JUŻ SĄ… WIDZIAŁEM

Przyglądałem im się bacznie…
Jak w swych dziobach chrust znosiły…
Jak go w gniazdo swe wplatały…
W miejsca gdzie ubytki były!

Para piękna… smukła… zgrabna…
Jak z obrazu… lub ze zdjęcia…
W gnieździe na wysokim słupie…
Czyżby… nie ma w nim napięcia?

Ale one nie świadome…
Lub świadome lecz odważne…
Lokum swe remontowały…
Tylko to im było ważne!

W gnieździe miękko wymoszczonym…
Mama bocian złoży jaja…
Z  nich wylęgną się pisklęta…
Pewnie gdzieś w połowie maja!

I tak dalej… i tak dalej…
Co do reszty?… Dobrze wiecie!
Bo to właśnie dzięki boćkom…
My jesteśmy na tym… świecie!

NAJPIĘKNIEJSZA

Nie o płeć tym razem chodzi…
Lecz o pewną porę roku…
Taką… która krew w nas wzburza…
I zakłóca serca spokój!

Bo wystarczy tylko spojrzeć…
Nie przed siebie gdzieś hen w dal…
Lecz do góry w stronę nieba…
I już wiesz… że jest to ta!

Jest cudowną porą roku…
Najpiękniejszą… kolorową…
Przywitajmy więc ją godnie…
Jak przystało na królową!

Każdy wita jak potrafi…
Lecz w jakości tej najwyższej…
Ptaki śpiewem… dzik chrząkaniem…
Inni tym co im najbliższe!

O kolorach ziół kwitnących…
A pachnących jeszcze piękniej…
Brak po prostu słów zachwytu…
Więc przed tobą wiosno klęknę!

Czynię to z radością wielką…
Wielką szczerą i prawdziwą…
Tyś jest matką tego świata…
Tyś jest życiem… cudem… niwą!

DZIWNA I ZMIENNA

Nie rozumiem wciąż przyrody…
Bo ta jest ostatnio dziwna…
Zachowuje się dwuznacznie…
Kiedyś była… jakby inna!

A przyroda i pogoda…
Idą zawsze w jednej parze…
Więc tak jedną jak i drugą…
Zmiennym już uczuciem darzę!

Już nie takim jak przed laty…
Kiedy wiosna… była wiosną…
Wówczas kwitły pierwsze kwiaty…
A ich płatki wiatr roznosił!

Pozbawione śniegu łąki…
Zaczynały tętnić życiem…
A skowronek z wielkim wdziękiem…
Ćwierkał nad nią już o świcie!

Oj naturo! Puchu marny!
Jesteś zmienna jak płeć piękna…
Proszę wróć do starych czasów…
A przestanę ciebie nękać!

OPIEKUN Z NOWOSAD

Na podwórzu przy stodole…
Ludzką ręką posadzony…
Rośnie drzewo długowieczne…
Zwane dębem szypułkowym!

Jest to dąb… nad wszystkie dęby…
Swą koroną sięga chmury…
O grubości wolę milczeć…
Skromność cechą mej natury!

Sto pięćdziesiąt wiosen wcześniej…
Tyle lat mu przypisuję..
Drzewo rośnie wyśmienicie…
I obficie owocuje!

Pewnie pradziad go posadził…
Bo któż inny miał to zrobić…
By potomni pamiętali…
Że dąb strzeże jak i zdobi.

Jest symbolem dostojeństwa…
Kultu… zdrowia oraz siły…
Jest też naszym amuletem…
Choć go z sobą nie nosimy!

DUSZĄ I SERCEM

Zastanawiam się czasami…
Po co piszę?… Komu piszę?…
Dzisiaj wierszy nikt nie czyta…
Dookoła ciągle słyszę!

Wymyśl bracie jakiś slogan…
Lub reklamę takiej mocy…
Że… aż ludziom zadrżą serca…
I się zaszklą łzami oczy!

Łatwo mówić… zrobić trudniej…
A i nie chcę też rozgłosu…
Moje wiersze… moja sprawa…
Cała reszta… sprawą losu!

Bo ja duszą w parze z sercem…
Zawsze piszę swoje wiersze…
To co widzę i co czuję…
Wrażliwością swą kwituję!

Wiesław Lickiewicz