Wczoraj były walentynki – święto zakochanych, czyli szał dla par. Internet zaroił się od serduszek, słodkich misiaczków, sprytnie reklamowanych słodyczy, przyjmujących obowiązkowo formę serc, amorków, czy czerwonych lukrowych różyczek. Mnogość imprez dla dwojga, licznych zaproszeń do lokali dla par… No właśnie. Czy tylko pary zasługują na celebrowanie swojego święta? Otóż nie. W specjalnych kalendarzach, zawierających tak zwane święta nietypowe, to dzisiaj, 15 lutego, obchodzi się Dzień Singla. 

 kieliszek z winem na tle rozmazanych kontur zabudowy oraz niebo w różnobarwnym kolorycie

A dlaczego nie? Przecież pośród nas jest tylu „pojedynczych”. W obecnych czasach daje się zaobserwować wzrostowa tendencja do życia w samotności z wyboru. Tylko czy te osoby są naprawdę samotne? Osamotnione? Nie sądzę. A na pewno nie zawsze tak bywa. Psychologowie twierdzą, że człowiek nie jest stworzony do samotności. Stąd zapewne rozpaczliwe poszukiwania przez wielu tej tak zwanej „drugiej połówki”. Według mnie jest to całkiem absurdalne stwierdzenie sugerujące, jakoby ktokolwiek sam w sobie nie był całością, w pełni istotą ludzką. I że musi sobie szukać jakiegoś dopełnienia w postaci drugiej osoby, aby mieć poczucie bycia kompletnym. Przecież to niedorzeczne. Owszem, samotność potrafi być stanem przykrym, ale dotyczy to na równi wszystkich. „Wśród ludzi jest się także samotnym” – pisał Antoine de Saint-Exupéry w swym arcydziełku „Mały Książę”.

Jako ta, pozostająca singielką przez całe życie, uważam, że mam nieco większe prawo pisania o samotności. Bo nie tylko obserwuję, ale przede wszystkim, na co dzień, doświadczam. Zapewniam, że nie czuję się ani „wybrakowana”, ani niespełniona, ani tym bardziej nieszczęśliwa. W niejednym związku to pary czują się niekomfortowo. Bywa, że są ze sobą z przyzwyczajenia, ze względu na dzieci, na wspólny kredyt, na wygodę czy nawet opinię otoczenia. Czy takie życie trzeba akceptować? Niekoniecznie, lecz nikomu nie odmawiam do tego prawa. Choć bywają też i związki bardzo nieszczęśliwe, a wraz z nimi cierpią istoty niczemu niewinne – dzieci. 

ciemna postać kobiety w wyskoku nad lądem i wodą ku chmurom

Nie jest też moją intencją gloryfikowanie życia w pojedynkę. Bywa ono wprawdzie coraz częściej wyborem, ale jednak w większości jest rezultatem splotu różnych okoliczności. Są tacy, którzy nie radzą sobie z tym dobrze. Inni zaś cenią ów stan ponad wszystko. Nie zamierzam przeciwstawiać jednych drugim. W związku z kalendarzową okazją, chcę napisać trochę o singlach. Ale najpierw małe zastrzeżenie. Bardzo cenię wartości prorodzinne i jestem ich gorącą obrończynią. Wychowałam się w wielodzietnej, kochającej się rodzinie. Moje rodzeństwo również ma swoje rodziny. Sama jednak wybrałam… Czy wybrałam? Poniekąd właśnie tak. Dokonałam wyboru życia w stanie wolnym. Dlaczego?

Singiel wcale nie musi być samotny i najczęściej tak nie jest. Singiel to osoba, która nie pozostaje z nikim w żadnej ścisłej relacji, ani emocjonalnej, ani intymnej, ani usankcjonowanej urzędowo. Jest sam. I tyle. Może mieć mnóstwo przyjaciół i znajomych, wiele kontaktów towarzyskich i ani chwili na nudę. Może również uwielbiać swój stan i celebrować go z lubością, podkreślając zalety takiego życia. Co jednocześnie nie oznacza, że nie istnieją single nieszczęśliwi. Jak to ze wszystkimi ludźmi bywa, zdarzają się i tacy. I zapewne jest ich niemało. Ale skoro jest Dzień Singla, to wypada go świętować, Niestety, nigdzie nie spotkałam oferty na taką okazję. Tym bardziej więc mamy prawo domagać się zauważenia i dowartościowania.

Jakie korzyści i przyjemności wynikają z pozostawania bez jakiegokolwiek związku? Wbrew pozorom jest ich całkiem niemało. Dla mnie bycie singlem oznacza przede wszystkim wolność. Wolność ograniczoną jedynie wyznawanymi normami moralnymi oraz obowiązującym prawem. Poza tym… Ja wszystko mogę! Czyż to nie komfort? Są osoby, które czują się dobrze bez towarzystwa ludzi. Z lekkim zawstydzeniem przyznaję, że również do takich należę. Uwielbiam możliwość bycia z samą sobą. I stąd właśnie obawy, żeby nie być posądzoną o samolubstwo. Ale lubię przebywać we własnej samotni. Bardzo wysoko oceniam wygodę decydowania o wszystkim w moim życiu jednoosobowo i samodzielnie. Nie lubię nieproszonych doradców ani namolnych pomagierów. Kiedy muszę, zwracam się o pomoc, choć staram się, by nie było to częste. To właśnie ja wiem, co jest dla mnie najlepsze, więc we własnym mniemaniu sama dokonuję najtrafniejszych wyborów. Nie pozostając w żadnym związku, ja prawie nic nie muszę. Mogę na przykład nie zaścielić łóżka, jeśli mi się nie chce. Mogę nie odkurzyć, bo nikt mnie nie zgani ani nie nakaże. Podobnie z gotowaniem, praniem, wychodzeniem lub nie, bywaniem gdziekolwiek i tak dalej. Jest okazja wyjazdu na parę dni – czemu nie? To jest właśnie niezależność, inna wielka zaleta życia w pojedynkę. Nie muszę się nikomu opowiadać, a tym bardziej pytać czy prosić o zgodę. Nade wszystko cenię sobie też posiadanie własnych priorytetów oraz możliwość realizacji swoich marzeń i pasji, bez dopasowywania ich do innej osoby. Wyliczankę zalet i korzyści ciągnąć można bez końca, choć tych kilka przykładów wystarczy. 

Na pierwszym planie jeden żółty żonkil. Tuż za nim mnóstwo żonkili w kolorze białym

Oczywiście, jak każde inne, położenie singla ma również swoje braki i wady. Na przykład teraz, kiedy nastał ostatni odcinek podróży przez życie, samotność doskwiera mi pod jednym względem. Potrzebuję pomocy w czynnościach życiowych. Ale radzę sobie z tym na różne sposoby, mając świadomość, że jest to następstwem moich własnych wyborów. I nie mam prawa niczego się domagać. A tych bardziej przykrych stron nie chcę poruszać dzisiaj, w dniu świątecznym.

Nie jest moim zamiarem dyskredytowanie par, związków, a tym bardziej dużych i mniejszych rodzin z potomstwem. Chcę zaś wziąć niejako w obronę wszystkie osoby żyjące w pojedynkę. I zaakcentować, że im się szacunek należy. Nie współczucie, bo naprawdę nie ma ku temu powodu. My, single, mamy nie tylko poczucie własnej wartości i godności, ale też swoistej odrębności i czasem potrafimy gloryfikować swój stan. Jego niezaprzeczalne zalety starałam się niniejszym pokazać. A już na koniec pragnę zaznaczyć, że do życia w samotności nikogo nie zachęcam, mając na uwadze choćby pogarszający się w zastraszającym tempie stan demograficzny społeczeństwa. Bo przecież pragnę, aby mój kraj się rozwijał, a naród powiększał swą liczebność. Tak, aby przyszli emeryci mieli jakiś kapitał i środki do życia, które przecież muszą wypracować ich następcy.

zdjęcia: pixabay.com

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok