Jak sięgam pamięcią wstecz do mojego dzieciństwa i smaków w moim domu nie pamiętam słodyczy, lecz dania mięsne.

Przed Świętami wręcz rozkosz smakową czułam, gdy mama piekła cielęcinę.
Słodkawy, mdły zapach, zmieszany z intensywnym ostrym zapachem przypieczonego mięsa drażnił ogromnie moje zmysły i sprawiał, że nie mogłam doczekać się Świąt by spróbować mięciutkiej cielęciny z chrupiącą, przypieczoną na złoty kolor, skórką.

Pamiętam taką śmieszną historię;

pomagałam mamie sprzątać i w pewnym momencie poprosiła mnie bym poszła do łazienki wypłukać szmatkę, którą coś wycierała, biegnąc usłyszałam – „tylko porządnie wyciśnij”.

Potrawy na stole

Słyszałam i pamiętałam to przez moment, bo moje nozdrza przyjemnie połechtał cudowny, bardzo aromatyczny zapach już upieczonej cielęciny, która stała na ogromnym parapecie kuchennego okna. Pokusa była nie do wytrzymania. Dopadłam pieczeń i uszczknęłam chrupiący kawałeczek – rozkosz nieziemska.
Z poczuciem winy, że w Wielki Piątek zjadłam mięso, pobiegłam wypłukać szmatkę i niosłam ją mamie przeżuwając pyszności. Mama wziąwszy szmatkę, spojrzała na mnie i kazała otworzyć mi buzię, aż mnie w mózgu zakłuło z powodu mojego grzechu. Zaczęłam nieudolnie się tłumaczyć, mamrocząc coś  pod nosem.
Jakież było moje zdziwienie i radość gdy okazało się, że chodzi o szmatkę, którą słabo wycisnęłam i mama zażartowała, że wyciśnie mi ją do buzi. Uśmiechnęła się i powiedziała do mnie „ty mój cielęcy łasuszku”.
Uf, napięcie opadło i później w święta wspominałyśmy obie historię z cielęcinką.
Do dziś czuję zapach, smak i kruchość pieczeni cielęcej mojej mamy. nigdzie nie jadłam tak pysznej. I to jest mój smak dzieciństwa.

Janina Żarnowska

Fot. pixabay.com