5 grudnia 1998 roku. Start do nowego życia. Lądowanie na O’Hare. Co mnie czeka? Jaki będzie ten chicagowski los? Najbliżsi tysiące kilometrów ode mnie. 

Nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś wyląduję na ziemi Lincolna. Pomogła pasja biegowa. W 1992 roku w Kristiansand spotkałem dawnych mistrzów, z którymi nie mogłem się porozumieć. Oni nie znali języka rosyjskiego, ja języka angielskiego. Po powrocie zacząłem edukację językową i po sześciu latach nie musiałem już w USA używać kończyn górnych do porozumiewania się. 

Doskonalenie języka angielskiego

Mając pewne doświadczenie w opiece nad osobami starszymi, postanowiłem, że to będzie moja codzienność. Z perspektywy czasu oceniam, że wybór był jak najbardziej trafny. W dodatku miałem dwóch wspaniałych psich przyjaciół, a wiadomo, że pies nigdy nie zdradzi. Nie zaniedbywałem też systematycznego doskonalenia języka angielskiego, co zaowocowało uzyskaniem certyfikatu po dwudniowych zmaganiach egzaminacyjnych. 

Samotność najbardziej dokuczała mi przez kilkanaście miesięcy. Pewną ulgą były dwukrotne kilkudniowe odwiedziny żony, ale na normalizację życia trzeba było jeszcze poczekać. Nie zapomnę jej pierwszych odwiedzin. Gdy wyjeżdżała, po pożegnaniu na lotnisku, błądziłem i, choć tego nie planowałem, zwiedzałem Chicago, zanim dotarłem do domu. 

Życie nabrało innych kolorów po trzeciej wizycie Anny. Przez kolejne lata praca, zabawa, miłość i szacunek cechowały nasze relacje. Nie brakowało odwiedzania różnych miejsc, spotkań, czasami przypadkowych i bardzo sympatycznych. Nie brakowało rozrywki, tańców, uśmiechu i radości, wydarzeń kulturalnych, żartów, świętowania najbardziej rodzinnych świąt. Nie sposób zapomnieć o zajęciach w fitness clubie, czy odwiedzaniu biblioteki. Moja Anna mogła wreszcie buszować w sklepach. 

Pamiętny był Sylwester, kiedy witaliśmy nowe tysiąclecie. O roli pewnego klubu przyjaciół, szczególnie w samotności na początku mojego pobytu, pozwolę sobie na osobne wspomnienie. Nowy Świat był dla nas bardzo przyjazny, otwarty. Niestety, smutne wydarzenie zdecydowało o naszym powrocie. Nie wstydzę się wspomnieć, że po starcie Boeinga uroniłem łzy. Wieloletni pobyt był wspaniały, lecz przyczyna powrotu… Cóż, życie miało swój scenariusz. Uśmiech jednak, mimo wszystko, gości na moim obliczu.

Foto: Eugeniusz Regliński

Kliknij w poniższe zdjęcie:

1/15
Przyjaciel Max
Przyjaciel Max
Czworonożny przyjaciel
Czworonożny przyjaciel
Doskonalenie języka angielskiego
Doskonalenie języka angielskiego
Radość na obliczach
Radość na obliczach
Szczęście dwojga
Szczęście dwojga
Fitness club dla pań
Fitness club dla pań
Ukochana Anna
Ukochana Anna
Taneczna para
Taneczna para
Z nami sławny trener Kazimierz Górski
Z nami sławny trener Kazimierz Górski
Chicagowska fontanna
Chicagowska fontanna
Dowcipny jubileusz niewoli
Dowcipny jubileusz niewoli
Szaleństwa w grupie przyjaciół
Szaleństwa w grupie przyjaciół
Podwójna miłość-kobieta oraz instrument
Podwójna miłość-kobieta oraz instrument
Mikołajki na obczyźnie
Mikołajki na obczyźnie
Szaleństwa w grupie przyjaciół
Szaleństwa w grupie przyjaciół

Eugeniusz Regliński
Podlaski Senior Redakcja Kolno