Mój pierwszy raz był fajny. Lepszy niż się spodziewałam. Wydarzył się 2 lipca 2021 roku, kiedy to w deszczową sobotę otworzyłam drzwi zabytkowej kamienicy i weszłam do stylowego pomieszczenia, w którym odbywało się spotkanie redakcyjne portalu internetowego tworzonego przez Podlaską Redakcję Seniora.

Dziennikarki podczas zajęć

Obawiałam się tego spotkania. Sama nazwa portalu wzbudzała we mnie niepokój. Słowo „senior ” jednoznacznie kojarzyło mi się ze starością, która dla mnie nie jest łatwa do zaakceptowania. Pojawiła się ona w moim życiu z chwilą przejścia na emeryturę. Wcześniej nie istniała, ponieważ pracując ponad 30 lat w liceum przeglądałam się tylko w oczach młodzieży. Dopiero, gdy przeszłam na emeryturę odkryłam nieznane mi dotąd masowe zjawisko – starość. Najpierw zauważyłam ją w komunikacji miejskiej, potem w parkach i na ulicach, rzucała się w oczy zwłaszcza przed południem. Byłam zdumiona, że na świecie jest tylu starych ludzi. Nigdy wcześniej ich nie zauważałam. Z ciekawością i niepokojem obserwowałam ich zachowanie, słyszałam głośne rozmowy.

Upraszczając, podzieliłabym seniorów na dwie grupy. Pierwszą stanowiły osoby zgorzkniałe, narzekające na wiek i liczne choroby, jednoznacznie negatywnie oceniające swoje obecne położenie. Druga grupa to seniorzy flirtujący z młodością, pozornie beztroscy, udający siebie sprzed wielu lat. Nie chciałam należeć do żadnej z tych grup. Zastanawiałam się, co mam robić, jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Poszukując sposobu na nowe życie zaczęłam razem z mężem uprawiać sport, który obecnie stał się moją wielką pasją. Poza tym robiłam to co wcześniej, pracując. Czytałam, czasem coś pisałam, spotykałam się z rodziną i przyjaciółmi, wykonywałam czynności niezbędne do funkcjonowania. Cały czas towarzyszyła mi jednak myśl, że nie lubię być na emeryturze przez wielu nazywanej błogosławieństwem. Narzekałem na los, mając świadomość, że czegoś mi ciągle brakuje, że odczuwam niedosyt. Odkryłam, że potrzebuję aktywności, działania i przebywania w grupie ciekawych ludzi, koniecznie jednak w różnym wieku. Szybko zrozumiałam, że jest to niemożliwe ze względów oczywistych. Ja i reszta świata funkcjonujemy w różnych rzeczywistościach.

Poszukiwałam dalej dla siebie miejsca, broniąc się przed propozycjami dla seniorów. I oto kilka dni przed przekroczeniem progu zabytkowej kamienicy spotkałem Asię Żarnowską, Jolę Wołągiewicz i cudownie odmienioną Bożenkę Bednarek. Panie po raz któryś zaprosiły mnie na spotkanie redakcji Podlaskiego seniora.

Tym razem ulegając presji mojej synowej Kasi, postanowiłam przyjąć zaproszenie. Idąc na spotkanie myślałam o tym, co zjednoczyło ludzi o peselu podobnym do mojego, który zwykłam nazywać „haniebnym”. Z ogromnym zaskoczeniem, bardzo szybko stwierdziłam, że pesel nie ma tu nic do rzeczy, a osoby siedzące przy owalnym stole zjednoczyła pasja tworzenia, poznawania, odkrywania i ciągłego doskonalenia się. Radośnie opowiedzieli mi o sobie. Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałam ich opowieści. Mówili o swojej działalności z pasją i błyskiem w oczach. Wielu z nich z dumą oświadczyło, że pracują Pro Bono w redakcji od początku jej istnienia, to jest od siedmiu lat. Bardzo mnie urzekła i wzruszyła serdeczność z jaką mnie przyjęto.

Tematem spotkania było doskonalenie umiejętności zapamiętywania. Zajęcia przygotowała i przeprowadziła w sposób bardzo interesujący Jolanta Wołągiewicz. Doskonaląc techniki zapamiętywania, uczestnicy świetnie się bawili, nie było mowy o rywalizacji. Stwierdziłam, niestety, że z moją pamięcią nie jest najlepiej, a wiele osób radzi sobie świetnie. Dwie godziny spotkania upłynęły bardzo szybko.

Czułam się dobrze, tak jak kiedyś podczas pracy w szkole. Miałam wrażenie, że wraz ze swoim gronem pedagogicznym biorę udział w szkoleniu, z tą tylko różnicą, że nie ja je zorganizowałam lub poprowadziłam, a osoby w nim uczestniczące są skupione, zainteresowane tematem i szczęśliwe z faktu, że mogą dowiedzieć się czegoś nowego. Nie widziałam wokół siebie starości, tylko radość i pasję życia. Z wdzięcznością będę pamiętać mój pierwszy raz w gronie rówieśników.

Ps. Mój pierwszy raz miał także inne oblicze. Po raz pierwszy bowiem, przedstawiono mnie: „Maria Heller, matka Michała Hellera”, co odebrałam jako docenienie mojego dorobku życiowego. 

Foto: Bożena Bednarek

 

Maria Heller
Podlaska Redakcja Seniora Białystok