PSEUDOGWIAZDY

Ta co spada… to nie gwiazda.
To najwyżej… meteoryt!
Lub kosmiczne jakieś śmiecie…
O rozmiarach nieraz… sporych!

Gwiazdy te co świecą nocą…
Duże… małe… migocące…
To planety we Wszechświecie…
Tą najbliższą nam… jest Słońce!

Ale ja nie o nich chciałem!
Tylko o tych… pseudogwiazdach!
Takich co to… pełno w mediach…
Z makijażem mocnym… każda!

Od programu… do programu!
Od reklamy… do reklamy!
Choć mądrością swą nie grzeszą…
Celebrytów… wszyscy znamy!

Lecz na szczęście… gasną szybko…
Bo… spalają się po prostu!
A… że popiół jest nawozem…
Wrzucam więc go do… kompostu!

 

O NICH ZDAŃ KILKA

Nazywamy ich… Ruskimi…
Choć poprawniej… Rosjanami!
Od początków państwowości…
Naród ten… graniczy z nami!

O historii… polityce…
Nie chcę pisać… bo i po co!
Szkoda słów i szkoda zdrowia…
Bo to jest jak… koszmar nocą!

Któż z nas nie zna carów Rosji…
Prezydentów… sekretarzy!
I nie o nich mi też… chodzi…
Lecz o zwykłych… robociarzy!

Wszystko dzieje się… tuż obok!
Tuż za płotem!  Tuż za miedzą!
Wiemy o nich zatem… dużo…
Lecz ci ludzie… cicho siedzą!

Czy to taka ich mentalność…
Że przed władzą… na kolana?
Czy pokorność mają w genach…
I służalczość wobec…,, pana’’?

Z jednej strony… żal mi ich!
Z drugiej mają… to co chcieli!
A od naszych granic… wara!
Niech się tylko ktoś… ośmieli…

GORYCZ GORYCZY

Gorycz goryczy… jest gorzka!
Jak tylko gorzką… być może…
A smutek w goryczy zamknięty…
Miłosne mieć musi… podłoże!

Jest miłość! Musi być zdrada!
Wierność jest owszem… lecz w kinie.
W realu… bywa wciąż różnie…
Bo różne są też… życia chwile!

Łzy gorzkie jak gorycz piołunu…
Spływają rzewnie… po twarzy…
Chowasz więc ją…  w swoich dłoniach…
Lecz czujesz jak gorycz ich… parzy!

SZUMI W USZACH

Coś mi często szumi w uszach…
Rzec by można, że bez przerwy.
Myślę nieraz, co za licho?
Może są to… moje nerwy?

Nieraz dręczy mnie myśl taka…
Aby pójść z tym do lekarza…
Lecz po chwili… rezygnuję…
Innym też się… szum przydarza.

Lekarz przecież może spytać…
(Patrząc w oczy ironicznie…)
To czy jeszcze… dobrze widzę?
I czy leczę się… psychicznie?

Potem trzeba, czy nie trzeba…
Pewnie jakiś lek przepisze…
Który nic mi nie pomoże…
A ja przecież… jeszcze słyszę!

A i widzę całkiem… nieźle…
Chociaż wzrok już… nie sokoli.
Czuję też się… jako tako…
A szum w uszach?… szum nie boli!

SEJM… KONSTYTUCJA (satyrycznie)

Gdy już posłem cię wybiorą!
Hulaj dusza, piekła nie ma!
Czasem skoczysz na obrady…
Chociaż one… to też ściema!

Konstytucja! Konstytucja!
Zasadnicze w niej ustawy…
Tylko komu one służą?
Czyżby posłom do… zabawy?

Posłów prawie pół tysiąca…
Senatorów równa stówa…
Jak się raz w miesiącu zbiorą…
Sejm gotowi z ziemią zrównać!

Jedzą, piją, lulki palą…
Wyzywają się wzajemnie!
Bywa nawet… że śpiewają…
Lecz przyznaję… beznadziejnie!

Mają za co… głupa rżnąć!
Dobra dieta plus pobory….
Żyć kochani… nie umierać!
Wiec budują domy… dwory…

A kadencja… czteroletnia…
Mija szybko jak strzał z bicza!
A tu przecież trzeba jeszcze…
Za dojazdy wydrzeć ryczałt…

Skoro naród tak głosował…
Niech się cieszy z ich mądrości.
Wkrótce będą znów wybory…
Pamiętajcie ludzie prości!

Wiesław Lickiewicz