczowego trzymania się miejsca zamieszkania.

Z wrodzoną niepewnością i obawą wobec otoczenia lekko przygarbiony udał się na dworzec w celu zakupu biletu kolejowego do stolicy Tatr. Już na wstępie kasjerka postawiła go
w niezręcznej sytuacji:

– Jaki pan chce bilet? Normalny, czy ulgowy, a może dla seniora? W wagonie z przedziałami, czy bez przedziałów? Miejsce przy oknie, czy przy korytarzu? a może w środku w przypadku wagonu z przedziałami? Na który pociąg ma być ten bilet? Czy tylko w jedną stronę, czy powrotny? Jeśli powrotny, to na kiedy? Czy miejsce takie samo, czy inne?

Pod wpływem natłoku pytań Protazy bladł z sekundy na sekundę. Z wrażenia nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.

– Niech pan się wreszcie zdecyduje – krzyknął ktoś z kolejki – wszyscy śpieszą się na pociąg, a pan będzie się godzinę zastanawiał!

Zdenerwowany Protazy odszedł od okienka i stanął na końcu kolejki, aby powoli przemyśleć sobie wszystkie pytania kasjerki. Od paru lat nie korzystał z pociągu i z zaskoczeniem uświadomił sobie, jak wiele zmian nastąpiło w ostatnim okresie.

Intensywne myślenie zostało przerwane, gdy ponownie nadeszła jego kolej i znów stanął oko w oko z kasjerką.
– I co? Już się pan zdecydował? – spytała nerwowo.
– Tak – odpowiedział drżącym głosem Protazy, speszony nieco napastliwym tonem głosu kasjerki.

Po paru minutach, w toku szczegółowych ustaleń obu stron, Protazy otrzymał wreszcie długo oczekiwane bilety. Z triumfem w oczach wrócił do domu. Nazajutrz skoro świt ponownie udał się na dworzec, tym razem w celu wyjazdu w góry.

Ponieważ jest to popularny kierunek podróży, ludzi na peronie nie brakowało. Gdy nadjechał pociąg, Protazy zaczął w pośpiechu szukać właściwego wagonu. Zdenerwowany wsiadł do tego niewłaściwego, choć zajął miejsce oznaczone numerem w bilecie. Po chwili przyszła pewna otyła niewiasta.

– Proszę pana – rzekła – pan zajął moje miejsce.
– Ależ skąd! – obruszył się Protazy. Przecież widzi pani, że na moim bilecie jest taki numer miejsca.
– To dziwne – odpowiedziała niewiasta – znów coś pokręcili na tej kolei.

Obok siedział wysoki młodzieniec, który stwierdził, że najlepiej będzie poczekać na konduktora i wyjaśnić nieporozumienie. Do czasu jego przyjścia Protazy uzgodnił
z niewiastą, że będą się zmieniać co piętnaście minut i na przemian stać i siedzieć.

Po godzinie zjawił się konduktor. Popatrzył na bilet niewiasty i Protazego. Po chwili rzekł do emeryta:
– Proszę pana, pana miejsce jest w wagonie numer 5, a to jest wagon nr 6.
Protazy z poczuciem winy i kompromitacji po cichu wziął swój bagaż i powędrował na właściwe miejsce.

Po przyjeździe do celu Protazy wysiadł z wagonu na peron. Od razu poczuł górskie powietrze. Dostrzegł też z oddali potężne sylwetki gór skryte za lekką mgłą.

Stojący obok górale bacznie obserwowali przybywających gości. Od razu dostrzegli nietypową postać Protazego. Ubrany był w cienką kurtkę i pantofle, a na głowie miał kapelusz z piórkiem, upodabniający go do bawarskiego myśliwego. Akurat nadchodził okres pierwszych zimowych przymrozków i górale nie wróżyli Protazemu niczego dobrego .

– Taki to se po górach nie pochodzi – rzekł jeden do drugiego górala.

Protazy, nie słysząc tych słów i niepomny zagrożeń, udał się raźno do ośrodka informacji turystycznej. Tam się dowiedział, że jeszcze dziś organizowana jest wycieczka w góry pod kierownictwem przewodnika. Emeryt zgłosił się ochoczo jako jeden z pierwszych, słusznie uznając, że w ten sposób zdobędzie dużo ciekawych informacji o tym regionie. Po upływie pół godziny zebrało się tyle chętnych, że można było rozpocząć wymarsz.

Wśród członków wyprawy Protazy wyróżniał się nietypowym ubiorem niepasującym wyraźnie do wymogów górskiego klimatu. Przewodnik spojrzał podejrzliwie na Protazego, jakby przewidując kłopoty w czasie wyprawy.

Istotnie, po godzinie marszu Protazy zaczął szczękać swymi protezami z zimna, co chwila ślizgając się na zmrożonych ścieżkach. Inni członkowie wycieczki z politowaniem przyglądali się ruchom emeryta starającego się dotrzymać kroku odpowiednio przygotowanym turystom.

Po upływie następnej godziny przewodnik uznał, że wobec gęstniejącej mgły trzeba zawrócić i schodzić na dół. Tak też wszyscy zrobili z wyjątkiem Protazego. Był tak urzeczony widokiem ogromnych górskich brył, że gapił się na nie bez przerwy i nie zauważył, że cała grupa oddaliła się. Gdy zorientował się, że został sam, a gęstniejąca mgła ograniczała widoczność, emeryt wpadł w panikę. Nie mógł wezwać pomocy, bo jako osobnik konserwatywny nie używał telefonu komórkowego. Temperatura spadała z minuty na minutę. Latarki też oczywiście nie miał, więc mógł jedynie posuwać się na czworakach po omacku, wyczuwając spadek zbocza. Było to prawdopodobny, właściwy kierunek powrotu.

Grupa turystów schodziła tymczasem coraz niżej do schroniska. Na szczęście jeden z uczestników zapytał:
– A gdzie jest ten starszy pan z tym bawarskim kapeluszem?

Faktycznie, wszyscy rozglądali się wokół, ale Protazego nie było wśród nich. Przewodnik natychmiast wezwał przez telefon patrol GOPR, który zjawił się po paru minutach i wyruszył na poszukiwanie zagubionego emeryta.

Po upływie kwadransa natrafiono na pełzającą postać Protazego, który pojękiwał z zimna
i raniąc dłonie o kamienie z szybkością żółwia poruszał się majestatycznie po ścieżce.
Wyczerpanego emeryta doprowadzono do schroniska, gdzie spędził noc w bezpiecznych warunkach.

Nazajutrz zawstydzony Protazy wyjechał w drogę powrotną. Przekonał się, że z górami nie ma żartów. Był to jego debiut w takich warunkach, a za każdy debiut płaci się frycowe.

Andrzej Wróblewski