W dzisiejszych czasach zorganizowanie pikniku jest bardzo proste – wystarczy ładna pogoda, koc i przekąski kupione w sklepie. Dawniej sytuacja wyglądała nieco inaczej.

Słowo piknik wywodzi się z języka francuskiego i oznacza wspólny posiłek w plenerze, na który każdy przynosi coś od siebie, co można skubnąć, uszczknąć, a więc coś małego, znikomego.

Kobieta i dziewczynka siedzą na kocu. Obok otwarty patefon. Przed nimi na serwecie ciasto, ciasteczka i napoje.

Tradycja piknikowania posiada bogatą historię. Wywodzi się z czasów średniowiecza. Po zakończonych polowaniach myśliwi zapraszali na gorący posiłek, nalewki i prezentowali upolowaną zwierzynę.

Z biegiem lat pikniki zamieniały się w wielkie, eleganckie przyjęcia w ogrodach. Słynęły z nich ogrody pałacowe w  Wersalu do których Ludwik IV zapraszał swoich zagranicznych gości. Wykwintne potrawy, wina, piękne stroje pań i panów, muzycy grający na wolnym powietrzu, spacery i zabawy w labiryntach żywopłotów oraz kwiatowe altany zachwycały wszystkich.

Bywał tam również Jan Klemens Branicki, który po powrocie do kraju, postanowił w Białymstoku wybudować pałac i założyć ogród na wzór Wersalu. Stąd przylgnęła do niego nazwa Wersalu Podlaskiego. W ogrodach swego letniego pałacu w Choroszczy urządzał pikniki, na które zapraszał możnowładców polskich i zagranicznych.

Kosz piknikowy z talerzykami i kubkami. Obok stoi metalowy termos.

W drugiej połowie XIX wieku nastała moda na letnie wyjazdy za miasto. Propagowano zdrowy tryb życia. Zakładano parki miejskie, z altanami, muszlami koncertowymi i drewnianymi podłogami do tańczenia.

Modne stały się wyprawy rowerowe za miasto, nad rzekę. Wymyślono koszyk piknikowy. Na takie wyjazdy stać było każdego. Wystarczyło wziąć koc, jedzenie, picie i całą niedzielę spędzić na świeżym powietrzu.

Białostoczanie też chętnie piknikowali. Zachowały się zdjęcia na których widzimy całe rodziny wypoczywające w parku i w lesie zwierzynieckim. Rozesłane koce, rozwieszone hamaki, przygotowane przekąski, napoje i pogodne twarze wypoczywających.

Zaczęły powstawać książki kucharskie, w których można było znaleźć przepisy na różne drobne przekąski i orzeźwiające napoje. Najsłynniejszą książką okresu międzywojennego było „365 obiadów za pięć złotych” Lucyny Ćwierczakiewiczowej, które doczekały się ponad 20 wydań.

Na balkonie muzeum stoją uczestnicy spotkania. Pierwsza z lewej .w czerwonej marynarce Joanna Januszkiewicz

Pod koniec XX wieku o miejscu biwakowania zaczęły decydować nadleśnictwa. Ze względu na zagrożenie pożarowe wyznaczały miejsca dla pikników. Pojawiły się zadaszone  wiaty ze stołami, ławkami. miejscami do rozpalenia ogniska.

W mieście na trawnikach dalej królowały tabliczki z napisami „Nie deptać trawy”. Dlatego najczęściej piknikowaliśmy w ogrodach działkowych. Pojawiły się grille i gotowe, przyprawione produkty do grillowania. Adaptery, magnetofony i radia zastąpiły smartfony ze ściągniętą z Internetu muzyką.

Od kilku lat zaczęła powracać moda na miejskie pikniki z okazji okazjonalnych świąt. Już możemy rozściełać koce w parkach, a obok czekają na nas stragany z gotowymi przekąskami, napojami, lodami i placem zabaw dla dzieci. Choć jest gwarno, tłoczno, ale cieszą się powodzeniem.

Tradycji piknikowania poświęcone było spotkanie, na które 20.05.2022 r. zaprosiło Muzeum Historyczne w Białymstoku.

Joanna Januszkiewicz siedzi na kocu z książką w ręce. Obok przygotowane przekąski. W tle kosz piknikowy.

Joanna Januszkiewicz, pracownica muzeum, przygotowała piknik na balkonie muzeum. Podłoga wysłana była kocami, poduszkami i obrusem. Obok stały przedmioty, ze zbiorów własnych muzeum, kojarzące się z piknikiem: termosy, kosz piknikowy, patefon, samowar, garnek żeliwny, patera z rogalikami i babeczkami, taca z ciastem drożdżowym upieczonym własnoręcznie przez prowadzącą spotkanie. W dzbankach czekały napoje z owocami.

Z zaciekawieniem wysłuchaliśmy prezentacji przygotowanej przez  Joannę Januszkiewicz. Wspominaliśmy swoje wyjazdy za miasto, pikniki ze znajomymi. Układaliśmy współczesne menu na piknik rodzinny i towarzyski. Dzieliliśmy się przepisami.

Na tacy leży ciasto drożdżowe pokrojone na porcje. Za nim dwa dzbanki z napojami i patera z ciasteczkami. Obok na tacy szklanki.

Takie spotkania to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Miło spędziliśmy piątkowe popołudnie. Czekamy na następne.

Jednocześnie polecam kanał: „Gotuj z historią” skupiony wokół postaci Jana Klemensa Branickiego. Jak żył, co jadł, co mu gotowano i skąd brano rozmaite produkty. Pierwsze odcinki z serii „Branicki od kuchni” są na kanale YouTube. Autorką kanału jest Joanna Januszkiewicz.

 

 

 

 

 

Źródło: Muzeum Historyczne w Białymstoku
Zdjęcia Maria Beręsewicz i Joanna Januszkiewicz (zdjęcia 1,2,4)

Zredagowała: Maria Beręsewicz
Redakcja Podlaski Senior Białystok