MOJE JESIENNE KWIATY

To nie żadne chryzantemy…
Są kwiatami jesiennymi…
Tak po prawdzie są… i owszem…
Lecz kochani… nie… moimi!

Nie są nimi także róże…
Ani dalie… czy begonie…
Nie są nimi nawet wrzosy…
Te kwitnące na balkonie!

Moje kwiaty ulubione…
Za którymi bardzo tęsknię…
Są to astry fioletowe..
Te wysokie… te angielskie…

Spośród płatków w każdym kwiatku…
Mruga do nas… złota gwiazdka…
Piękna jest jak ta na niebie…
Choć to tylko… jej namiastka!

A… że aster z greki – gwiazda…
Świeci więc nam jesień całą…
Piękny kwiecie ulubiony…
Tyś jest dumą… tyś jest chwałą!

PAMIĘTAJ  (aforyzm)

Słowa mówione… są wietrzne!
Słowa pisane… są wieczne!

ŚRODOWISKO

Środowisko jest to wszystko…
Co otacza nas dokoła…
Najważniejsza w tym… przyroda…
Bez niej żyć się nie da zgoła!

Nie da żyć się bez powietrza…
Które już się w smog przemienia…
Nie da żyć się też bez wody…
Którą wciąż się nie docenia!

Pamiętajmy też o lasach…
Które są fabryką tlenu…
Dbajmy bardziej o te duże…
By starczyło go każdemu!

Sadźmy… siejmy… wspomagajmy…
Nasze wspólne środowisko…
Ono jest jak dziecku… matka…
Bo ta jemu znaczy… wszystko!

Dobrze wiecie razem ze mną…
Że świat z nami nie umiera…
Dbajmy więc o środowisko…
Lecz tak szczerze!… Już!… Od teraz!

O WYBORACH  (z przymrużeniem oka)

Oj wybory! Oj wybory!…
Pisać o nich jam nie skory…
Przecież nie wiem… Kto? Gdzie? Za kim?…
Nie chcę też mieć żadnej draki!

A tu proszę… już od rana…
Są komisje… głosowania…
Wybieramy kandydatów…
Na tak zwanych… deputatów!…

Teraz mówi się… na posłów…
Bo brzmi ładnie i po polsku…
A nie kochać demokracji…
To tak jakby nie mieć racji!

Później siedzą tacy w ławach…
Kłócą się… lub biją brawa…
A zaznaczyć tutaj muszę…
Ci posłowie to… geniusze!

A tak rzekłszy… między nami…
Ustrój ten jest do niczego…
Tylko inne już mieliśmy…
Każdy gorszy był… od tego!

SMUTNY PARK

Pospadały już kasztany…
Pospadały z drzew żołędzie…
Teraz po nich depczą ludzie…
Pełno jest ich bowiem wszędzie!

W szczególności na alejkach…
Mam na myśli nasz park w mieście…
A… że kryją się pod liśćmi…
Utrudniają wszystkim przejście!

Potykamy więc się na nich…
Narażając swoje zdrowie…
A… że mieszkam niedaleko…
Widzę nieraz… pogotowie!

W dni słoneczne… to i owszem…
Park wygląda malowniczo…
Oczywiście tylko ziemia…
Nagie drzewa stojąc milczą!

Wyglądają jak szkielety…
Z czernią kruków pośród kości…
Widok iście jak z horroru…
Jakże pozbyć się tych gości?

Na me krzyki… gwizdy… wrzaski…
Nie otworzył żaden dzioba…
Może to już nie są ptaki…
Tylko nagich drzew ozdoba?…

Wiesław Lickiewicz