Anna Czartoszewska

Byle do niedzieli
Kobietom Sybiru

W niedzielę, na odświętny obiad
kobiety Sybiru
rozpuszczały śnieg w garnku.

Rosół ze skórzanego paska
miał smakować, ale nie smakował,
napełniał jedynie ciepłem głodne żołądki,
ciepłem krótkotrwałym.

Pod garnkiem tańczył leniwy płomień,
dzieci przynosiły z pola zasuszone łajno
i dorzucały do ognia, byleby nie zgasł,
byleby nie zgasł…
szeptały ciepłolubne modlitwy.

Na drugie danie musiała wystarczyć
garść korzeni stepowych traw, były słodkie,
robiły za deser i podwieczorek.

Na kolację kobiety Sybiru nie nakrywały stołu,
układały dzieci na siennikach i karmiły snem.
Snem, że jutro znów będzie niedziela, tylko inna, lepsza.

I była…
kiedy w poniedziałek udało się zdobyć jajko i chleb,
dzieci myślały, że dalej śnią.

Kobiety Sybiru najbardziej bały się piątku,
tego ani trochę niepachnącego niedzielą,
bez okruszka nadziei, z zamarzającą łzą
i śladami rozwalających się butów
na ścieżce po śmierć.

Tyle już przecież naoglądały się sobót bez zmartwychwstania
i grobków pod sosenkami,
tyle tygodni udawały, że tak da się żyć…

Ale ile można udawać…

Jolanta Maria Dzienis

Nad Bajkałem

Tam gdzie Bajkału głębię otaczają traw łany
Odnajdziesz wzgórze wysokie azyl kormoranów
Ty – dziecko w Sybir zesłane – te strony pamiętasz
Tajgi ostępy krwawy pot opuszczony cmentarz
Wspominasz pierwszą miłość w mroźnym styczniowym słońcu
Stukot kół pociągu w strasznej podróży bez końca…

Do dzisiaj budzisz się z krzykiem w księżycowe noce
Słyszysz w snach szczęk nożyc ścinających warkocze
Osaczają cię marzenia wstydliwie dziewczęce
Nie o pantofelkach modnych czy pięknej sukience
A o ciepłej kufajce, trepach wystruganych z drzewa
I o dużym kawałku niespleśnianego chleba…

Dzisiaj chcesz tam wrócić choć reumatyzm doskwiera
Odnaleźć ślady po grobach i nędznych kwaterach
Wykupujesz szybką wycieczkę tam i z powrotem
Nie bydlęcym wagonem lecz tanim samolotem…
Tak wiele lat minęło a ciągle krwawią rany
Do krzywdy nam uczynionej w myślach powracamy…

Katarzyna Grabowska

BEZ SŁOWA SKARGI

Usta
zasznurował mi mróz
wspomnienia
wyparłam za progi lepianki

wybacz mi córeczko
że sceny z piekła
schowałam przed tobą
w najdalszych lasach Syberii

POCIĄGI ŚMIERCI

Za to
że była Polką
patriotką
żoną groźnego wroga

skazana

patrzeć
jak głód odbiera dzieci
jak śnieg grzebie bezsilne ciała
jak przekleństwo zsyłki
odbiera człowieczeństwo

skazana
przez władczy los

***

Są słowa klucze
zielone
jak Katyńskie lasy
z orłem przestrzelonym
na wysokości czaszki

długie
jak towarowe pociągi
z bydlęcymi wagonami
pełnymi starców
kobiet i dzieci
spragnionych
kropli litości

głodne
o martwym kolorze
niesprawiedliwej śmierci
słowa
wywiezione
w głuszę tajgi

Krystyna Gudel

Bezimiennej Sybiraczce

kobieta w zielonej sukience
nie roni łez wypłakała wszystkie
w lutym roku czterdziestego

stężała pierś matki
nie koiła pragnienia a głód
nie dawał za wygraną

obce ręce chwyciły w biegu
rozkrzyczane niemowlę
jak porzucone pisklę

smak cudzego gałganka i czas
pobytu w ochronce to ślady na duszy
i ciele wytrawione obcością

jak odróżnić swoich
od nieswoich jak zrozumieć
szkaradny los

***
Sybiraczkom

za kolczastym drutem
resztki horyzontu

po tamtej stronie

rozmywa się pytanie
o sens

w odpowiedzi
brak odpowiedzi

i
skowyt człowieczeństwa
w bydlęcych wagonach

***
Sybirakom

słyszałam o kraju
gdzie wiatr ciągle wyje
błagając o miłosierdzie
a ziemia użyźniona
struchlałą kością
rodzi wciąż nowe

tam spod paznokci
wykradano resztki życia
a srebrna Dźwina
krową mleczną była

drzewa wydarte
wiecznej zmarzlinie
wskrzeszały życie
w sztywniejących ciałach

o ogniu błogosławiony

słyszałam o kraju
gdzie dzieci polskie
grzebały ojców
kopały groby matkom

słyszałam o kraju
bez sumienia

Janina Jakoniuk

Kobieto Sybiru!

Nieszczęsna ofiaro czerwonej gwiazdy!
Podstępnie i przemocą
wywieziona w bydlęcym wagonie,
drżałaś z zimna i lęku.

Twoi obrońcy
z przestrzelonymi czaszkami
legli w dołach śmierci,
utajeni przed światem.

Wokół nieogarniona biel.
Znikąd nadziei!
Mróz i głód zabijał twych bliskich
znacząc trupami drogę na wschód.

Uczepiona nici życia,
pełna wiary w Boga.
Widziałaś jak twoi oprawcy
wdeptują  w błoto dziesięcioro przykazań!

Z pokaleczonymi dłońmi,
z ropiejącymi dziąsłami,
wyrąbywałaś polany
w syberyjskiej tajdze.
Uśmiech na twojej twarzy
zmazała posępność podbiegunowej nocy.
Wdzięk i gibkość ciała
przygniotły kłody drewna.

Pod  łagiernymi łachmanami
skrywałaś serce pełne miłości
do bliskich i utraconej ojczyzny.

Musiałaś żyć i przetrwać.
Wyrwać się z rąk oprawców.
O spełnienie tego snu
błagałaś  Boga.

Gdy zbrodniarze chwycili się za gardła
zajaśniał promyk otuchy.
Zelżały więzy.

Spełnił się cud zmartwychwstania.

Urszula Krajewska-Szeligowska

Paulina Szemesz

Przyszła na świat w szlacheckiej rodzinie Felińskich,
A była  – dziś świętego już –  Zygmunta siostrą.
Ukochaną ich matkę Ewę  Sybir spotkał,
Los  rozdzielił  kobiety dwie sobie najbliższe.

Ileż  wysiłków, starań czyniła, by  mogła
Nieszczęsna matka wrócić do domu z zesłania,
Ale  zmniejszono tylko karę. Wnet Adama
Skazano też, jej męża. Ona – dobrowolna

Zesłanka  z nim, by  matkę ujrzeć, podążała.
Ewy  radość z spotkania z córką  była krótka.
Maleństwo Paulina tam na świat wydała.
Ewa Felińska za dwa dni straciła córkę.

Syberia. Tam samotny jest grób Pauliny.
Została tylko ona tam – jedna z rodziny…

Powiedz, Chmurko…

(wiersz inspirowany powieścią Syberyjskie przygody Chmurki Doroty Combrzyńskiej-Nogali)

Powiedz, Chmurko, gdzie byłaś? W dalekim Sybirze.
Obie ciocie tam  były ze  mną, babcia, mama –
W  kraju nad Jenisejem ona już została.
Iluż  Polaków groby znaczą z drewna krzyże…

Echo  wspomnień w snach wraca niby rykoszetem:
Dzieci twarze,  z którymi  w śniegu się bawiłam:
Ze szklanym jajkiem Krzywa Natka, miły Ilja.
Czas teraz w zapomnienia mgle topił czas przedtem.

Hardy  Katafiej, kocur podobny do żbika
Miał  szósty zmysł, ludzie się od niego mądrości
Uczyć  mogli. Co roku latem w tajdze znikał.

Rozstać  się trudno do dziś z duchami przeszłości,
Które  szepcą do ucha,  choć  lata minęły,
O dzieciństwie spędzonym  na nieludzkiej ziemi.

Joanna Pisarska

Kobieta po Sybirze
wspólna droga z matkami u ramion,
gdy wyrastają nam nagle u boku i wznoszą,
choć powtarzają wciąż, że są ciężarem.

