Oblicza jesieni

Za moim oknem drzewa
trącane jesiennym wiatrem.
Liście jeszcze w zielonej krasie,
Zmieniają swój stan z czasem.
Jeszcze się  trzymają dzielnie,
Mają siłę życia wielką
I nie spieszą się do lotu.
Wspominają jeszcze lato,
Szepcząc sobie opowieści piękne.

Rudy, żółty i purpura,
Dominuje zieleń ciemną.
I kołysząc się leniwie lecą,
Bo spaść muszą bez odwrotu.
Nie chcą kończyć tak żywota.
Malują więc kobierce,
Obłędnymi kolorami.
Puszystą pierzynką się ścielą,
Szeleszcząc cichutko pod stopami.

Jesienna gra muzyka.
W uszach dźwięczy znany ton.
Pod nogami zegar tyka,
Która to już jesień? Która?
Każda inna od poprzedniej,
Jaka ta tym razem będzie.

Jeszcze podmuch wiatru,
W górę liście poszybują,
Swoim pięknem wciąż czarując.
Wszędzie kopce usypane.
Jeż wysunął nosek z norki,
Jeszcze czas na różne figle,
Bo gdy przyjdzie zima biała
W sen zapadną aż do wiosny.
Dbajmy, oby sterta liści im została.

Słońce coraz niżej świeci.
Mgły jak welon z pajęczyny,
Otulają zewsząd wszystko.
Nic nie widać wilgoć wszędzie.
Mżawka pieści lico.
Idą słoty i szarugi.
Liście deszczem płaczą rzewnie,
Posklejały się biedaki,
Nie szeleszczą już przepięknie.
Pod butami giną marnie…

Halina Wiszowata
Podlaska Redakcja Seniora Białystok