Nie lubiła pociągów

Mówiłaś: Nie lubię pociągów.
Tam szum, łoskot, stukot i hałas,
I stać trzeba czasem w przeciągu.
Ja kiedyś to przechorowałam!

Mówiłaś: Nie jeżdżę pociągiem!
Vis-a- vis ktoś siedzi najczęściej
I wzrok wlepia we mnie, lub ciągle
Coś je i szeleści, i chrzęści.

Mówiłaś: Pociągi nie dla mnie!
Za ciepło, za zimno, za tłoczno.
I wloką się często jak żółwie,
Co ruszą, na stacji odpoczną.

Mówiłaś: Obskurne są dworce!
Brud, zaduch, graffiti na ścianach,

I tłumy na pociąg biegnące
W pośpiechu. Ja na to: Kochana,

Nie jesteś w temacie. Spójrz tylko,
To przeszłość! Ten widok już minął!
Dziś dworce jak nowe lśnią. Błyszcząc
Jak strzała w dal mknie pendolino.

Wsiądź ze mną i jedźmy. Za nami
Zostaną ponure pejzaże,
A my srebrzystymi szynami
Pomkniemy przed siebie w świat marzeń.

Choć smutny deszcz pada za oknem,
Wiatr gwiżdże nokturny przeciągle,
Ty śmiejąc się krzykniesz radośnie:
Jak miło jest jechać pociągiem!

24.11.2019

Na stacji w Szepietowie

Na stacji w Szepietowie
W krótki, grudniowy dzień
Stał pewien młody człowiek
I czekał. Spieszył się,

Że nie zdąży, lecz pociąg
Ten opóźnienie miał,
Dzień się zamienił z nocą
Miejscami, a on stał.

Pociągu wciąż nie było
I wracać już miał chęć,
Lecz go trzymała miłość
W tym miejscu godzin pięć.

Spoglądał na smartfona,
Lecz SMS ni mail
Nie przyszedł. Przerażony
Był, wierzył coraz mniej,

Że wróci ta dziewczyna,
O której ciągle śni.
Pojął wreszcie, że winna
Jest, bo miesiące trzy

Minęły od rozstania,
A on wciąż łudził się,
Że dojdzie do spotkania
I znów uśmiechnie się.

Mówił przyjaciel: Stary,
Zapomnij, weź się w garść
I życie chwyć za bary,
Jak długo chcesz tu stać?

Lecz niewidzialna siła,
Co wciąga niczym lej,
Na stacji go więziła,
Nie mógł pokonać jej.

Już północ. Wreszcie widzi
Światełko. Niby wąż
Mknie czarodziejski pociąg,
Przez okno widzi ją.

Zatrzymuje się. Ona
Wyciąga białą dłoń,
On wsiada do wagonu,
Pod niebo razem mkną.

Odtąd po tej osobie
Ni śladu. Widział ktoś
Na stacji w Szepietowie
W pewną grudniową noc

Bezwietrzną, mroźną, widną,
Gdy księżyc świecił, jak
Przejeżdżał pociąg widmo,
A w nim tych dwoje wraz.

Na stacji w Czyżewie

Na stacji w niewielkim Czyżewie
Co miastem od kilku jest lat
Stał chłopak i patrzył przed siebie,
Raz po raz czerwieniał, to bladł.

Za chwilę przyjechać miał pociąg,
Z Warszawy. Nadzieję miał, że
Przywiezie tę, do której pociąg
Czuł przez całe noce i dnie.

Co piątek pociągiem wracała
Z uczelni na rodzinną wieś.
Walizkę ogromną dźwigała.
A on chciałby pomóc ją nieść.

Po drodze chciał jej gamę całą
Swych uczuć wyjawić. I być
Z nią odtąd planował nieśmiało,
Bo jak długo ma o niej śnić?

Nadjeżdża już pociąg warszawski,
Wysiada zeń pan, panie dwie
I ona. Sukienkę ma w kwiatki.
Czy wzrok własny myli go? Nie!

Ta, której poświęcał swe myśli,
Promienna jak wiosenny dzień
A obok niej warszawski fircyk
Jak z żurnala wprost. Śmieją się.

Ktoś po nich wyjechał. Samochód
Już rusza i szybko mknie w dal.
A chłopak? Ucieka w popłochu,
Wraz z nim biegną smutek i żal.

Na stacji w niewielkim Czyżewie
Za rok cały chłopak ten sam
Znów czekał. Lecz na kogo? Nie wiem,
Lecz minę wesołą już miał.

Przyjeżdża z Warszawy pospieszny,
Wysiada zeń babcia i wnuk.
I ona. Jej widok go cieszy,
Bo jego dziewczyną jest już.

Znajomość z fircykiem potrwała
Dość krótko, bo jak niesie wieść,
Pomyłką się być okazała
I szybko dość rozwiała się.

Przewrotne są losu koleje,
Więc kolej już na happy end.
Niech im jak najlepiej się dzieje,
O szczęściu niech spełni się sen.

Niech pociąg, co zowie się życie,
Ich wiezie bezpiecznie. Niech się
Ta stacja, gdzie razem im przyjdzie
Wysiadać, „Miłością” się zwie.

Urszula Krajewska-Szeligowska