Teresa Tomsia

wróciła
chociaż tylu nie było to dane

i dwoje dzieci z nią
takie już stare
starsze od jej matki która tam została
leczyła wszystkich a potem
zapalenie płuc

i najmłodszy nie wrócił
a jaki był sprytny
cały dzień pomiędzy ludźmi
karmili go czym mieli
do niej przychodził tylko na noc

teraz ona do niego wraca
po całym dniu

Irena Słomińska

Zniewolenie się nie wypełniło

Piękno i groza. Mróz, śnieg, życie
zakrzepłe w podniebnych jodłach.
Ból, trud i hartowana mrozem siła,
gdy z uporem walczysz o podstawowe:
iskrę ciepła, kęs jadła, wspomnienie.
Już od wieków twój pomnik wznosi stalowe powietrze
Żono Polko, Matko Polko, kobieto Sybiru.
I ja, choć niezdolna pojąć realiów twego życia,
kłonię przed tobą posrebrzoną głowę.
Wpisane w obcą ludzką – nieludzką ziemię kości
kreślą szlak tułaczki, zniewolenia,
które jednak się nie wypełniło…

A dzisiaj… pamięć niepełną rzucam
na gorejący stos historii. W nim zapłonęła
nadzieja, że trud i poświęcenie nie umarło.
Zagubione w swojej codzienności późne wnuki
odnajdą własną drogę do ciebie
Żono Polko, Matko Polko, kobieto Sybiru.

Twój napowietrzny pomnik wprawia w drżenie
mroźne, dostojne, rozpaczne wspomnienie
naszego oddechu.

Leonarda Szubzda

Gdzie Polska

kolbami otworzyli drzwi
potem bydlęce wagony
i długa droga

nie-wró-ci-cie
stukały koła pociągu

na stepie pod Karagandą
wysypali tobołki i łzy

nie wrócicie
drwił wiatr
gdy z ziemianek patrzyli
na zachód

nie opuszczaj  Matko
tu nawet  ptaki obce

pod Jej obronę
uciekali się każdej godziny
tęsknoty

w słowa pacierzy
elementarz  modlitewników

kolczasty drut
chroni mogiły
w stepie znaczonym krzyżami
gdzie Polska

Halina Wiszowata

Tak to tak

Koła wystukują
Monotonną pieśń
tak to tak
tak to tak
tak to tak
Dokąd nas zaprowadzi ten rytm?
Do celu jakiego? Udręki?
Ciasno tu jeden przy drugim
W wagonie towarowym bez okien
Nozdrza drażni kwaśny odór
Niemytych ciał
Ile to już dni? Nie wiem
Straciłam rachubę
Głodni brudni
Zmarznięci i wyczerpani
Wszyscy bujamy się w ten sam rytm
Resztki suchego chleba podaję córeczce
Zjada łapczywie
Zewsząd patrzą na mnie
Duże wygłodniałe oczy
Nie mam więcej
Mruczę nieśmiało
Czuję się winna spuszczam wzrok
I przytulam córeczkę do piersi
Zasnęła zmęczona płaczem
Śpij dziecko Śpij
Może ci się przyśnią
Aniołowie niebiescy
Czuwający nad światem?
Rozmyślam
Gdzie oni są?
Tyle cierpienia i zła
Kołysze mnie i miota
Przymykam oczy
Trwam w półśnie
Stuka mi w mózgu
tak to tak
tak to tak
tak to tak
Nagle pisk hamujących kół,
Czy to już koniec naszej podróży?
Otwierają się masywne drzwi
Powiew mroźnego świeżego powietrza
zatyka nie mogę oddychać
Ktoś krzyczy to tylko postój
Wniesiono wiadro z czymś do picia
I trochę zmarzniętego chleba
Para unosi się zachęcająco
A ja marzę
O filiżance gorącej aromatycznej kawy
Kto żyw walczy zajadle o chleb
Wyrywając go sobie z rąk
Tym leżącym obok
Niepotrzebna już kromka chleba
Odeszli przedwcześnie
Wyrzucają ich jak bezużyteczny śmieć
na zaśnieżony peron
Panie weź ich do nieba
Zaryglowano drzwi
I znowu słyszę
tak to tak
tak to tak
tak to tak


fot. pixabay.com