Czasami tak niewiele trzeba, aby wspomóc bliźniego. A w życiu często zdarza się, że za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się dramat.

– Halo! Halo! – usłyszałam w słuchawce jakieś trzaski i cichy płacz.
– Proszę pani, proszę pani…
– Tak, słucham.
– Czy to prawda, że opiekuje się pani starszymi ludźmi. I… i… nie trzeba nic płacić?
– Tak – odparłam. – To prawda. Czy czegoś potrzebujesz?
– Tak. – usłyszałam cichy głos po drugiej stronie słuchawki. – Bo widzi pani, ja mieszkam z babcią. My nie mamy nikogo. Do tej pory babcia była zdrowa i razem we dwie jakoś sobie radziłyśmy. Teraz babcia się rozchorowała… Znów usłyszałam płacz.
– Ja chodzę do szkoły, nie mogę jej zostawić samej, nie mamy pieniędzy i nie wiem, co dalej robić. Pani numer podała mi koleżanka. Ona powiedziała, że może pani będzie mogła mi pomóc.
– A ile ty masz lat? – Zapytałam.
– Szesnaście.
– Dobrze – odparłam. – Podaj mi swój adres, a ja spróbuję jakoś temu zaradzić.
Spojrzałam na zegar – 16.30. A że to zimowa pora, to już i ciemno na dworze. Udało mi się złapać autobus, no i pojechałam. Drzwi otworzyła mi dziewczyna, zapłakana, roztrzęsiona, ba, wręcz wystraszona.
– No, już nie płacz, prowadź.
Weszłyśmy do schludnego pokoju, gdzie na wersalce leżała bardzo chora kobieta po 70-tce. Widać było na pierwszy rzut oka, że jest to jakaś paskuda grypa.
– Czy była u lekarza?
– Nie – odparła dziewczyna. – Ja nie umiem jej pomóc, bo muszę chodzić do szkoły, a nie mamy też nikogo, kto by nam pomógł. Nie mamy też pieniędzy.
Podeszłam do dziewczyny, przytuliłam jej drobne ciałko.
– Nie płacz już, obiecuje, że wam pomogę.
Wtedy puściły nerwy i dziewczyna rozpłakała się na dobre. Powiedziała:
– Jestem tak bardzo zmęczona… Nie mamy pieniędzy, żyjemy tylko z babci emerytury. Moi rodzice nie żyją. Nie mam ani wujków, ani cioć. Do tej pory nie skarżyłam się nikomu, ale teraz już sobie nie radzę. W szkole nikomu nic nie mówię. Boję się, że będą się ze mnie wyśmiewać.
Ja tymczasem podałam babci doraźny lek przeciwgrypowy, który przywiozłam ze sobą. Usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, jak im pomóc?
Następnego dnia zamówiłam domową wizytę lekarską. Wykąpałam babcię, ułożyłam w łóżku. Telefonicznie umówiłam się z wychowawczynią dziewczynki.
Lekarka stwierdziła ostre zapalenie oskrzeli. Przepisała leki i pojechała. Ja tymczasem nakarmiłam starszą panią rosołem i poszłam do apteki wykupić lekarstwa. Następnie wybrałam się do szkoły mojej podopiecznej, aby spotkać się z nauczycielami i opowiedzieć o problemach dziewczynki. Okazało się, że jest ona niezłą uczennicą, a na dodatek nie sprawia żadnych kłopotów natury wychowawczej. Obiecano mi, że szkoła zainteresuje się jej sytuacją i postara się pomóc.
Po południu spotkałam się z dziewczyną. Usiadłyśmy i napisałyśmy plan działania. Po kilku dniach babcia zaczęła dochodzić do siebie, dziewczyna otrzymała darmowe obiady w stołówce szkolnej, a także przyznano jej niewielkie stypendium losowe.
I tak zaprzyjaźniłam się z szesnastolatką i jej babcią. Za niewielką cenę uzyskałam dwie przyjaciółki. Uważam, że każdy z nas powinien rozejrzeć się wokół siebie, bo być może jest ktoś taki, komu trzeba pomóc. Bywa, że nie ma on w sobie na tyle odwagi, aby poprosić o pomoc.
Pomaganie innym w formie wolontariatu daje ogromną satysfakcję, uczy pokory i szacunku dla osób, które są mniej zaradne lub którym się w życiu nie powiodło. Los bywa przewrotny, dziś ktoś potrzebuje pomocy, a jutro mogę to być ja.

fot. pixaby.com

Irena Piwowar – Orynka