Latawce myśli

Latawce marzeń
sięgające obłoków
chwytam za sznurek
do nich – ulatuję!

nagle zakręt biorą
ja się boję
– jestem słaba w nawigacji
jeśli chodzi
o latawce…

szarpną w lewo
wiatr powieje
wbije w koronę drzewa
– żegnaj nadziejo!

bumerangiem
szarpnie w prawo
o coś znów zahacza
na nic moja
mozolna praca…

ale ściągnąć z obłoków?
nie potrafię
nie mogę
– zawsze ku gwiazdom
znajdą drogę

moje marzenia szalone
gór sięgające
dopóki się nie spopielą
od bliskości słońca…

Cios

Dostałaś od życia cios
nie pierwszy raz
i nie ostatni
dostałaś pięścią między oczy
i leżysz
powalona na łopatki

bo ty nie tak jak inni
że zawsze na cztery łapy…

ciężko będzie teraz
się pozbierać
choć dobrze wiesz
że to nie koniec świata
że powstaniesz z klęczek
choć jeszcze nie teraz…

dostałaś cios nie po raz pierwszy
a przecież mógł być też
jeszcze dotkliwszy
jeszcze celniejszy

i chociaż jasnej strony
nijak się doszukać nie da
a ból niezakończony
i może się pogłębiać
to ja już zapowiadam
– postawę przyjmę hardą
„nie ma tego złego…”
– prycham z pogardą!

i przyrzekam
nie załamywać rąk
bo czasem światło spływa
… nie wiadomo skąd

Negatyw

Jak negatyw
wyjęty pospiesznie
ze starego aparatu
i oglądany pod światło
na którym łatwo
zobaczyć deformacje
przebarwienia
zaciemnienia

dziś – Los
zabawia się ze mną
w przekorę
niejasność
przewraca
jak nicowane palto
podszewką na wierzch
a z talii – wyciąga
same znaczone karty…

Niezawodna?

Nazwano ją nadzieją
jest pojemna
nawet te ponadwymiarowe
oczekiwania zawiera

czasem życzeń zwyczajnych pełna
niczym zapisany kalendarz
innym razem
się przedstawia
jak litania żądań
i ratunku ostatnia deska!

lecz najczęściej
a może i zawsze
majaczy słabym blaskiem
w ciemności bezkresach

ważne
by jej na drobne nie rozmieniać
nie sprzedać za roszczenia
lecz traktować
swoją nadzieję
jak w szeregu szarych dni
wyczekiwaną niedzielę

O złudzeniach

Złudzenia znajome całkiem
dopóki nie są stracone
– biorę w obronę.
Zdecydowanie!

Niech latają bezkarnie
nadętym balonem…

Złudzenia z nutką nadziei
mają to do siebie,
że można się nimi długo karmić
całkiem za darmo…

Przymykam oczy na fakt
co się stanie,
gdy przyjdzie przełknąć
ość… samookłamywania!

Obawa

Ja się szczęścia
najwyraźniej lękam
kiedy zdaje się
podnosić z klęczek
ja się jego
obawiam zwycięstwa
jakbym chciała
bazować na klęskach…

ja się szczęścia
najzwyczajniej boję
kiedy chce uchylać
swe podwoje

tysiąc obaw się pojawia
w okamgnieniu
kiedy puka i zagląda
w serca czeluść –
wtedy drzwi zamykam z hukiem
i uciekam…

… czemu tak jest?
nie chcę już nawet dociekać!

Bez zmian

Woda nie wyschła
rzeki ciągle płyną
w swoich korytach
ognie nie wygasły
słońce nadal świeci
życiodajnie
pieszczota wiatru
porusza żagielki
leniwych dmuchawców
ptakom w locie
nieruchomieją skrzydła
ze zdumienia
słoność łez zadziwia
stałością
braku perspektywy

Goniłam motyla

Goniłam barwnego motyla
który miejsca zmieniał co chwila
niczym ten zajączek z lusterka
na krawędzi mojej rozterki

goniłam barwnego motyla
a może to ćma tylko była
co blasku nowego szukała
tu się zatrzymując łaskawie?

goniłam motyla na łące
oślepiona całkiem przez słońce
i od urojonego blasku
zatrzaśnięta w ciemni-pułapce

goniłam motyla a motyl
jak wszystkie podobne istoty
– odpłynął w otchłanie niebieskie
bo… czegóż się było spodziewać?

czy jeszcze pogonię motyla
by oczy nacieszyć przez chwilę?
by serce od nowa tumanić?
… niech no tylko się motyl pojawi!

