MGŁY

Któż z nas lubi mgły poranne…
Lub wieczorne… podczas jazdy?
Z góry sądzę… że niewielu…
Tak odpowie pewnie każdy!

Ale ja na przekór wszystkich…
Lubię mgły przez cały rok.
Lubię też je obserwować…
Nawet gdy… zapada mrok!

A szczególnie letnią porą…
Gdy już śpi zmęczone słonko…
Delikatne jak puch mgiełki…
Pojawiają się… nad łąką!

A… że zwiewne są i lekkie…
Jak welony panien młodych…
Nawet niemy ruch powietrza…
Tworzy fale jakby z wody!

Śpieszę się… więc muszę kończyć…
Bo za chwilę ruszam w trasę…
A na szosie jak wiadomo…
Na nieszczęścia mgły są łase!!!

WYJĄTEK! (z uśmieszkiem)

Nie ma końca bez początku…
Kto przychodzi ten odchodzi…
Co kiełkuje… uschnie kiedyś…
A umiera… kto się zrodził!

Knot się spala… świeca gaśnie…
Każdy dzień się kończy nocą!
Nawet Pan Bóg gdy Świat tworzył…
Musiał w siódmym dniu odpocząć!

Ziemia kręci się wciąż jeszcze…
Choć wiadomo… że przestanie…
Za konflikty… wojny… bitwy…
Zwykle ktoś dostaje lanie!

Jednym słowem… gdy jest koniec…
Na sto procent był początek…
Lecz jak zwykle  w każdej z reguł…
Zawsze musi być wyjątek!

I to właśnie w tej regule…
Kij jest właśnie tym wyjątkiem…
Bo choć zawsze… ma dwa końce…
Żaden nie jest z nich… początkiem!

KWIATY NIEBA

Jasne… szare… granatowe…
Gnane wiatrem i stojące…
Delikatne  jak mgły letnie…
I te ciemne burzą grzmiące!

Innym razem białe chmurki…
W kędzierzawych swych kubrakach…
Wyglądają jak baranki…
Pływające na kajakach!

Patrząc na nie z nizin Ziemi…
Zachwyt w podziw się przemienia…
Wszystkie chmury… są jak kwiaty…
Które zdobią łąki Nieba!

KRET TO ŚWINIA

Nawet małe dziecię wie…
O dorosłych nie wspominam…
Że… choć kret jest całkiem ślepy…
Zachowuje się jak… świnia!

Świnka ryje… czasem kwiczy…
Lecz jest przez nas pożądana…
Kret natomiast tylko ryje…
Od wieczora aż do rana!

Nie mam nic do świnek z chlewka…
Te są nam niezwykle drogie…
Lecz ten ślepy kreci gryzoń…
Jest największym moim wrogiem!

Jego kopce znaczą drogę..
Którą kopie pod murawą…
Dziś wypowiem jemu wojnę…
Którą chcę zakończyć krwawo!

Kret nie może ze mną wygrać…
Jest on krecią wredną świnią…
Ryje ziemię przez rok cały…
Nawet mroźną… śnieżną zimą!

W jaki sposób go pokonam…
Nie opowiem wam bo… po co…
Lecz napomknę mimochodem…
To… że wojna będzie nocą!

OJ TAM… OJ TAM!

Lubię takie wyrażenia…
Całkiem proste… zrozumiałe…
Ni to fraza… ni to zdanie…
Lecz w wymowie swej nabrzmiałe!

Gdy ten zlepek słów słyszymy…
To czujemy jego wagę…
Coś co niemal się nie liczy…
Lecz mieć można po tym zgagę!

Niby zwykła bagatelka…
Jakaś prosta… błaha sprawa…
Taka bowiem być powinna…
Maże stać się nieciekawa!

Oj tam, oj tam!… Jest dystansem…
W zaistniałej sytuacji…
Będę zatem… wiersz ten kończyć…
Bo być może nie mam racji!

Wiesław Lickiewicz