Jesienny walc

Żółty liść sfrunął na mój parapet
Zatańczył ochoczo walca
Na chwilę zastygł w bezruchu
By znów porwać się do tańca

Jest bardzo samotny
Przydałaby mu się para
Zaprasza więc inne wdzięcznie,
Wiruje i się kłania

O… przyfrunął liść drugi
Cały w purpurze
Niesiony wiatrem
Przysiadł nieśmiało przy murze

Od razu raźniej na duszy
I mam parę do tańca –
Myśli liść pierwszy,
Kłania się nisko i prosi do walca

I już tańczą we dwoje
Najpierw powoli, spokojnie, radośnie
Nieśmiało przyglądają się sobie
I serce zadrżało im jakoś mocniej

Nabierają tempa
Wirują razem bardziej ochoczo
Zapominają się w tańcu
Z przyjemnością i prostotą

Upajając się chwilą,
Która jest  jakże ulotna
Wpadają w trans jakiś,
Niemający końca

Nagle pociemniało, złowrogo powiało
Deszcz zacina niemiłosiernie
Ojej, tracą równowagę,
Żeby tylko nic się nie stało

Huk piorunów, błyskawica,
Lecą ostatnie liście z drzew
Boże co za okropna nawałnica,
Nie możemy zgubić się

Przywarły do siebie,
Sklejone deszczu kroplami
Tańczą nadal wytrwale,
Choć pląs teraz niewskazany

Jeszcze bardziej dmuchnęło, zawirowało,
Szarpnęło,  zaszumiało
One tańczą w konwulsjach, drgają, upadają
I znów się podnoszą, i znów osuwają

Bezsilne, poszarpane, zmęczone
Porwane wiatrem, ku niebu się wzniosły
Przepadły w bezkresnej przestrzeni
Kończąc walc Jesienny wśród aniołów pieśni

Halina Wiszowata
Podlaska Redakcja Seniora Białystok