Marzenia jak bańki mydlane

Marzenia to bańki mydlane
puszczane w przestrzeń
przez rozbawione dziecko
które mu błyszczą, migocą
przez chwilę
zanim… nie pękną!
lecz póki to nie nastąpi
– odbijają świat cały
w tysiącach blasków
mamią i wabią urokiem
a my-dorośli
też potrafimy
się na nie nabrać…
bańki mydlane biorąc za trwałe
sięgamy po nie
– nikną złapane w ręce
a my łaknący ciągle od nowa
pragniemy pochwycić więcej…
tak się rozkręca
karuzela złudzeń
wyrusza prędko
a potem pędzi i pędzi
że zatrzymać się trudno
nawet… gdy brak już chęci
wreszcie i dość jej mamy
– tej karuzeli
mydlanych baniek
nie chcemy chwytać
martwych złudzeń
– obietnic
niespełnionych bajek…

Zwątpienia…

Trzymam w ręku kamyk, obracam
nie tak miało wyglądać wszystko
aby wicher ze mną rozpaczał
czarnych myśli późną gonitwą

i zielony nie jest on wcale
i nie toczy tarczy nadziei
nie zostawiam wszystkiego w tyle
cała przeszłość się ze mną chwieje…

… czemu przyszłość mnie nie przyzywa
szczęścia zdrojem trysnąć – nie myśli?
a poza mną złych dróg krzywizna
na mieliznach – nijaka przyszłość
czy zapłacze po mnie ktokolwiek
dzieła, czyny moje – przemówią?
czy powita mnie chór aniołów
– zaliż… nie jest wszystko ułudą?

Jak na szachownicy

Myślałam:
szast-prast
i osiągnę to
co chcę

że szach
i mat –
tak skończę grę…

… a tu
tylko pat
– ale pech!

i tak to z gry
wycofuję się

bo życie
prowadzi ją
po swojemu…

… ciekawe dlaczego
nie rozumiemy – czemu?

Jeszcze dopłynę…

Jeszcze popłynę w daleki rejs
w żaglach nadziei
z wiatrem podążę, położę kres
łachom zwątpienia

jeszcze przede mną niejeden sztorm
i huragany
które powiążę w kroplisty snop
sznurów wantami

i obiecaną ziemię by wziąć
jeszcze dla siebie
poskromię siwe odmęty mgieł
rozjaśnię niebo

a kiedy płynąć już będzie lżej
złapię wiatr w żagle
a mur milczenia jak czarodziej
rozmowę zacznie

jeszcze mój statek na jeden ląd
dotrze powoli
tam zakotwiczę, gdzie wskaże dom
serca busola…

Szwalnie

Wielkodusznie
nam podarowano
kawałki tkaniny
a rozmiarem
i barwą
każdemu inny

jednemu żółtą
innemu czerwoną
a komuś całkiem czarną

niektórzy usiłują
je przefarbować
odciąć zeszyć
przenicować…
na własne głupie ryzyko

jednym się udaje
innym – nie
tak to nieporadnie
zabawiamy się
w krawcowanie

urządzając
każdy na swój sposób
własną szwalnię

lecz nie można
ich porównywać
gdy jeden dostał kufry
a drugi – tylko pustkę

czy była jakaś kolejka
w której się ustawiali
po te materiały
duzi i mali?

nikt nie wie tego
poza Stwórcą samym
a życiem trzeba się cieszyć
takim jakie nam dane

otrzymane strzępy
nierównej wielkości
łączyć skutecznie
czasem tworząc
dziwolągi albo patworki

kawałki strzępów
zwinięte w kłębek
kończą się
nagle
najczęściej urywa się nitka
niezrozumiale
i zazwyczaj
zbyt szybko…

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok