Moje dzieciństwo to dla mnie smaki i zapachy, które towarzyszą mi do dziś. Te smaki i zapachy określały mój dom. Były synonimem rodziny, zjednoczonej wokół wspólnego przygotowywania, smakowania i spożywania potraw, które nigdzie indziej w moim mieście nie były znane.

Babcia Zina stoi obok swojej przyjaciółki

Smaki dzieciństwa są dla mnie powrotem do krainy szczęśliwości, w której czułam się bezwarunkowo kochana, bezpieczna i wartościowa. Sercem i dobrym duchem naszego domu i wielopokoleniowej rodziny była Babcia Zina, która wraz z mężem i córką przyjechała po wojnie do Ełku. Urodziła się Mińsku, mieszkała w Nowogródku, który po II wojnie światowej stał się częścią ZSRR. W ramach akcji repatriacyjnej wróciła do Polski i osiedliła się na Mazurach.

Kuchnia mojej babci była kuchnią Kresów. Dla mnie magiczną, pełną zapachów, przypraw, których w okolicznych domach nie znano. Babcia wprowadzała mnie i moje dwie siostry w świat kresowych specjałów, dawkując wiedzę i przydzielając zadania dostosowane do naszego wieku, chęci i umiejętności manualnych. Z nostalgią wspominam wspólne z Babcią przygotowywanie pierogów – pielmieni i kartoflaników. Pielmienie to pierożki z mięsem, baranim, wołowym, okraszane masłem. Do kartoflaników oprócz mięsa dodawało się pokrojone w kostkę ziemniaki, ugotowane w mundurkach. Pierogi jadło się obowiązkowo łyżką, aby po ugryzieniu nie uronić ani kropli wyciekającego z nich przepysznego rosołu.
Babcia przygotowywała także inny kresowy przysmak – pieróg z mięsem, dziś znany pod nazwą pierekaczewnik. Według starej receptury przyrządzany był z jagnięciny, baraniny bądź wołowiny, makaronowego ciasta, dużej ilości cebuli i masła. Pieczony był w duchówce. Ach, jaki aromat się stamtąd wydobywał, kiedy Babcia otwierała drzwiczki, aby sprawdzić, czy już jest gotowy.

Fantastyczny, niezapomniany smak miały także zapiekanki z duchówki. Jedna z nich składała się z makaronu domowego, pokrojonego w szerokie wstążki zalanego dużą ilością roztrzepanych jajek i przypraw. Druga zapiekanka była mięsno – warzywna. Na spód naczynia układało się mięso jagnięce z kostką, na to marchewkę z ogródka, pokrojoną w kostkę, z ziemniaczanymi kulkami, wewnątrz których była jagnięcina z podsmażaną cebulką.

Moim przysmakiem były także drożdżowe bułeczki, maczane po upieczeniu w maślance. Bułeczki te nazywane były „leniwikami”. Były wilgotne i miały oryginalny, ostry smak. Cała rodzina uwielbiała przygotowywać i jeść babcine bułeczki zwane pluszakami. Miały kształt ślimaka polanego roztopionym masłem. Były posypane cynamonem i gruboziarnistym cukrem.

Wszystkie posiłki spożywaliśmy wspólnie, przy dużym stole. Dzięki Babci zawsze na obiad była zupa, drugie danie i surówka z własnych warzyw, którą dzieci miały obowiązek zjeść.

Niektóre z dań Babci przygotowuję sama. Kiedy je robię, czuję się szczęśliwa. Moja synowa Kasia także je przyrządza.

„Smaki” dzieciństwa są ze mną zawsze. Pomagają przetrwać te gorsze dni. Specjały przygotowywane przez Babcię Zinę smakowały jak już nic potem. Z pozoru proste, zawierały jednak w sobie tyle miłości i troski o zdrowie rodziny. Zwłaszcza dzieci, które u nas były zawsze najważniejsze, ponieważ one gwarantowały trwanie rodziny.

Maria Heller
Podlaska Redakcja Seniora Białystok