Pora absurdalna. Zbliża się północ. A mnie, 70-latkowi, zebrało się na wspomnienia. 

Wybaczcie, ale w tym momencie przypomniały mi się zasłyszane wcześniej słowa: Najpiękniejszą chwilą to być przy człowieku, przy którym zapominasz o własnych problemach, życiu, i uśmiechasz się bez powodu. W lipcu 2001 roku na łamach Dziennika Związkowego odważyłem się napisać spory artykuł „W kręgu chicagowskiego Klubu Absolwenta”. Byłem początkującym i nieśmiałym członkiem owego klubu, co bardzo pomogło mi zachować normalność i przyzwoite spojrzenie na chicagowską rzeczywistość.

Na urodzinach koleżanki

Wiadomo, samotność na obczyźnie różne ma oblicza, a wspomniany klub był dla mnie czymś w rodzaju opoki. Klub Absolwenta był przytuliskiem dla osób, które kończyły studia w Polsce, lekarzy, prawników, inżynierów, pedagogów, ekonomistów, psychologów. Los rzucił ich do innego kraju, doświadczenia życiowe mieli przeróżne. Człowiek jest istotą, która bez możliwości kontaktu z drugim człowiekiem, wymiany doświadczeń, wspólnej zabawy, przeżywania wielu wydarzeń w towarzystwie osób lubianych i akceptowanych, jest jak roślina, o którą nie dba gospodarz. Powoli usycha i nigdy nie rozkwitnie w pełni intelektualnie, fizycznie, emocjonalnie. 

Nasza grupa, w większym lub mniejszym składzie, spotykała się w różnych miejscach i z różnych okazji. Były urodziny, imieniny, jubileusze, pikniki, i spotkania, nazwijmy je, niekonwencjonalne. Samotność jest największym wrogiem człowieka, który chce zachować człowieczeństwo. Wielkanoc, czy Boże Narodzenie, to też okazja, by sobie zaśpiewać „Bo wszyscy Polacy, to jedna rodzina”. Emocje zostawmy, bo niektórzy mogliby się rozpłakać.

Miewałem sytuacje, gdy chciało się zaśpiewać „Są takie dni w tygodniu, gdy nic mi się nie układa”. Wtedy wykręcałem numer telefonu bliskiej osoby i serdeczna rozmowa pomagała. Naprawdę, znam to z autopsji. Na szczęście, tęsknota doskwierała tylko trzy lata. I aż trzy lata! Potem był raj! Kochana Anna, Księżna Łowicka, przybyła! 

Klub Absolwenta był dla mnie zjawiskiem wyjątkowym. Tam zrozumiano moje potrzeby. Tam przekonano mnie, że miłość, ta jedyna, zawsze przetrwa. Minęło kilkanaście lat, ale ja nigdy nie zapomnę. Tęsknota za człowiekiem, to największa kara, jaką można dostać od życia. Wybaczcie. Miłość do mojej Anny to przez 48 lat był „number one”. A wcześniej były jeszcze dwa lata „przymiarki”. Załączone zdjęcia potraktujcie trochę z przymrużeniem oka. Sorry, nie mogę. Kocham Was!

Foto autora

Kliknij w poniższe zdjęcie:

1/16
Absolwenci nad Lake Devils
Absolwenci nad Lake Devils
Absolwenci podczas Sylwestra
Absolwenci podczas Sylwestra
Autor z grupą przyjaciół
Autor z grupą przyjaciół
Autor z paniami z Klubu Absolwenta
Autor z paniami z Klubu Absolwenta
Autor z przyjaciółmi
Autor z przyjaciółmi
Grupa klubowych przyjaciół
Grupa klubowych przyjaciół
Grupa pięciu przyjaciół
Grupa pięciu przyjaciół
Klubowicze tańczą
Klubowicze tańczą
Koleżanki z Klubu Absolwenta z autorem
Koleżanki z Klubu Absolwenta z autorem
Mistrz olimpijski w pięcioboju nowoczesnym-Gerard Peciak
Mistrz olimpijski w pięcioboju nowoczesnym-Gerard Peciak
Na urodzinach koleżanki
Na urodzinach koleżanki
Radujemy się
Radujemy się
Rozbawiona grupa
Rozbawiona grupa
Uśmiechnięci klubowicze
Uśmiechnięci klubowicze
Autor w gimnastycznej pozie
Autor w gimnastycznej pozie
Jesteśmy na pikniku
Jesteśmy na pikniku

 

 

Eugeniusz Regliński
Podlaski Senior Redakcja Kolno