Tytuł być może zaskakujący. Ale tego zapachu i smaku nie da się zapomnieć. W minionych czasach smalec przygotowany przez mamę był rarytasem. Nawet będąc studentem zabierałem jego zapas do akademika.

Studia na AWF wymagały odpowiedniego poziomu intelektu jak i aktywności fizycznej, a stołówka nie zawsze była satysfakcjonująca. Przepis był prosty: boczek smażony na patelni, przyprawiony solą, pieprzem i cebulą. Po wysmażeniu wlewało się do glinianego garnka, żeby smalczyk nabrał stałej konsystencji. Można było dodać jabłka, ale wówczas trwałość się skracała, chociaż pojawiał się specyficzny smak. Wybór, z jabłkiem czy bez, należał do konsumentów. Do tej pory potrafię sobie skojarzyć ten zapach i smak.

W owych nieciekawych czasach Polacy, szczególnie mieszkańcy wsi, byli producentami, wytwórcami i konsumentami własnych pomysłów gastronomicznych. Zdarzały się sytuacje, kiedy w nocy zaczęło ssać w brzuchu. Wstawało się, a ratunek miał na imię kanapka ze smalczykiem. Znalazłem zdjęcie z dawnych czasów z przyszłą małżonką. Pamiętam, jak po harcach na lodowisku zaspokajaliśmy apetyt wspomnianym smakołykiem.

Na koniec żartobliwe ale prawdziwe wspomnienie. Pewnego dnia podczas akcji przygotowywania smalcu przybył kominiarz. Zawsze należało wówczas zabezpieczyć otwór wentylacyjny w kuchni. Akcja patelniana tak zajęła mamę, że o tym zapomniała. Efekt był piorunujący. Cała kuchnia pokryta sadzą, smalec do śmietnika. Najpierw nerwy, potem wybuch śmiechu. Co prawda nerwowego, ale mama zawsze miała poczucie humoru. Może właśnie po niej odziedziczyłem tę fantastyczną cechę?

Myślę, że niektórzy do tej pory doceniają dawne smaki. W moim przypadku to smak i zapach prawdziwego smalcu. Temat kojarzy się, rzecz jasna z domem rodzinnym.

To mój rodzinny dom, w sercu go mam.

W długie wieczory nie byłem nigdy sam.

Każdy opuszcza dom, przychodzi taki czas.

Lecz bez niego nie byłoby nas.

Ach, ten smak!

 

Eugeniusz Regliński

Fot. pixabay.com