Wysoki, przystojny, zawsze wyprostowany. Mimo zbliżającej się osiemdziesiątki, życia w pojedynkę, licznych przykrych  doświadczeń, zawsze pełen optymizmu i nadziei. Nasz rodzynek, redakcyjny poeta, kronikarz ludzkich losów i naszego bycia razem.

Gienio w otoczeniu redakcyjnych koleżanek, fot. Krystyna Cylwik

Z ostatniego wspólnego kolegium w końcu lutego wyszliśmy razem. Jak zawsze podał mi płaszcz. Ubrany elegancko szedł szybkim, sprężystym krokiem. Na dworze była brzydka pogoda, siąpił deszcz, było zimno, ale Gienio był radosny.  Opowiadał, że właśnie wybiera się na potańcówkę dla seniorów do klubu nad Opałkiem. Ponadto był z siebie zadowolony, ponieważ z marszu, w trakcie kolegium redakcyjnego, napisał wiersz na cześć koleżanki z zespołu, która, jak się okazało, miała właśnie urodziny.

 A potem Gienio nie przyszedł na kolegium. Jego telefon także milczał. Byłyśmy zaniepokojone. To nie w jego stylu. Był obowiązkowy i sumienny. Stałym punktem naszych cotygodniowych spotkań była prezentacja przez  Gienka wierszy, które pisał między kolejnymi zebraniami.

*

Wiersze to  były szczególne. Zawsze rymowane, dedykowane jakiejś osobie, bądź napisane z jakiejś okazji. Z pozoru wydawały się żartobliwe, czasem wywoływały salwy śmiechu. Ale to była tylko przykrywka, przyjęta przez autora forma opowiadania o sobie i  o ludzkiej egzystencji. Twórczość ta bowiem zawsze miała w sobie  nutę zadumy nad ludzkim losem i często mówiła o  pragnieniu miłości i potrzebie bycia z drugim człowiekiem. Trafnie puentowała ludzkie postawy wobec różnych sytuacji, z którymi  człowiek musi się wielokrotnie zmierzyć w trakcie życia.

Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że Gienio poważnie zachorował. Wspieramy go jak możemy. Piszemy do niego listy, pozdrowienia, odwiedzamy go. Wiemy, że  bycie w naszym zespole wiele dla niego znaczy. Teraz dopiero tak naprawdę dotarło do nas, że i on wiele dla nas znaczy. Brakuje nam go bardzo, brak nam jego cotygodniowych wystąpień, kiedy, czytając swoje wiersze z wypiekami na twarzy, unosi oczy, szukając w naszych oczach aprobaty i jak potem siada i z radością słucha braw.

*

Bardzo chcemy wierzyć, że Gienio do nas wróci i będzie jak dawniej. A póki co staramy się być dla siebie lepsi i bardziej życzliwi. Jak pisał mój ukochany  poeta ks. Jan Twardowski „Spieszmy się kochać ludzi…”

Maria Heller
Podlaska Redakcja Seniora Białystok