foto: pixabay.com


Czy spoglądacie czasami w rozgwieżdżone nocne niebo? Ja robię to często podczas wieczornych spacerów z sunią. Obserwuję gwiazdy i żałuję, że na jawie są takimi zimnymi światełkami, gdy w moich snach iskrzą się i mienią kolorami. Aż raz rozbłysły mi barwami! Minęła już północ, gdy wybiegłam z domu pełna żalu i wściekłości na wszystko i wszystkich. Ja, słoneczna optymistka – wybuchnęłam płaczem – i mimowolnie podniosłam głowę do góry. Przez tryskające z oczu łzy zobaczyłam kolory z moich snów! Wszystkie możliwe odcienie płonęły na nocnym firmamencie, a najpiękniej błyszczał rubinowy Arktur, na którym akurat zatrzymałam wzrok. Tylko moment trwała ta chwila zaczarowana tęczą moich łez, ale wiem, że będę tęsknić do tego widoku, gdyż nigdy przedtem nie widziałam nic równie pięknego. To tyle, jeżeli chodzi o romantyczne uniesienia. Wracam do rzeczywistości, mogącej także, wbrew wszystkiemu, przynieść równie ciekawe, zaskakujące momenty. Dzisiaj dowiedziałam się, że można zobaczyć niebo takie, jakie ukazały mi  pryzmaty słonych kropli, na które padły światła przejeżdżającego samochodu. Bagatela, wystarczy złożyć 126 ekspozycji wycelowanych w konkretną konstelację, każda po 5000 sekund, stworzą one wtedy panoramiczne ujęcie, ponad 40 razy większe od rozmiarów Księżyca w pełni. Trochę skomplikowane, ale jakże interesujące! Popatrzcie sami:

foto: pixabay.com

Może nie jest to tak piękne jak moja nocna wizja, ale oddaje istotę tego widoku, który mnie zachwycił. Naprawdę jest na co popatrzeć! Za to Arktur, znany też jako alfa Boo, alfa Boötis, alfa Wolarza, którego jasność uczeni oceniają na 110 razy większą od jasności Słońca, jest rzeczywiście rubinowy, bowiem to czerwony olbrzym znajdujący się w odległości 34 lat świetlnych od Słońca. Jesienią 1933 roku Arktur zyskał na krótko sławę jako gwiazda, dokonująca otwarcia Wystawy Światowej w Chicago. Jego promień bowiem skierowano na fotokomórkę sterującą oświetleniem wystawy. Powód, dla którego do tego celu wybrano właśnie Arktura był prosty: w owych czasach szacowano jego odległość od Słońca na 40 lat świetlnych, zaś Światowa Wystawa była organizowana w Chicago po raz drugi, dokładnie czterdzieści lat po pierwszej. Otwarcia miał dokonać promień wysłany w 1893 roku, łącząc w ten sposób obie imprezy w jedną ponadczasową całość. Naukowo rzecz biorąc, jest to pierwsza, pionierska niejako, gwiazda, u której stwierdzono ruch własny – w ciągu 800 lat przesuwa się na niebie odległość kątową  równą średnicy tarczy Księżyca. Odkrycia tego dokonał Edmund Halley  w 1717 roku. Już w  VIII wieku  p.n.e. grecki poeta Hezjod zachwycał się pięknym lśnieniem Arktura. Nie wiedział, że ta czwarta co do jasności spośród wszystkich gwiazd naszego firmamentu, już niedługo, w skali kosmicznej rzecz jasna, przestanie cieszyć ludzkie oczy  spokojnym czerwonym światłem, gdyż jest, niestety, umierającym właśnie czerwonym olbrzymem. Dodam mimochodem, że to najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Wolarza. Kształtem konstelacja przypomina latawiec, chociaż starożytni wyobrażali ją sobie zawsze jako mężczyznę trzymającego w lewym ręku miecz. Wolarz dominuje w okresie wiosny oraz wczesnego lata i właśnie wtedy pięknie góruje na naszym niebie. Zaś nazwa samej gwiazdy oznacza według jednych „trzymający niedźwiedzia”, co miało odpowiadać jego nieustannej pogoni za pobliską Wielką i Małą Niedźwiedzicą wokół północnego bieguna nieba. Inni  tłumaczą jego greckie imię jako „strażnik niedźwiedzi”. W tej wersji Niedźwiedzice, Wielka i Mała, strzegą bieguna, czyli osi świata, a Arktur ich pilnuje z orężem w dłoni. 

www.wikipedia.org


Nieważne którą wersję wybierzemy, zostawiam to do uznania czytających, ale to właśnie dzięki Wielkiej Niedźwiedzicy łatwo znaleźć mitycznego wojownika na naszym nocnym niebie.

Koniec „ogona” , czy jak to łatwiej oddać, koniec  dyszla Wielkiego Wozu, wskazuje poniżej, leciutko po skosie „naszego” poszukiwanego czerwonego olbrzyma. Po drodze nie ma innych mocno świecących obiektów, więc z łatwością zlokalizujemy Arktura, który dla nieuzbrojonego w lornetkę oka, ma odcień pomarańczowy.

W dawnych czasach Arktura uważano również za zwiastuna burz, a nawet za dawcę zdrowia i godności. Warto tez wiedzieć, że gwiazda ta z charakteru, według starożytnych,  przypomina zarazem Marsa i Jowisza, sprzyja więc władcom. Jej rośliną jest babka, pospolite ziele, które świetnie goi rany i oparzenia. Kamień Arktura to jaspis, który w istocie jest kwarcem – krzemionką, ale dzięki domieszkom metali ma żywe tęczowe kolory. Już jako ciekawostkę dorzucę, że to kamień ochronny, który pochłania negatywną energię. Wpływa uspakajająco na system nerwowy, dodaje nam pewności siebie, wpływa pozytywnie na stres, stąd niejednokrotnie jest nazywany kamieniem antystresowym. Czerwony jaspis wzmacnia naszą wolę i sprzyja realistycznemu myśleniu, natomiast żółty wpływa pozytywnie na rozwój duchowy i pozwala postrzegać zjawiska pozazmysłowe. Tyle ciekawych informacji przyniósł mi wieczorny spacer, warto więc czasami wyjść gwiazdom naprzeciw…

Arktur

Ach, jak ta noc gwiaździsta sypie nam srebrem w oczy
Raduje serca, koi nerwy, Luny mandalą do snu kołysze
Kto się jej oprzeć może, kto odtrąci ten widok tak uroczy?
Tęczą barw skrytych otulona, miriadów słońc śpiew słyszę
Umiem zobaczyć dźwięki nieba, gdy Drogą Mleczną kroczę
Rzuć uśmiech mi promienny, dla ciebie przecież piszę…

 

foto: pixabay.com

 

 

Jolanta Maria Dzienis
Podlaska Redakcja Seniora Białystok