Artykuł redakcyjnego kolegi z Kolna „Bruksela-niezapomniana wizyta” zainspirował mnie do napisania wspomnień z okresu, kiedy Polacy z nadzieją oczekiwali na wejście Polski do Unii Europejskiej. Nasze marzenia bycia Europejczykami ziściły się 1 maja 2004 roku. 

Pamiętam ten dzień i uroczystość na Plantach w Białymstoku. Wszyscy mieszkańcy miasta chcieli być tam obecni. Licznie przybyli uczniowie białostockich szkół. Im przede wszystkim Unia kojarzyła się ze swobodnym podróżowaniem i zwiedzaniem. Absolwenci studiów marzyli o podjęciu lepiej opłacanej pracy w unijnym kraju. 

 W telewizji oglądaliśmy otwarte granice państw członkowskich. Polaków ogarnęła euforia z powodu bycia Europejczykami bez paszportów. Zaczął się swobodny transport osobowy i towarowy. Coraz częściej słyszeliśmy w Białymstoku młodych ludzi komunikujących się w innym niż polski języku. Nasze uczelnie wyższe zaczęły prowadzić zajęcia w języku angielskim. Regionalne radio informowało o wzrastającej ilości zagranicznych studentów, którzy zaczęli naukę w naszym mieście.

Moi wychowankowie przed ekspozycją Klubu Małego Europejczyka

W tym okresie pracowałam w szkole podstawowej i uczyłam dzieci w klasach I-III. Na początku roku szkolnego 2002-2003 postanowiłam zorganizować Klub Małego Europejczyka. Większość pomocy naukowych musiałam sama zdobywać. Kupowałam między innymi tygodniki, w których były zdjęcia i artykuły o krajach unijnych. Starałam się, aby te zajęcia były ciekawe dla dzieci, które chętnie w nich uczestniczyły. Informacji o państwach unijnych uczyłam się dosłownie na pamięć, żeby dobrze wypaść przed uczniami. Członkowie Klubu poznawali popularne piosenki i tańce unijnych sąsiadów. Zawsze mogłam liczyć na duże zaangażowanie rodziców. Dużo wiedzy zdobyłam na kursie zorganizowanym przez ZNP dla nauczycieli prowadzących podobne zajęcia. Poznaliśmy historię polityczno-gospodarczego związku państw europejskich oraz warunki, jakie musiały spełniać kraje ubiegające się o członkostwo.  

W mojej szkole odbywały się uroczyste apele, wystawy i konkursy związane z Unią Europejską. Zorganizowano także konkurs dla nauczycieli. Losowanie zdecydowało o dwuosobowym składzie pedagogów i kraju, o którym trzeba było przygotować interaktywną wystawę. Wylosowałam swoją imienniczkę, która uczyła matematyki, a krajem była Belgia. Tu znowu włączyli się rodzice i nawet nasze rodziny. Dostałyśmy oryginalne dywaniki i czekoladki belgijskie, które w Polsce wtedy nie były dostępne. Z projektora wyświetlałyśmy ciekawe filmy o Belgii. Szkolna komisja konkursowa z dyrekcją na czele zdecydowała, że nasza ekspozycja była najciekawsza i zdobyłyśmy I miejsce. Cieszyłyśmy się z tego wyróżnienia. 

Podczas wakacji zwiedzałam kraje, należące do Strefy Schengen. O tym, że mijamy granice poszczególnych państw, zawsze informował nas pilot wycieczki. Ale widocznych granic nie było. Tylko raz trzeba było podać do kontroli dowód osobisty. Miało to miejsce w porcie promowym w Ystad w Szwecji. Kiedy zaś płynęliśmy z Estonii do Finlandii, nikt nie kontrolował naszych dokumentów.  Zwiedziłam wiele krajów, ale w Belgii nie byłam. Może jeszcze będę , bo w unijnej stolicy, w Brukseli, mam bliskich krewnych. 

Obecna trudna sytuacja Polski powoduje, że ludzie boją się, że nasz kraj czeka polexit. Jestem jednak dobrej myśli, że rodacy nie pozwolą na to. Swoje poglądy wyrażają już na ulicach dużych miast.

Fot. Teresa Rafałowska 

Teresa Rafałowska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok