Gdy przyjdzie wiosna

Gdy przyjdzie wiosna, pojadę tam,
Gdzie pierwsze kroki stawiałem.
Matkę ucałuję i sercem przytulę.
Wspomnę kopę lat przeżytych –
Tu – na Śląsku – i gdzie mieszkam.
Bocianów spytam, czy te same?
Śpiewu ptaków posłucham…
Wzrokiem wieś przemierzę,
Wśród łąk, pól, pagórków i lasów,
Co serce wzruszy, sfotografuję.
Kogo spotkam, dzień dobry powiem…
Porozmawiamy o tym ile lat upłynęło
I co tutaj się zmieniło, co ubyło.
Kto po latach mnie nie rozpozna,
Powiem kim jestem i skąd przybyłem.
Gdy wrócę wiersz napiszę.



* * *
… A kiedy znów wiosna przyjdzie,
Pojadę w puszczy las głęboki.
Ptakom będę wiersze czytał…
Jakie przez zimę napisałem.
Ptaki będą z uwagą słuchały…
A gdy zaczną swoje wiersze mi śpiewać…
Bardziej, niż one mnie, słuchać ich będę…

O ludziach też nie zapomnę 

Z patyków tratwę zbuduję 
Wiersze na niej położę 
Z lądu na wodę spuszczę 
Prądy wodne poniosą 
Spadając z grobli mocy nabiorą 
By popłynąć Czapielówką
I dalszymi po drodze rzekami,
Żeby i dotarły do waszych domów.
Ja ptakom – ptaki mnie, to za mało.
Bez was wiersze żyć nie będą.



Na wieczór

W samo południe był upalny skwar,
Na słońcu minuty nie mogłem zdzierżyć

Z końcem lipca ucichł już ptasi gwar,
Tylko cukrówki na dachu mogę usłyszeć – 
Dają o sobie znać na głosy dwa,
Jak sowa i po swojemu.

Porywisty wiatr targa bliźniaczymi siostrami
Żwawym ukłonem pochylając je aż na blok… 
Gałęziom zaplata warkocze chłostając ścianę,
Prawie sędziwe… rosną już blisko dwudziesty rok.

Kiedy nadchodzi wiatr, koszulę ziębi,
Niczym z górniczego losu, tak życie gnębi…
Nie posiedzę tu, nie posiedzę za długo,
Ciepły i troskliwy dom schronienie mi da.



Po tym

Kiedy wróciłem do domu, nagle ucichł wiatr.
Pamiętam z dzieciństwa, że tak było i tak dziś jest.
W przyrodzie nic się nie zmienia, od kiedy ludzie tu są.
A tylko oni ciągle się zmieniają zanim odejdą.
Tak było na tym świecie – tak jest – i tak będzie.
=
Słońce schylając się ku zachodowi, 
Zanim pochłonie paszczą ogromny las,
Piękne uroczo, jak bywa to na Podlasiu.
Muskając promieniami przed zachodem
Ostatkiem sił – wyzłaca górną kondygnację bloku.
A kiedy powie dobranoc, zrobi się najpierw
Miedziowo, a następnie szaro i ciemno.
W nocy będę śnił to, co wyśni sen.


foto: Mieczysław Borys – rodzinny dom

Spozieraniem i rozmyślaniem…

Wzrok mój rozbiegany tu, gdzie woda –
Tam dalej, gdzie las – przed siebie – tam,
Gdzie daleko za lasem matczyny dom.

Myśli mam sto – a jedno marzenie,
By iść za tę wodę – za ten las…
By dojść tam, gdzie matuli dom.

Sierpień 2020

Mieczysław Borys