Służba u pana

I. Dwór

Hrabia Bielawski zatrudniał w swojej posiadłości najładniejsze panienki z pobliskich wsi. Zatrudniał – to mało powiedziane, zmuszał rodziców do oddania córek do dworu. Tak też stało się z moją babcią Matyldą. Matylda była piękną panienką, jej niepowtarzalna uroda porażała otoczenie. Z początku chodziła do dworu raz w tygodniu. Gdy przyuczyła się do pracy, hrabia zażądał, żeby bywała codziennie. Wykonywała niezbyt ciężką robotę, pomagała w pracach kuchennych. Codziennie obierała warzywa, zmywała. Hrabia któregoś dnia obdarował Matyldę nową suknią i pantofelkami. Ucieszona wróciła do domu.

– Spójrz mamo, co dostałam od hrabiego.
– Córciu, to nic dobrego nie wróży, jutro już tam nie wrócisz!

Nazajutrz poszedł ojciec do dworu, pokłonił się nisko, jak przystało poddanemu, i oznajmił, że córka jest chora. Minęło kilka dni, przysłano po Matyldę. Matka płakała, nie chciała posyłać córki do pańskiej posiadłości. Lecz hrabia był stanowczy, nie lubił sprzeciwów. Uległa więc. Nazajutrz Matylda poszła na służbę. Pan wezwał ją do siebie.

– Dlaczego nie włożyłaś sukni, którą ci dałem?
– Żeby się nie pobrudziła – wymamrotała ze spuszczoną głową.
– Od jutra masz w niej przychodzić – rozkazał.

Mama popłakiwała, Matylda cieszyła się, że będzie na co dzień chodziła w pięknej sukni. Gdy tak ubrana pokazała się na dworze, przydzielono ją do pokojowych.

– Od dziś będziesz sprzątać pokoje.
– W tej sukni? – Zdziwiła się.
– Tak, musisz nauczyć się nowej posługi. Będziesz ścierać kurze i czyścić srebra. Masz ładnie się kłaniać, o tak – pokazała Matyldzie starsza służąca.
– Będziesz usługiwać hrabinie. Na każdy jej dzwonek masz być gotowa. Od mycia podłóg są inne dziewczęta.

Tak zaczęła Matylda służbę na dworze. Było jej dobrze przy pani, ale hrabia – to istny diabeł w ludzkiej postaci. Kazał sobie kąpiel przygotowywać, a dziewczynie usługiwać. Nie wiedziała, gdzie oczy podziać, w domu tego nie widziała. Grzeszne ciało hrabiego musiała oglądać i olejkiem smarować. No i pewnego dnia stało się to, czego rodzice obawiali się najbardziej. Po pewnym czasie Matylda mocno się zaokrągliła. Hrabina zauważyła zmianę figury. Wezwała ją do siebie. Spytała:

– Masz chłopaka?
– Nie – odpowiedziała Matylda.
– Tego się po tobie nie spodziewałam. Od jutra tu nie przychodź, jeszcze dziś parobek cię odwiezie.
– Jak to, hrabia powiedział, że zostanę tu na zawsze.

Hrabina popatrzyła na nią z politowaniem, pokiwała głową:

– Nie ty pierwsza i nie ostatnia.

Zapadła chwila milczenia, wszedł parobek.

– Konie gotowe – oznajmił.
– Załadowałeś to, co ci kazałam?
– Tak.
– To ruszajcie, a wracaj prędko.

Wóz zapełniony był paroma workami zboża, spraną pościelą, nie pierwszej świeżości kocem, dwiema poduszkami i pierzyną. Do wozu uwiązano krówkę. To była zapłata za roczną służbę Matyldy.  

cdn.

Anastazja Michalina Banasiak