Dwie Matki

Siedziałam na pustej plaży oglądając zachód słońca. Ostatnie promienie kryły się za horyzontem wielkiej wody. Wieczór był ciepły, choć to druga połowa października. Nie chciałam wracać do hotelu. Podeszła do mnie kobieta. Nie odzywała się. Przysiadła obok. Opodal bawiły się dzieciaki, chociaż już dawno zaczęła się w telewizji bajka. Pewnie są na wakacjach, jak ja, pomyślałam, skoro rodzice pozwalają im na tak długie zabawy. Jedna z dziewczynek podbiegła do swojej mamy i przytuliła się. Ta przycisnęła ją do piersi i głaskała płowe włoski. Gdy chłopiec to zobaczył, też przybiegł do swojej mamy i objął ją za szyję. Ojciec podszedł, wziął jedno z dzieci na barana, a matka drugie za rękę i poszli w kierunku zabudowań. Po chwili zniknęli mi z oczu. Plaża pustoszała i ja też zaczęłam się zbierać.

Nagle kobieta siedząca obok mnie odezwała się:

– Łzy zakręciły mi się w oku, kiedy patrzyłam na to młode małżeństwo, jak te dzieciaczki tuliły się do mamy.

– To normalne – odpowiedziałam.

– Nie dla mnie, ja tego nigdy nie zaznałam.

I znowu milczałyśmy. Już miałam odejść, gdy nagle kobieta zaczęła mówić, że przyjechała z Olsztynka i jest tu z grupą emerytek, na imię ma Magda.

– Chciałabym porozmawiać, proszę mnie wysłuchać. Potem rozstaniemy się i zapomnimy o sobie.

– Dobrze – zgodziłam się.

– Bardzo wzruszył mnie widok tych dzieci, tulących się do matczynej piersi.

– Nic w tym niezwykłego – pomyślałam

– Proszę niech pani mówi – zachęciłam.

Wciągnęła powietrze.

– Miałam pięć latek, dużo starszego rodzeństwa i maleńką siostrzyczkę. W odwiedziny przyjechało wujostwo, mama mnie spakowała i wsadziła na sanie, to była frajda. Wujenka otuliła mnie kożuchem i ruszyliśmy w drogę. Cieszyłam się, że tak długo trwa sanna, aż zasnęłam. Spałam zdrowym snem do rana. Gdy się zbudziłam w nie swoim łóżku, nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. Chciałam do mamy, lecz to okazało się niemożliwe. Rodzice byli biedni, dzieci sporo, więc oddali mnie na wychowanie bezdzietnemu wujostwu. Wujenka była dobra, ładnie mnie ubierała, nie biła i nie krzyczała. Dużo rozmawiała ze mną i wszystko mi tłumaczyła. Sprowadzała dzieci sąsiadów, żebym miała się z kim bawić. Urządziła jeden pokój tak, żebyśmy swobodnie mogli broić, nie robiąc sobie krzywdy. Na podwórzu stały dwie huśtawki i mała altanka, taka dla dzieci, po prostu niewielki plac zabaw.

Gdy już chodziłam do szkoły, w czasie wakacji odwiedzili mnie starsi bracia. Przyjechali rowerami do wujostwa. Rozpłakałam się, prosiłam braci, żeby zabrali mnie do rodziców. Chłopcy nie zgodzili się. Gdy odjeżdżali, długo biegłam za rowerami. Tak długo, że jeden z braci zatrzymał się, wziął mnie na ramę i przywiózł do rodzinnego domu. Mama przyjęła mnie serdecznie, tato też, a że to były wakacje, więc nic nie stało na przeszkodzie, bym pozostała dłużej. Nazajutrz rano tato zbudził mnie i kazał paść krowy. Panicznie bałam się krów, rozpłakałam się i uciekłam z obejścia. Wróciłam na piechotę do wujostwa, choć było to prawie czternaście kilometrów.

– Wujku, zostanę u was na zawsze, ale obiecaj mi, że nigdy nie będę pasała krów, tych rogatych potworów.

Wuj obiecał. Do krów wynajął pastucha, do robót w polu miał robotnika. Zbierałam jajka, karmiłam drób, a gdy wuj drwa rąbał, chętnie nosiłam je do kuchni, żeby było na czym obiad ugotować. Ukończyłam szkołę podstawową, zdałam do średniej. Wujostwo sprzedali gospodarkę i wyprowadzili się do Nidzicy, żebym miała bliżej do szkoły. Uczyłam się dobrze.

W jakiś czas potem moja najstarsza siostra zaprosiła mnie i moich przybranych rodziców na uroczystość weselną. Na weselu siedziałam obok rodziców, wujenka ubrała mnie według ostatniej mody. Miałam już szesnaście lat.

– Teraz, Lucynko, przyjdziesz do mnie mieszkać – powiedziała mama.

Wstałam, usiadłam między wujostwem, objęłam oboje .

– Nie, mamo – powiedziałam – to teraz moi rodzice. Dali mi wychowanie i wykształcenie, zostanę z nimi na dobre i złe.

Od tej pory zaczęłam zwracać się do nich: mamo, tato. Im zawdzięczałam wszystko.

Wujostwo pochowani są w Nidzicy. Troszczę się o ich mogiły, są uporządkowane, kwitną na nich kwiaty. Groby rodziców są zapuszczone, choć sześcioro rodzeństwa mieszka w pobliżu. I nie ma komu o nie zadbać…

Anastazja Michalina Banasiak