My kobiety rodzimy się z traumą, z ciężarem. Od początku naszego istnienia nosimy w sobie ból, cierpienie naszych matek, babek, prababek. Każda z nas jest obciążona czymś, co tak naprawdę nigdy nie było nasze, nie powinno być nasze. Ten niekończący się korowód rodowych traum, którego częścią również jesteśmy. To boli. Boli, bo żadna z nas na to nie zasłużyła. Żadna. Ani mama, ani babcia, ani żadna inna kobieta.

Marsz kobiet z kolorowymi transparentami, fot. pixabay.com

Zwykle kierujemy nasze pretensje do naszych mam, babć. Mamo, czemu nie zostawiłaś ojca? Czemu trwałaś w przemocowej relacji? Babciu, czemu nie reagowałaś, gdy dziadek bił mamę?
Mamo, czemu mnie nie doceniałaś, czemu nie mówiłaś, kocham? Czemu piłaś? Czemu karałaś ciszą? Czemu się na mnie wyżywałaś? Czemu nie byłaś blisko? Mamo, czemu nie stanęłaś w mojej obronie? Mamo, czemu nie broniłaś samej siebie? Mamo, czemu nie było cię, gdy tak bardzo tego potrzebowałam? Mamo…

Obwiniamy je, nasze przodkinie. Mówimy, to wasza wina. To, że nie potrafię zaufać, kochać, przyjmować, bronić się. To wasza wina. Czemu mi to zrobiłaś, mamo, babciu, prababciu…?
I korowód krąży dalej, nasz smutny taniec cierpienia, naszego kobiecego bólu.
Obarczamy winą z miejsca zranienia, z naszych niezagojonych ran, niespełnionych dziecięcych potrzeb. Obwiniamy ze strachu, z lęku, że nie uda się przerwać tego błędnego koła.
Mamy prawo. Ma prawo nas boleć. Mamy prawo czuć wkurw, złość, niezgodę i bezsilność. Pozwólmy sobie to poczuć, w pełni, bez oceny.

Warto na chwilę się zatrzymać. Zastanowić się, na co skierowana jest nasza niezgoda, żal. Może tak naprawdę to system zawiódł. Bo zawiódł. Patriarchat od wieków zbiera swoje żniwo, ceną jest nasz ból, nasza krew, ciało, cisza, nawet nasze życie.

Nasze przodkinie również są ofiarami tego brutalnego systemu. Zarówno one, jak i my na to nie zasłużyłyśmy. Wszystkie płacimy, obrywamy za samo bycie kobietą. Jak okrutny jest świat, że sam bycie fakt bycia kobietą, wiąże się z takim ciężarem, niebezpieczeństwem. Kiedy wreszcie będziemy mogły poczuć się bezpiecznie?

Bądźmy dla siebie nawzajem wsparciem, najbardziej jak potrafimy Nie oceniajmy nas kobiet. Nie wiemy co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Nie pozwólmy, by któraś z nas szła sama.
Tego właśnie chce patriarchat. Naszej wzajemnej niezgody, nienawiści, zazdrości.
Powiedzmy nie. Już wystarczy. Wykrzyczmy to, jeśli trzeba. Nie pozwólmy zabrać sobie nic więcej. Za dużo wylanych łez, krwi, zaciśniętych szczęk, bólu. Już za wiele. Nie dajmy się rozdzielić. Trzymajmy rękę tej, która stoi obok. Reagujmy, gdy widzimy cierpienie drugiej kobiety. 

Zasługujemy na to, na prawdziwe siostrzeństwo. Tylko razem możemy przerwać ten pełen marazmu korowód bólu i ucisku kobiet.


Maria Markowska
dziennikarka – juniorka
Podlaska Redakcja Seniora Białystok