Muchy…

Nie! Nie cierpię tych owadów!
Wręcz mam na ich punkcie… fobię…
Już im wojnę… wypowiadam!
Wiem, co z nimi… dzisiaj zrobię!

Tak niedawno… po remoncie…
Jeszcze pachnie…  dom świeżością…
A tu na… bialutkich… ścianach…
Już się wstrętne… muchy goszczą!

Jakie białe! Co ja plotę?
Takie były… jeszcze… wczoraj…
Dzisiaj przez nich.. tak upstrzone!
Że Sodoma… i… Gomora!

Tak! To są twórcy… wielu chorób…
Wielu nieszczęść… wielu plag…
Są okropne… patogenne…
Czy je kiedyś… trafi szlag?

Nie chcę pisać… o szczegółach…
O wirusach… o bakteriach…
Wszem i wobec… was ostrzegam!…
Jak są muchy, jest… tragedia!

Co tam packa… lep… gazeta…
Tak! Postraszysz! Lecz… doraźnie…
Mam już much… serdecznie dosyć!
Dziś od chemii… zginą… marnie!

Hajnówka…

Gdzieś… na rubieżach Podlasia…
Pod słynną na świat… Białowieżą…
[Tak o niej do dzisiaj się mówi!]
A pamięć… wciąż jeszcze… mam świeżą!

Teraz… to już co innego…
Jest znana… na cały nasz… Kraj…
Nie znajdziesz… nic piękniejszego…
Bo nasza Hajnówka… jest… naj!

Jest najpiękniejsza… na Świecie…
Pachnie… sosnową żywicą…
Zwą też ją… bramą do puszczy…
Niech mówią, skoro tak życzą?

Nieśmiało co prawda…lecz wspomnę…
Nie chcę wychodzić… przed szereg…
To miasto jest mą… rówieśniczką…
O czym obwieszczam wam… szczerze!

Lat siedemdziesiąt… to dużo?
Dla miasta… pewnie… niewiele!
Lecz życzę Jej… tego co sobie!
Budź się Hajnówko! Kur pieje!

Mniej boli…

Łąka… zieleń… kwiaty… zioła…
Całość jak z obrazu… wzięta…
Tuż nad łąką… bocian biały…
Leci karmić… swe pisklęta…

Taki obraz mam w pamięci…
Już go wiele lat… tam noszę…
A że pamięć… jest zawodna…
O malarski… komplet proszę…

Zakupiłem wiec… sztalugę…
Mam paletę… pędzle… farbę…
Lecz o jednym… zapomniałem…
Zowie się to… Bożym skarbem!

Wiem po chwili… o co chodzi!
– Bóg… talentu… mi poskąpił!
Pewnie wiedział… o tym wcześniej…
Tworząc mnie… już we mnie zwątpił!

Może tak! A może… nie?
Może nie zna… mnie… w ogóle?
W każdym razie… jest mi smutno…
Żegnam się… z malarstwem… czule!

Dziś zazdroszczę… Rembrandtowi…
Chełmońskiemu… czy też Goi…
Lecz pretensji do nich… nie mam!…
Mówię tak… bo to mniej… boli!

Już nie powróci!…

Odszedł z niej… dość dawno temu…
I już do niej… nie powróci!
Choć ktoś mówił… że go widział…
Jak po innych wsiach… się włóczył…

Lecz tak prawdę… powiedziawszy…
Nie miał tu… do czego wracać…
Patrząc… co zostało ze wsi…
– Boli serce!… Chce się płakać!

Prawie każda… wiejska chata…
Zieje chłodem… gorzkim… smutkiem…
A podwórza… czas plądruje…
Niszcząc przeszłość… z wielkim skutkiem…

Nawet kocie łby… na drodze…
Układane… hen!… Przed wojną!…
Już porosły… mchem chrobotkiem…
Chociaż wiem… że rośnie wolno!

Gdzie się teraz… poniewierasz…
Dobry duchu… wsi podlaskiej?
Wiem, że tu już… nie powrócisz!
Drzwi zamknąłeś za nią… z trzaskiem!

Deszcz… słońce… tęcza…

Padające krople deszczu…
Z dużej… ciemnej… ciężkiej chmury…
Bębnią głośno w szybę okna…
Czyżby… chcą w niej wybić dziury?

Nie!…Nie nastąpi nic takiego…
Nie słyszałem o czymś… takim…
Grad!… Rozumiem!… Co innego!
Ten się może… dać we znaki!…

Lubię patrzeć… jak deszcz pada…
Na te łzy…  płynące… z nieba…
Lecz mnie pewna… rzecz nurtuje…
Płacze!… Coś mu wiec… dolega?

Nie!… Nie dolega nic mu wcale!
Spoza chmur już… wyszło słońce…
Jakby tego… było mało…
Tęcza!…Hen!… Na horyzoncie!…

Wprost nadziwić się nie mogę!
Choć to takie… proste wszystko…
Deszcz!… Słoneczko!… Później tęcza!
Kocham takie… towarzystwo!

Wiesław Lickiewicz