JUŻ 40 DNI…

Już czterdzieści dni Cię nie ma…
Tu na Ziemi… tu wśród nas!
Lecz… Kochana Nasza Nino…
Dzieli nas… jedynie czas!

Ty Swój Cel już Osiągnęłaś…
My do niego… podążamy…
A brak Ciebie… tu na Ziemi…
Bardzo… bardzo odczuwamy!

Byłaś… Jesteś… Pozostaniesz…
W naszych sercach… już do końca…
Miłość, którą Cię darzymy…
Jest najszczersza i gorąca!

Spójrz na ziemię czasem z góry…
I pomachaj do nas dłonią…
My… będziemy wiedzieć kiedy…
Wówczas świece… drgając płoną!

Wszyscy kiedyś się spotkamy…
Tam na Górze… w innym świecie…
Dziś modlimy się za Ciebie…
Bardzo Cię kochamy przecież!

O SWYCH…

O swych Dziadach i Pradziadach…
W wierszach swoich czasem wspomnę!
Bo inaczej być nie może…
Jestem przecież ich potomkiem!

O swym wieku… wolę milczeć!
Żyją wciąż… ode mnie starsi…
Pamiętają oni jeszcze…
Moich bliskich i tych dalszych.

A rodzina jest dość duża…
Jedna z większych w Białowieży.
Żyje tu od kilku wieków…
W co niektórzy nie chcą wierzyć!

Jestem dumny z Przodków swoich…
Byli ludźmi z krwi i kości!
Żywot ich jest już… historią…
Która wciąż w mym sercu gości!

DO SIOSTRY K… – 19 czerwca 2022

Co się z Tobą dzieje Siostro?
Telefonów… nie odbierasz?
Ckni mi się za Tobą bardzo…
Tak, że łzy mam w oczach nie raz!

To, że nie chcesz nas odwiedzać…
Jest po prostu Twoją sprawą!
Proszę! Przerwij swe milczenie!
Myślę o nim już z obawą!

Może Tobie coś się stało?
Może Siostro jesteś chora?
Bardzo, bardzo… proszę Ciebie…
Twoja cisza jest… jak zmora!

Kocham Ciebie Droga Siostro!
Mamy przecież krew tę samą!
Proszę Cię! Odezwij się!
Jesteś przez nas tak… Kochaną…

MOŻE JUTRO?

Może jutro?… Lub pojutrze?
Stać się musi… takie coś…
Co przechyli szalę dobra…
Bo tej złej już… mamy dość!

Dość już mamy wszelkich chorób!
Wszelkich kłótni i rozbojów!
Różnych wojen… Bóg wie o co!
Wszyscy chcemy żyć w pokoju!

Ale czy naprawdę wszyscy?
To pytanie wciąż mnie dręczy!
Bo… gdy wgłębię się w historię…
Ktoś! lub coś! nas… ciągle męczy!

Męczył Lenin… męczył Stalin…
Czyżby to już koniec świata?
Tam dziś nowy rządzi szatan…
Tam zabija dziś… brat brata!

Oj Temido! Oj Temido!
Ściągnij z oczu… swą opaskę!
Chce Ci spojrzeć prosto w twarz…
I poprosić Cię… o łaskę!

Bowiem tyś jest… Opatrznością!
Ty w swej dłoni dzierżysz wagę!
Tylko Ty Świat możesz zbawić!
Ty nad wszystkim masz przewagę!

JESIEŃ W LIPCU

Stała się rzecz nienormalna…
Lipcem do nas przyszła jesień.
Z opadami… tak nachalna…
Że, Pikusiem… bywa wrzesień!

Z nieba deszcz się rynną leje…
Z łąk powstały już bajora…
Męczy nas w dodatku chłód!
Taki lipiec… istna zmora!

Na nich zamiast bujnych traw…
Stado dzikich kaczek pływa,
A na polach tam gdzie zboża…
Kłos… do ziemi się przygina.

Wspomnieć jeszcze chcę o wietrze…
Bo ten… nie folguje wcale!
Łamie, niszczy… co napotka!
Jakby nam wymierzał karę!

Kiedyś lato… było latem…
Zima zimą i… tak dalej…
Teraz?… tylko są wspomnienia!
Jakże miłe, wręcz wspaniałe!

Karać nas za naszą pracę?
Jak ci nie wstyd… lipcu drogi!
Opamiętaj się już wreszcie!
Dość już mamy złej pogody!

ZDOBYĆ SZCZYT…

Wiem, że trudno piąć się w górę…
W szczególności na jej szczyt!
Lecz gdy wreszcie go zdobędziesz…
Jesteś wielki! Jesteś git!

W endorfinach wręcz się kąpiesz…
Radość nie do… opisania!
Serce wali ci… jak młotem!
Patrzysz w górę… w stronę Pana!

Z głowy nawet ci umyka…
Że, szczyt jest połową drogi!
Trzeba z niego kiedyś… zejść…
Ale jak?… Gdy bolą nogi?

Tryumf zmienia więc się w trwogę…
Na pośladkach? Nie wypada!
Słyszysz w dole… już pomruki…
Rozliczymy tego dziada!

Puenta jasna jest jak słońce!
Szczyty owszem… zdobywajmy!
Lecz by schodzić z nich z godnością…
Drogę wejścia… pamiętajmy!

Wiesław Lickiewicz